Prychnęła, kiedy usłyszała jego odpowiedź. Ambroise nie był taki ugodowy, nie odzywał się do niej w ten sposób, zdecydowanie musiał być kurewsko zmęczony, skoro zdecydował się zwrócić się do niej w ten sposób. Odruchowo sięgnęła dłonią w stronę jego czoła, żeby sprawdzić, czy nie było ciepłe. Mógł mieć w końcu gorączkę, czy coś, mogła się ona pojawić ze zmęczenia... chyba? No nie miała pewności, bo chuja się znała na tych wszystkich sprawach związanych z medycyną, ale zakładała, że tak mogło się wydarzyć.
- Musiałam sprawdzić, czy nie masz gorączki. - Rzuciła jeszcze na swoje wytłumaczenie, bo no nie, on nie zachowywał się w ten sposób, nigdy, na pewno nie w stosunku do niej. To naprawdę nie było w jego stylu. - Nie jest ciepłe, więc to nie to, podejrzewam, że to symptom wynikający ze zmęczenia. - W końcu zabrała dłoń z jego czoła. Naprawdę potrzebował snu, aby wrócić do normalności. Nie do końca chyba akceptowała go w tej ugodowej wersji, no, bo to nie był do końca on, musiał doprowadzić się do porządku i jakoś zostawić wydarzenia tamtej nocy za sobą.
Wiedziała, że mógł brać ją pod włos, jednak tak naprawdę nie miała powodu go oszukiwać tym stwierdzeniem. Jak na to wszystko, co się wydarzyło miała się naprawdę dobrze. Nic jej się nie stało, spędziła ostatni dzień, w sumie to półtora dnia w tej rezydencji, gdzie było naprawdę spokojnie. Jak na to, co się stało to nie mogło być lepiej. Jasne, może nie spała specjalnie długo, bo trudno jej było przymknąć oczy na dłużej, gdy nie byli w komplecie, jednak to jak na nią było nic takiego. Przecież bezsenność była jej towarzyszką od dawien dawna. Nie musiała przesypiać jakichś odpowiednich ilości godzin, aby poczuć się lepiej, nie potrzebowała tego.
- Na pewno się zirytuje, że go okłamałam, ale jakoś sobie z tym poradzę. - Była pewna, że jej brat się obruszy. Potrafił bardzo mocno demonstrować swoje niezadowolenie, na szczęście zamknęli go w piwnicy, więc jedyną krzywdę jaką będzie mógł zrobić to tę sobie, może pod wpływem impulsu rozbiegnie się i uderzy w ścianę. Nie musiała się tym jednak martwić, bo wampiry nie mogły sobie łatwo odebrać życia, więc tak właściwie to nie było, aż tak źle. Nie sądziła, żeby mógł pokonać zabezpieczenia, które wyczarował Benjy, wydawały się być bowiem bardzo profesjonalne, Roise miał rację, gdy wspominał o tym, że z jego przyjaciela jest bardzo doświadczony klątwołamacz. Oczywiście, że nie skomentowała tego przy Fenwicku, ale zauważyła jego potencjał. Nie było jednak powodu, aby doceniała jego umiejętności, w końcu za sobą nie przepadali.
- Tak, musiałam im powiedzieć, nie mogliśmy ryzykować. Lepiej, aby zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie znajduje się w domu. - Niby Roth był zamknięty w piwnicy, ale zdecydowanie lepiej było, aby wszyscy byli świadomi tego, co działo się z jej bratem. Musiała ich poinformować o całej sytuacji, a nie była ona prosta. Na szczęście nikt nie negował tego, że jego obecność tutaj była właściwa. Miała sporo szczęścia, że to zaakceptowali, bo inaczej pewnie musiałaby zabrać do Snowdonii, a tam na pewno trudno byłoby jej go trzymać z dala od eliksirów, musiałaby też opowiedzieć o wszystkim matce, a aktualnie naprawdę nie miała siły słuchać o tym, jaką beznadziejną siostrą była i jak mogła pozwolić na to, aby Astaroth się tak stoczył. Zdecydowanie lepiej było załatwić problem jak najdalej od rodziców.
- Nie wiedziałam, że Elias ma siostrę. - Rzuciła jeszcze, bo fakt, wyłapała coś wtedy na klatce schodowej, ale nie do końca połączyła fakty. Nie wspominał o niej chyba zbyt często, zresztą Geraldine tak właściwie nigdy się z nim jakoś specjalnie nie spoufalała. Wiedziała, że należał do ich paczki, ale jakoś zawsze bliżej jej było do Corio, czy Romulusa. Z Corneliusem utrzymywała bardzo bliski kontakt, nawet kiedy drogi jej i Roisa się rozeszły, bo była matką chrzestną jego dziecka, więc nigdy tak naprawdę się od niego nie odsunęła, zresztą obiecała to przecież Amandzie, że bez względu na wszystko będzie się opiekować Fabianem. Tak naprawdę nigdy nie zakładała, że będzie musiała spełnić swoje matczyne obowiązki tak szybko.
- Jasne, skoro uważacie, że może nam się przydać, i darzycie ją zaufaniem, to też jej ufam. - Nie wiedziała, co innego miałaby powiedzieć. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie ufali komu popadnie i bardzo starannie dobierali osoby, z którymi współpracowali. Kobieta musiała więc być godna zaufania, nawet nie przeszkadzało jej to, że jej nie znała. Jeśli jej wsparcie miało pomóc Astarothowi to przyjmowała je w ciemno, bez względu na to, jak dziwnym człowiekiem miała się okazać.
- Ten dym chyba wszystkim zaszkodził, dość długo go wdychaliśmy, cieszę się, że nic Ci się nie stało, trochę się bałam, że mogło być inaczej. - Rozeszli się bowiem tamtego wieczora, gdy znajdowali się w ich kamienicy. Nie mogła mieć pewności, że po drodze coś mu się nie przytrafi. Londyn okazał się być wtedy bardzo niebezpiecznym miejscem. Na szczęście był tutaj - cały i zdrów, no może odrobinę zmęczony, ale akurat to nie było najgorszą rzeczą, jaka mogła się mu przytrafić.
- Nie ograniczaj się, to się szybko nie powtórzy, warto więc, abyś odpowiednio wykorzystał swoją szansę. - Tak, Yaxleyówna raczej nie miała w zwyczaju zbyt często wychodzić z podobnymi propozycjami, dzisiaj jednak czuła, że to jest właściwe. Roise widział dosyć wiele, zasługiwał na specjalne traktowanie po tym, co ostatnio przeżył. Wiedziała, że na pewno na nim się to bardziej odbiło niż na niej. Tak naprawdę nie miała bowiem pojęcia o tym, jak wyglądało aktualnie miasto, jak rysowały się straty.
- Najwyraźniej tak, muszę na nowo do tego przywyknąć. - Dodała z uśmiechem, bo faktycznie to było dla nich bardzo naturalne. Nigdy nie mogli przewidzieć tego, co się wydarzy. Tak już mieli.
- Jak sobie życzysz, możemy to zrobić od razu, będzie z głowy. - Nie miała nic przeciwko temu, tak właściwie im szybciej tym lepiej, nie, żeby jakoś szczególnie ufała swoim zdolnościom fryzjerskim, ba, myślała, że Ambroise ufa jej pod tym względem bardziej niż ona sama sobie. Jeśli jednak tego właśnie chciał, to nie zamierzała mu odmawiać, w końcu wspomniała mu o tym, że spełni dzisiaj wszystkie jego życzenia, skoro to było jednym z nich, to podejmie się tego wzywania.
- On chyba tak ma, ciągle coś stąd wynosi, nie wiem, jak na dłuższą metę znosiłeś dzielenie z nim łazienki, zresztą przesiaduje tutaj godzinami. - Zdążyła już to zauważyć, chociaż była tutaj ledwie półtora dnia. Romulus spędzał w ich wspólnej łazience naprawdę dużo czasu, Yaxleyówna nie miała pojęcia, co właściwie tutaj robił, tak naprawdę to chyba wolała w to nie wnikać, im mniej wiedziała, tym mogła spać spokojniej...
- Wydaje mi się, że w sypialni było kilka czystych ręczników, skrzaty wczoraj przyniosły, ogarnę też te nożyczki. Zaraz wrócę. - Podniosła się powoli z podłogi, nie spieszyła się jakoś specjalnie, Ambroise raczej nigdzie jej teraz nie mógł uciec.
Wyszła z łazienki, najpierw ruszyła na korytarz, aby odnaleźć torbę, o które wspominał jej chłopak. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu ją odnalazła, później wróciła do sypialni, aby ogarnąć ręczniki. Wzięła wszystkie, aby zostawić je w łazience, kto wie, kiedy znowu będą ich potrzebowali. Rzuciła torbę na podłogę, sama zaś ruszyła w stronę wanny, aby podać Roisowi ręcznik. Cóż, jeszcze chwila i będą mogli się zająć obcinaniem jego włosów. Nie zamierzała panikować, to nie było przecież nic trudnego, na pewno też nie zabije jej za to, jak jej się omsknie ręka. Nie zakładała, że tak będzie, ale skoro miała spodziewać się niespodziewanego... to to mogła być jedna z takich rzeczy.