10.05.2025, 15:04 ✶
Ta noc była popierdolona ostro, nigdy by nie przypuszczał, że coś takiego będzie miało miejsce. Zawiodło go myślenie, że po niepokojach Beltane i spokojny Lammas teraz w okolicach Gabonu nic się nie stanie. A może właśnie jeszcze właśnie Mabon uderzy ich jeszcze mocniej i to dopiero awangarda ich kłopotów? Ostrzeżenie jak cofające się morze ostrzega przed nadchodzącą gigantyczną falą.
Odetchnął mocniej patrząc jak wszystko ogarnął chaos. Odstawił Dorę do Nory, a teraz wyruszył na Horyzontalną w nadziei, że spotka kogoś z Zakonu, kto będzie potrzebował pomocy. Nie miał czasu szukać swoich lusterek żeby.
- We can't go to hell, we have hell right here - zanucił pod nosem mijając kolejne budynki, które były mniej lub bardziej zajęte płomieniami. Westchnął na wspomnienie tego, co dowiedział się od Dory i będąc potem u siostry - to nie tylko tutaj, w Londynie był problem - miał niejasne przeczucie, że stoi za tym wszystko ten który nazywa się Voldemortem, ale dlaczego chce zniszczyć również magiczną część Anglii. Czyżby chciał spalić wszystko na popiół i stworzyć od nowa? Na tym mu zależało, na wypaleniu wszystkiego do kamienia i budowania od nowa? Nowy świat, nowy porządek. Aż zagryzł zęby, tylko, że to oni byli w Zakonie nomen omen Feniksa, czyli powstaną z popiołów (a przynajmniej ci którzy przeżyją).
Zapewne minąłby rudowłosą bez słowa, skupiony na oglądaniu budynków i skanowaniu okien czy nikt nie utknął w płonących mieszkaniach czy lokalach.
W pierwszej chwili wydawało mu się, że się przyszły szał, że nikt tak naprawdę go nie woła, ale machinalnie rozejrzał się po okolicy i jego oczy padły na Heather - ona pracowała w BUMie jak Brenna.
- Cześć młoda - odezwał się podchodząc do niej, ale nie skupiając na niej na długo wzroku, rozglądając się w okół czy nic nie wymaga jego uwagi, może i nie był funkcjonariuszem pilnującym porządku publicznego, ale jednak odczuwał się odpowiedzialny do dbania o innych. - Jak sytuacja? - zagaił jeszcze z powrotem wracając do niej swoim spojrzeniem.
Odetchnął mocniej patrząc jak wszystko ogarnął chaos. Odstawił Dorę do Nory, a teraz wyruszył na Horyzontalną w nadziei, że spotka kogoś z Zakonu, kto będzie potrzebował pomocy. Nie miał czasu szukać swoich lusterek żeby.
- We can't go to hell, we have hell right here - zanucił pod nosem mijając kolejne budynki, które były mniej lub bardziej zajęte płomieniami. Westchnął na wspomnienie tego, co dowiedział się od Dory i będąc potem u siostry - to nie tylko tutaj, w Londynie był problem - miał niejasne przeczucie, że stoi za tym wszystko ten który nazywa się Voldemortem, ale dlaczego chce zniszczyć również magiczną część Anglii. Czyżby chciał spalić wszystko na popiół i stworzyć od nowa? Na tym mu zależało, na wypaleniu wszystkiego do kamienia i budowania od nowa? Nowy świat, nowy porządek. Aż zagryzł zęby, tylko, że to oni byli w Zakonie nomen omen Feniksa, czyli powstaną z popiołów (a przynajmniej ci którzy przeżyją).
Zapewne minąłby rudowłosą bez słowa, skupiony na oglądaniu budynków i skanowaniu okien czy nikt nie utknął w płonących mieszkaniach czy lokalach.
W pierwszej chwili wydawało mu się, że się przyszły szał, że nikt tak naprawdę go nie woła, ale machinalnie rozejrzał się po okolicy i jego oczy padły na Heather - ona pracowała w BUMie jak Brenna.
- Cześć młoda - odezwał się podchodząc do niej, ale nie skupiając na niej na długo wzroku, rozglądając się w okół czy nic nie wymaga jego uwagi, może i nie był funkcjonariuszem pilnującym porządku publicznego, ale jednak odczuwał się odpowiedzialny do dbania o innych. - Jak sytuacja? - zagaił jeszcze z powrotem wracając do niej swoim spojrzeniem.