adnotacja moderatora
Electra Prewett / Pierwsze koty za płoty
Świat zapadał się w deszczu popiołu, a wszechobecny ogień rozgorzał nie tylko w budynkach, ale i w duszach ludzi. Płomień wściekłości i lęku, uczucia graniczne, w których nie było nic dobrego. Icarus wcześniejsze życie spędził w cieniu własnego cierpienia, teraz zaś został świadkiem zła tak wyraźnego, że wszystko, co było wcześniej, bledło. Ludzie błagali nad leżącymi ciałami, w smrodzie dymu unosił się też metaliczny swąd krwi.
Icarus szedł w stronę ulicy Pokątnej. Trzymał w ramionach Cerbera, nie wiedząc, czy to on ratował psa, czy to może pies ratował jego przed załamaniem. Teraz trzeba było odnaleźć Electrę, upewnić się, że jego siostrzyczka była bezpieczna i znaleźć schronienie. Dziewczyna przebywała w niemagicznym Londynie, a Icarus nie wiedział, co mogli zrobić ci popaprańcy mugolom, których uważali za największego z wrogów. Przemoc była dla nich taka łatwa... Ari zastanawiał się, czy czerpali z niej przyjemność. Czy byli nieboskimi zwyrodnialcami czy może ludźmi, w których życiu działo się na tyle źle, żeby posunąć się do takich czynów. Jak Voldemort ich do tego przekonywał? Wtedy mężczyzna przypominał sobie zaślepienie czystokrwistych. Fakt, że musiał kłamać co do tożsamości własnej matki, by Prewetci go w ogóle uznali. Ci wszyscy ludzie, którzy byli tak oderwani od rzeczywistości, że nie potrafili sobie wyobrazić, że tam poza magicznymi barierami byli ludzie tacy sami, jak czarodzieje. Ostatnia nadzieja tkwiła w pokoleniu Electry. Ari był tak dumny ze swojej siostry, która nie bała się przyjaźnić z mugolami, pracować z nimi. Była taka otwarta, pozbawiona uprzedzeń, które zatruwały świat czarodziejów od tylu lat.
Zobaczył ją na skrzyżowaniu Pokątnej i Horyzontalnej. Zawołał w jej stronę, czując łzy w oczach. Znalazła się! Żyła! Bogom niech będą dzięki! Icarus nie wiedział, co by się stało, gdyby ją stracił. Nie potrafił sobie wyobrazić tego uczucia i na szczęście nie musiał. Podbiegł do niej, ale przez Cerbera w swoich ramionach nie miał jak jej uściskać.
— Iskierko! Bogowie, czy wszystko w porządku? Jesteś cała? Nikt ci nic nie zrobił? — mówił szybko, niespokojnie. Nie wyglądała na ranną, całe szczęście. No, ale takie zdarzenia potrafiły szkodzić nie tylko ciału. On sam był w ciężkim nerwowym stanie. Pchała go do przodu tylko myśl o tym, żeby przeżyć i jeszcze zobaczyć Mo. Żeby nie stracić swoich ukochanych, tego, co naprawdę w życiu było ważne. Żeby nie dać się zastraszyć tym okropnym ludziom, bo taki był ich cel. Odebrać nadzieję. A obecnie tylko ona sprawiała, że Icarus Prewett jeszcze się nie poddał.