- Domyśl się, nie widzisz, że mam mundur brygady?! - Co to w ogóle za bzdurne pytanie. Pokręciła jedynie głową z niedowierzaniem, ten typek wydawał się być tak mocno odklejony, jak ten różowy kot. Nadal nie do końca rozumiała o co chodzi z tym zwierzakiem, ale chyba nie miała tego pojąć. Ruda nie była specjalistą w temacie zwierząt, czy roślin, miała od tego Camerona.
- Cool. - Powiedziała jeszcze, chociaż sama nigdy w życiu nie wzięłaby do swojego domu zwierzęcia. Nie widziała żadnego sensu, w ich posiadaniu. Zresztą różowy kot? Na co to komu.
Mężczyzna zaczął rozmawiać z kotami, co spowodowało tylko i wyłącznie to, że Ruda miała go za jeszcze większego dziwaka. Naprawdę zamierzał z nimi teraz dyskutować, zamiast się stąd po prostu ewakuować, co by zrobił, jakby stwierdziły, że sobie nie poradzą?
- Jak widać, właśnie siedzę przy biurku i rozdmuchuję papiery. - Odpowiedziała uśmiechając się przy tym złośliwie. Jasne, najlepiej było przywalić się do tego, w jaki sposób pracują nie mając o tym najmniejszego pojęcia. Ludzie byli ignorantami i potrafili tylko krytykować, kiedy ona od samego początku tych pożarów biegała między tłumem i próbowała jakoś pomagać ludziom. Zdążyła już doprowadzić nawet jednego typa do biura, bo przyłapali go na tym, jak podpalał jedna z kamienic, ale jasne, jaśnie pan uważał, że tylko siedzą za biurkiem i wypełniają papiery. Co za pajac.
Mężczyzna nie wyglądał na poszkodowanego, a bardziej odklejonego. Była tutaj po to, aby zająć się tymi, którzy faktycznie potrzebowali pomocy. Rozglądała się uważnie w poszukiwaniu tych osób, do tego z tyłu głowy miała ciągle to, aby sprawdzać, czy sojusznicy Zakonu Feniksa byli bezpieczni, naprawdę miała co robić, a ten tutaj zawracał jej gitarę takimi pierdołami.
Nie znosiła tej części swojej pracy, kiedy niektórzy myśleli, że są tacy ważni, potrzebowali atencji, nawet jeśli to było zupełnie zbędne.
Dała mu jasne instrukcje, w którą stronę powinien się kierować, a on dalej tutaj stał. Po co? Im szybciej się stąd zawinie z tymi swoimi kotami, tym lepiej dla niego. Problem się rozwiąże, on będzie bezpieczny, a ona wolna i gotowa do pomocy potrzebującym.
- Huh? - Spojrzała na mężczyznę, gdy znowu się odezwał. Trochę się zamyśliła wpatrując się w budynki przed nimi. Dobra, chyba mogła mu podać tego kota, nic nie stało na przeszkodzie. - Jeśli mnie podrapie, to tego pożałuje. - Mruknęła jeszcze do siebie, bo nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać po tym nieszczęsnym kocie.
Nachyliła się i ostrożnie wyciągnęła ręce w stronę zwierzaka. Jakoś udało się jej go chwycić. Nie uszkodziła przy tym ani siebie, ani kota, co uznała za ogromny sukces - naprawdę nie przepadała za zwierzakami. Skrzywiła się więc przy tym odrobinę. Przekazała go w ręce mężczyzny. - Tam jest sieć. - Pokazała jeszcze ręką przed siebie, aby przypomnieć mu dokąd powinien zmierzać.
- Idę dalej, powodzenia. - Na pewno mu się przyda, jeśli zamierzał stąd zniknąć z tymi dwoma kotami. Nie zamierzała dalej tutaj tkwić, bo nic mu nie było, a ona mogła się przydać gdzieś indziej. Odwróciła się więc przed siebie i zniknęła w tłumie, musiała iść dalej, sprawdzić, czy jej bliscy byli bezpieczni i pomóc wszystkim, których miała spotkać na swojej drodze.