10.05.2025, 18:45 ✶
Ton wyższości był znajomy. Cóż. Zdarzało się i tak.
Odys przez ułamek sekundy rozważał, czy pozwolić tej rozmowie zejść na niższe tony. Kusiło. Ale nie był głupi. I nie był dumny. Miał przed sobą sędziego Wizengamotu. Urzędnika najwyższego szczebla. Mężczyznę o silnych plecach, a może jeszcze silniejszej sieci powiązań. I choć widział hipokryzję w ministerialnych strukturach jak na dłoni, to nie miał nic osobistego do Roberta Croucha. Musiał się cofnąć.
— Proszę się nie martwić. Nie majstruję przy niczyim umyśle bez wyraźnej zgody — odpowiedział z kłamstwem na ustach tak zgrabnym, że prawie sam w nie uwierzył. Czy nie byłoby głupotą obdzierać kogoś z obaw zanim jeszcze pokazał mu, gdzie naprawdę bolało? — Rozumiem. Zapewniam pana, że nie ma pan obowiązku uczestniczyć w żadnych szemranych praktykach. Nigdy nie proponuję czegoś, na co druga strona się nie zgodzi — jasne, kurwa. Zresztą, kłamstwa były przecież tylko narzędziem. Nie były obce Odysowi, podobnie jak półprawdy, przemilczenia i sposób stawiania przecinka w odpowiednim miejscu. Z drugiej jednak strony — nie skłamał tak całkiem. Nie interesowały go eksperymenty dla samego eksperymentu. Nie był grabarzem, który rozkopywał głowy dla zabawy (chociaż czasem…). Nie był również psychiatrą w klasycznym tego słowa znaczeniu, nieczęsto rozpisywał ziółka i jeszcze rzadziej rozklejał się nad czyimś dzieciństwie.
— Ma pan jednak rację. Właśnie to wygląda na terapię, panie Crouch. Gdy pacjent wygłasza dumny, błyszczący monolog o kontroli, to ja wiem, że właśnie prawie jesteśmy u źródła — kontynuował, skinął uprzejmie głową. — Zatem zaczniemy konwencjonalnie. Wspomniał pan o ojcu.
na charyzmę XD
Odys przez ułamek sekundy rozważał, czy pozwolić tej rozmowie zejść na niższe tony. Kusiło. Ale nie był głupi. I nie był dumny. Miał przed sobą sędziego Wizengamotu. Urzędnika najwyższego szczebla. Mężczyznę o silnych plecach, a może jeszcze silniejszej sieci powiązań. I choć widział hipokryzję w ministerialnych strukturach jak na dłoni, to nie miał nic osobistego do Roberta Croucha. Musiał się cofnąć.
— Proszę się nie martwić. Nie majstruję przy niczyim umyśle bez wyraźnej zgody — odpowiedział z kłamstwem na ustach tak zgrabnym, że prawie sam w nie uwierzył. Czy nie byłoby głupotą obdzierać kogoś z obaw zanim jeszcze pokazał mu, gdzie naprawdę bolało? — Rozumiem. Zapewniam pana, że nie ma pan obowiązku uczestniczyć w żadnych szemranych praktykach. Nigdy nie proponuję czegoś, na co druga strona się nie zgodzi — jasne, kurwa. Zresztą, kłamstwa były przecież tylko narzędziem. Nie były obce Odysowi, podobnie jak półprawdy, przemilczenia i sposób stawiania przecinka w odpowiednim miejscu. Z drugiej jednak strony — nie skłamał tak całkiem. Nie interesowały go eksperymenty dla samego eksperymentu. Nie był grabarzem, który rozkopywał głowy dla zabawy (chociaż czasem…). Nie był również psychiatrą w klasycznym tego słowa znaczeniu, nieczęsto rozpisywał ziółka i jeszcze rzadziej rozklejał się nad czyimś dzieciństwie.
— Ma pan jednak rację. Właśnie to wygląda na terapię, panie Crouch. Gdy pacjent wygłasza dumny, błyszczący monolog o kontroli, to ja wiem, że właśnie prawie jesteśmy u źródła — kontynuował, skinął uprzejmie głową. — Zatem zaczniemy konwencjonalnie. Wspomniał pan o ojcu.
na charyzmę XD
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!