Mogła być tak naprawdę kimkolwiek, nie była wcale ubrana jakoś charakterystycznie dla wykonywanej profesji, mogła kłamać… a jednak klęczała teraz przed Selwynem i nakładała mu na rozległe rany maść, która przynosiła mu ukojenie. Owszem, nie rozpoznała go i to wcale nie dlatego, że nie był popularny czy charakterystyczny. Głównie to dlatego, że nie pochodziła stąd i chociaż mieszkała w Wielkiej Brytanii od kilku miesięcy, to jednak lwią część czasu przebywała na wykopaliskach w Walii i choć podróżowała trochę po wyspach brytyjskich, żeby lepiej poznać to miejsce, to… Nie wiedziała jednak wszystkiego. A w The Globe nigdy nawet nie była.
– Poczekaj, spróbuj się za dużo nie ruszać – powiedziała łagodnie. Mówiła płynnie, ale jednak jej akcent nie był brytyjski i mógł być całkiem niezłą wskazówką co do tego, że kobieta stąd nie pochodziła.
Ludzie różnie reagowali na to, co posiadała w swoich przyborach uzdrowicielskich, więc te ostrzejsze nie były tak bardzo na widoku, Selwyn rzeczywiście mógł odetchnąć z ulgą, bo Ginny nie zamierzała ich używać, nie przydawały się zbytnio jeśli chodziło o leczenie poparzeń. Nakładała mu więc tę maść, myśląc sobie o tym, ilu ludzi dzisiejszej nocy będzie w podobnym stanie? Ilu ludziom trzeba będzie pomóc i na ile wystarczy jej zapasów?
– Guinevere McGonagall – odpowiedziała mu, zerkając na niego kątem oka i uśmiechnęła się mimowolnie, przyjaźnie. – Ale może być Ginevra, albo Ginny – prawdę mówiąc mało kto zwracał się do niej pełnym imieniem, które można było kojarzyć z żoną Króla Artura (tegoż samego od magicznego miecza i czarodzieja Merlina), Ginewrą, i byłoby to skojarzenie odpowiednie. – W radio mówili, że Londyn płonie i że ludzie są atakowani – Ginny na moment przerwała rozsmarowywanie maści na klatce piersiowej Hannibala i spięła się wyraźnie, ponownie patrząc na boki, ale nikt się do nich nie zbliżał, więc jej uwaga przeniosła się na mężczyznę. Zaatakowano go i stracił przytomność? Jak długo tu już siedział…? – A ja jestem uzdrowicielem, więc jak mogę siedzieć w domu, kiedy tutaj ludzie potrzebują pomocy… – w żadnym razie nie była apteczką, która znalazła się tu przypadkowo, nie. Zastanawiała się zresztą, co stało się Hannibalowi, ale póki co postanowiła nie pytać.
– Dość duża część twojego ciała jest poparzona, a ta maść, którą ci nakładam, powinna przynieść ulgę, schłodzić. Przyspieszy też gojenie się. Tam gdzie skórę masz tylko zaczerwienioną, gdzieś za godzinę już powinno być po wszystkim, ale pęcherze będą się goić trochę dłużej. Kilka godzin. Tylko będziesz musiał uważać, żeby ich nie przebić – widząc, że ma uwagę mężczyzny i że nie odpływa już bardziej, postanowiła skorzystać z okazji i zaczęła mu spokojnie tłumaczyć sytuację, tym bardziej, że przyjrzawszy się krytycznie swojemu dziełu uznała, że więcej maści tu nie potrzeba. – Jak się poza tym czujesz? Widzisz podwójnie? Jest ci słabo? Masz problem z oddychaniem? Cokolwiek odbiegającego od normy?