10.05.2025, 08:59 ✶
Oblicze Lauretty bynajmniej nie było uśmiechnięte. Jej twarz pozostała posągowa, niezmienna, zacięta w dążeniu do perfekcji, której wymagał od niej świat, której wymagała od niej jej własna duma i ambicja. Niemniej jednak Hannibal - pomijając wszystkie uprzedzenia, które miała wobec kuzyna w swoim sercu - zatańczył przed momentem pięknie. Zatańczył wybitnie. Oczywiście mogłaby na niego denerwować się dalej, zasypywać wyimaginowanymi oskarżeniami, uchybieniami, które nie miały miejsca. A jednak - cieszyła się, bo jego dokładne wykonanie układu dawało jej nadzieję na rozbłyśnięcie tego wieczoru. Ostatecznie też nie był kobietą, nie był drugą baleriną z którą musiałby konkurować. Merlin i jego Ekstaza, jego Muza. Przez moment mile połechtała ją myśl, że jest w gruncie rzeczy tytułową bohaterką sztuki.
Skinęła głową zamiast słów podziękowania, co na nią i tak było całkiem sporo i wzięła butelkę.
- Dobrze. Będziemy zatem ćwiczyć z muzyką - ofiarowała mu oszczędne słowa, komplement który zaistniał w powietrzu między nimi tylko dlatego, że nie padła żadna uszczypliwość o jego amatorskim podejściu i niemożności usłyszenia muzyki w swojej głowie, gdy była taka konieczność. Była wyczerpana, ale to zmęczenie kładło się przyjemnym okładem satysfakcji. Selwyn doprowadzony pod ścianę wykrzesał z siebie bardzo dużo i mimowolnie Lauretta zaczęła przypisywać sobie zasługi jego katorżniczego wysiłku i naturalnego talentu. Jakiekolwiek jednak egocentryczne myśli zaczęły się kłębić w tym umyśle ściągniętym perfekcyjnie zaciągniętymi do ciasnego koka włosami jedno było pewne:
Po dzisiejszej próbie, cieszyła się, że tańczą razem, a perspektywa tak premiery jak i kolejnych spektakli repertuarowych, zamiast niekończącej się walki, zdała się całkiem przyjemną wizją na nadchodzące miesiące.
Skinęła głową zamiast słów podziękowania, co na nią i tak było całkiem sporo i wzięła butelkę.
- Dobrze. Będziemy zatem ćwiczyć z muzyką - ofiarowała mu oszczędne słowa, komplement który zaistniał w powietrzu między nimi tylko dlatego, że nie padła żadna uszczypliwość o jego amatorskim podejściu i niemożności usłyszenia muzyki w swojej głowie, gdy była taka konieczność. Była wyczerpana, ale to zmęczenie kładło się przyjemnym okładem satysfakcji. Selwyn doprowadzony pod ścianę wykrzesał z siebie bardzo dużo i mimowolnie Lauretta zaczęła przypisywać sobie zasługi jego katorżniczego wysiłku i naturalnego talentu. Jakiekolwiek jednak egocentryczne myśli zaczęły się kłębić w tym umyśle ściągniętym perfekcyjnie zaciągniętymi do ciasnego koka włosami jedno było pewne:
Po dzisiejszej próbie, cieszyła się, że tańczą razem, a perspektywa tak premiery jak i kolejnych spektakli repertuarowych, zamiast niekończącej się walki, zdała się całkiem przyjemną wizją na nadchodzące miesiące.
Koniec sesji