10.05.2025, 09:21 ✶
Czarne chmury zebrały się nad Londynem, a wszyscy spodziewali się zwykłej burzy. Zwykłej - niezwykłej, być może zagęszczenie tych kłębiących się czarnych poduch przesłaniających zachodzące słońce wskazywał, że będzie to bardzo intensywna burza.
Nikt nie wiedział, a już z pewnością nikt z mugoli, którzy nie mieli szans, aby z początkiem ubiegłego miesiąca doświadczyć przedziwnej wizji, którą boginii Matka próbowała przestrzec obdarzonych darem jasnowidzenia czarodziejów.
Jesienna pożoga przyszła przed równonocą. Jesienna pożoga przyszła pożreć tych, których obrał sobie na cel Czarny Pan, choć ogień był najzachłanniejszym z żywiołów. Raz zaprószony z chęcią pożerał ile się dało, zwłaszcza w tak zatłoczonym mieście.
Piekło jednak dopiero miało się nadejść, teraz strwożeni Anglicy stali dopiero u jego progu.
Cassandra gdy tylko wypadła na ulice, zobaczyła, że w ciągu kamienic w których mieszkała wybuchł pierwszy pożar w odległości kilkunastu metrów od jej miejsca zamieszkania. Szybki rzut okiem doświadczonej pani śledczej pozwolił jej dostrzec wiele szczegółów dziejącej się przed jej oczami sceny. Ulica została zablokowana dwoma samochodami. Stłuczka zdawała się niegroźna, czerwony ford musiał gwałtownie odbić ze swojego pasa i zderzyć się z nadjeżdżającym z naprzeciwka niebieskim vauxhallem. Roztrzęsiona Teresa - sąsiadka Cassandry - właśnie dociskała do rosłej piersi swojego pierworodnego Toma, który blady jak ściana wpatrywał się w wozy.
Gapie zatrzymywali się, nie wiedząc jeszcze za bardzo co począć, z forda wygrzebał się skołowany trzydziestolatek, ale zdawało się, ze kierowca niebieskiego wozu wciąż pozostaje w samochodzie, opierając głowę o kierownicę. Ktoś z oddali gdzieś krzyczał. Dochodziły do nich echa syren wozów strażackich, które - o czym czarownica już wiedziała - niekoniecznie musiały jechać przez ulicę. Przez myśl przeszło jej jeszcze jedno... czy dom, który właśnie płonął nie należał do państwa Mallory? Rodziny mugolaków, która prowadziła na Alei Horyzontalnej sklep z umagicznionymi sprzętami domowymi?
Nikt nie wiedział, a już z pewnością nikt z mugoli, którzy nie mieli szans, aby z początkiem ubiegłego miesiąca doświadczyć przedziwnej wizji, którą boginii Matka próbowała przestrzec obdarzonych darem jasnowidzenia czarodziejów.
Jesienna pożoga przyszła przed równonocą. Jesienna pożoga przyszła pożreć tych, których obrał sobie na cel Czarny Pan, choć ogień był najzachłanniejszym z żywiołów. Raz zaprószony z chęcią pożerał ile się dało, zwłaszcza w tak zatłoczonym mieście.
Piekło jednak dopiero miało się nadejść, teraz strwożeni Anglicy stali dopiero u jego progu.
Cassandra gdy tylko wypadła na ulice, zobaczyła, że w ciągu kamienic w których mieszkała wybuchł pierwszy pożar w odległości kilkunastu metrów od jej miejsca zamieszkania. Szybki rzut okiem doświadczonej pani śledczej pozwolił jej dostrzec wiele szczegółów dziejącej się przed jej oczami sceny. Ulica została zablokowana dwoma samochodami. Stłuczka zdawała się niegroźna, czerwony ford musiał gwałtownie odbić ze swojego pasa i zderzyć się z nadjeżdżającym z naprzeciwka niebieskim vauxhallem. Roztrzęsiona Teresa - sąsiadka Cassandry - właśnie dociskała do rosłej piersi swojego pierworodnego Toma, który blady jak ściana wpatrywał się w wozy.
Gapie zatrzymywali się, nie wiedząc jeszcze za bardzo co począć, z forda wygrzebał się skołowany trzydziestolatek, ale zdawało się, ze kierowca niebieskiego wozu wciąż pozostaje w samochodzie, opierając głowę o kierownicę. Ktoś z oddali gdzieś krzyczał. Dochodziły do nich echa syren wozów strażackich, które - o czym czarownica już wiedziała - niekoniecznie musiały jechać przez ulicę. Przez myśl przeszło jej jeszcze jedno... czy dom, który właśnie płonął nie należał do państwa Mallory? Rodziny mugolaków, która prowadziła na Alei Horyzontalnej sklep z umagicznionymi sprzętami domowymi?