08.05.2025, 16:40 ✶
Ambroise! Jak nic! Zamierzał się mnie pozbyć na kilka dobrych godzin, żeby przeruchać się z Geraldine w naszej wspólnej łazience i zapewne każdej innej powierzchni użytkowej w swojej sypialni. Może nawet w moim księżniczkowym, w sensie wygodnickim, pokoju. Jak go znałem, to już dawno miał na niego chrapkę. Nawet bym się nie zdziwił, gdyby naszą łazienkę zaliczył już w każdym kącie, a jego sypialni... nawet nie będę analizował. Zapewne dotarły do mnie pewne dźwięki w nocy. Bezbożne króliki.
– Sama kazałaś się stąd zabrać... – odburknąłem jej, bo naprawdę brakowało mi kawy, a już szczególnie papierosów. Byłem od nich uzależniony, a w sytuacjach stresowych jak na przykład ta aktualna... Och, byłyby mi błogosławieństwem. Mógłbym nawet umierać w dziczy z braku pożywienia albo z odwodnienia, ale papieros... Papieros byłby moim wybawieniem. Chociaż jeden.
Ale przetrzepałem właśnie nerwowo swoje kieszenie, wiedząc, że i tak nic nie zastanę skitranego. Etui zostało z moją kawą na stole, a to oznaczało, że prędzej niż później ktoś pójdzie mi z odsieczą, widząc, że NIE ZABRAŁEM ZE SOBĄ PAPIEROSÓW. Chłopaki wiedzieli, jakie to było dla mnie ważne. Każdy z nas miewał bziki, a to był jeden z moich, tuż obok kruchego ego i niezaspokojonej potrzeby komentowania rzeczywistości.
Odsunąłem się nieco bardziej od tej Gorgony, po czym poprawiłem rękawy sweterka, żeby nie były takie zmięte. Wyprostowałem się, bo w tej kryzysowej sytuacji, bez papierosa i ogólnej pełni zdrowego rozsądku, uważałem się mimo wszystko za guru kryzysowych sytuacji.
– Nie wiem, gdzie jesteśmy. Niestety, z zamiłowania nie jestem grzybiarzem, ale stojąc w miejscu nigdzie nie dotrzemy. Mój plan: iść przed siebie, wyjść z lasu, znaleźć najbliższą cywilizację i zorganizować powrót do domu – odezwałem się po chwili ciszy.
Nie byłem z początku pewien, czy dzielić się z nią spostrzeżeniami i sposobem na rozwiązanie naszego problemu, gdyż zapewne sama zdążyła już na podstawie białej chmurki nad nami określić kierunek i prędkość wiatru, a może nawet dokładne współrzędne. Ostatecznie... nie wyglądała mi na kogoś, kto się interesuje survivalem, więc podzieliłem się z nią planem.
Poza tym, kto wie? Może jednak zabłyśnie wiedzą survivalową i udoskonali mój plan, przy okazji szybCIEJ DOPROWADZAJĄC MNIE DO PAPIEROSÓW. NO ŻESZ KURWAAAAAAAAAAAAA!!!
Ale na zewnątrz byłem naburmuszoną oazą spokoju. Jeszcze. Jad wdawał się w moje słowa, bo nie byłem w stanie go do końca kontrolować, kiedy nie miałem świadomości, jak bardzo duży jest ten las.
A skoro Prudence Bletchley miała paść ofiarą tego żartu, skoro była o tym święcie przekonana, to może był to pomysł Alka?
W sensie teraz to Benka, bo stał się Benjym z Aloysiusa. Aloysius... Albo Ahoy Siuś! Kiepskie poczucie humoru, ale musiało mi w tej chwili wystarczyć.
Nie oglądałem się za siebie. Po prostu dalej dzielnie szedłem przed siebie.
– Sama kazałaś się stąd zabrać... – odburknąłem jej, bo naprawdę brakowało mi kawy, a już szczególnie papierosów. Byłem od nich uzależniony, a w sytuacjach stresowych jak na przykład ta aktualna... Och, byłyby mi błogosławieństwem. Mógłbym nawet umierać w dziczy z braku pożywienia albo z odwodnienia, ale papieros... Papieros byłby moim wybawieniem. Chociaż jeden.
Ale przetrzepałem właśnie nerwowo swoje kieszenie, wiedząc, że i tak nic nie zastanę skitranego. Etui zostało z moją kawą na stole, a to oznaczało, że prędzej niż później ktoś pójdzie mi z odsieczą, widząc, że NIE ZABRAŁEM ZE SOBĄ PAPIEROSÓW. Chłopaki wiedzieli, jakie to było dla mnie ważne. Każdy z nas miewał bziki, a to był jeden z moich, tuż obok kruchego ego i niezaspokojonej potrzeby komentowania rzeczywistości.
Odsunąłem się nieco bardziej od tej Gorgony, po czym poprawiłem rękawy sweterka, żeby nie były takie zmięte. Wyprostowałem się, bo w tej kryzysowej sytuacji, bez papierosa i ogólnej pełni zdrowego rozsądku, uważałem się mimo wszystko za guru kryzysowych sytuacji.
– Nie wiem, gdzie jesteśmy. Niestety, z zamiłowania nie jestem grzybiarzem, ale stojąc w miejscu nigdzie nie dotrzemy. Mój plan: iść przed siebie, wyjść z lasu, znaleźć najbliższą cywilizację i zorganizować powrót do domu – odezwałem się po chwili ciszy.
Nie byłem z początku pewien, czy dzielić się z nią spostrzeżeniami i sposobem na rozwiązanie naszego problemu, gdyż zapewne sama zdążyła już na podstawie białej chmurki nad nami określić kierunek i prędkość wiatru, a może nawet dokładne współrzędne. Ostatecznie... nie wyglądała mi na kogoś, kto się interesuje survivalem, więc podzieliłem się z nią planem.
Poza tym, kto wie? Może jednak zabłyśnie wiedzą survivalową i udoskonali mój plan, przy okazji szybCIEJ DOPROWADZAJĄC MNIE DO PAPIEROSÓW. NO ŻESZ KURWAAAAAAAAAAAAA!!!
Ale na zewnątrz byłem naburmuszoną oazą spokoju. Jeszcze. Jad wdawał się w moje słowa, bo nie byłem w stanie go do końca kontrolować, kiedy nie miałem świadomości, jak bardzo duży jest ten las.
A skoro Prudence Bletchley miała paść ofiarą tego żartu, skoro była o tym święcie przekonana, to może był to pomysł Alka?
W sensie teraz to Benka, bo stał się Benjym z Aloysiusa. Aloysius... Albo Ahoy Siuś! Kiepskie poczucie humoru, ale musiało mi w tej chwili wystarczyć.
Nie oglądałem się za siebie. Po prostu dalej dzielnie szedłem przed siebie.