11.05.2025, 19:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2025, 19:28 przez Bard Beedle.)
Słowa tej rudowłosej dziewczyny powinny były go oburzyć. Sprawić, że poczułby wściekłość, może nawet by zrobił jej krzywdę. Avada kedavra była tak prostym zaklęciem. Dwa słowa, odpowiednia intencja, ruch nadgarstkiem, zielony promień i puf: czyjeś życie znikało. Było to niemal humanitarne. Och, ale co Bertrand wiedział o humanitaryzmie? Nic. Odrzucał wszelkie takie uczucia. Tak było łatwiej: żyć w oderwaniu od samego siebie. Gdyby tylko posłuchał sumienia, które kiedyś posiadał... gdyby tylko zwątpił w idee szerzone przez Czarnego Pana choć na moment... Wtedy by nie mógł ze sobą wytrzymać. Wiedział to. Lepiej było więc trzymać się tej iluzji. Tego urojenia, że może wszystkie paskudne zbrodnie, które popełnił, miały jakikolwiek sens. Że ich celem było wymierzenie sprawiedliwości lub lepsza przyszłość.
Młoda Rowle tego nie rozumiała. Straciła rękę zapewne przy opiece nad smokiem, ale nie wyobrażała sobie pewnie, przez jaki ból przechodził Bertrand. Jak to było stracić ukochaną osobę i dziecko. Poza swoim wypadkiem musiała prowadzić życie normalnej, spokojnej dziewczyny. Czytała te wszystkie szmatławce, chodziła na zakupy do Madame Malkin, nie splamiła się nigdy czarną magią. Rodzina nie wprowadziła jej do swoich spraw. Zapewne uważali ją za zbyt łagodną, delikatną. Trzymali ją w kompletnej niewiedzy. Zupełnie jakby była barankiem hodowanym na rytualną rzeź. Czy Rowle'owie mieli dla niej takie plany? A może chcieli ją poślubić któremuś z czystokrwistych sojuszników? Wykorzystać ją jako twórczynię nowych pokoleń zwolenników Czarnego Pana?
Czyli nie stać cię nawet na gest pomocy zranionemu człowiekowi? Skazujesz mnie na śmierć? Nie wiedziałaś o tym, co robi twoja rodzina czy zgrywasz tylko nieświadomą? Chociażby twoja rodzinka. Zapytaj ich o to, co robili tej nocy, jak następnym razem ich spotkasz. Powiedz im, że ich też byś zostawiła bez pomocy. Tak chętnie pomagasz potworom, których jedynym przeznaczeniem jest zabijanie. A co z ludźmi, którzy zabijają dla większego celu? Którzy wiedzą, że nie ma innego powodu, jeśli chcą, by świat nareszcie był czysty?
Mógłby jej to powiedzieć, ale milczał, patrząc na nią ni to wściekle, ni błagalnie. Byłaby to desperacka próba wywołania w niej konfliktu moralnego. Po tych słowach Bertrand już zapewne nie mógłby oddychać, zaksztusiłby się własną krwią i popiołem. Tym samym, który spadał z nieba, tego samego, którym oddychał teraz cały Londyn. Ogień miał spalić to, co było wcześniej, by potem na gruzach zbudować coś lepszego. Poświęcenie jednego człowieka dla wygrania całej bitwy, może nawet wojny? Był to heroizm ze strony samego żołnierza. Przedłożenie sprawy ponad własne życie.
Sammy, Mary... Nareszcie znowu was zobaczę — pomyślał, a po jego zabrudzonym pyłem i krwią policzku spłynęła pojedyncza łza.
Czy starczyło mu sił, by się deportować? Wiedział, że się rozszczepi, ale nie zamierzał umierać u tej paskudnej zdrajczyni krwi i własnej rodziny. Miał nadzieję, że rzeczywiście była hodowana na rzeź. Zdecydowanie to ona powinna była oddać życie dla wyższego celu. A raczej jej życie powinno zostać oddane.
Młoda Rowle tego nie rozumiała. Straciła rękę zapewne przy opiece nad smokiem, ale nie wyobrażała sobie pewnie, przez jaki ból przechodził Bertrand. Jak to było stracić ukochaną osobę i dziecko. Poza swoim wypadkiem musiała prowadzić życie normalnej, spokojnej dziewczyny. Czytała te wszystkie szmatławce, chodziła na zakupy do Madame Malkin, nie splamiła się nigdy czarną magią. Rodzina nie wprowadziła jej do swoich spraw. Zapewne uważali ją za zbyt łagodną, delikatną. Trzymali ją w kompletnej niewiedzy. Zupełnie jakby była barankiem hodowanym na rytualną rzeź. Czy Rowle'owie mieli dla niej takie plany? A może chcieli ją poślubić któremuś z czystokrwistych sojuszników? Wykorzystać ją jako twórczynię nowych pokoleń zwolenników Czarnego Pana?
Czyli nie stać cię nawet na gest pomocy zranionemu człowiekowi? Skazujesz mnie na śmierć? Nie wiedziałaś o tym, co robi twoja rodzina czy zgrywasz tylko nieświadomą? Chociażby twoja rodzinka. Zapytaj ich o to, co robili tej nocy, jak następnym razem ich spotkasz. Powiedz im, że ich też byś zostawiła bez pomocy. Tak chętnie pomagasz potworom, których jedynym przeznaczeniem jest zabijanie. A co z ludźmi, którzy zabijają dla większego celu? Którzy wiedzą, że nie ma innego powodu, jeśli chcą, by świat nareszcie był czysty?
Mógłby jej to powiedzieć, ale milczał, patrząc na nią ni to wściekle, ni błagalnie. Byłaby to desperacka próba wywołania w niej konfliktu moralnego. Po tych słowach Bertrand już zapewne nie mógłby oddychać, zaksztusiłby się własną krwią i popiołem. Tym samym, który spadał z nieba, tego samego, którym oddychał teraz cały Londyn. Ogień miał spalić to, co było wcześniej, by potem na gruzach zbudować coś lepszego. Poświęcenie jednego człowieka dla wygrania całej bitwy, może nawet wojny? Był to heroizm ze strony samego żołnierza. Przedłożenie sprawy ponad własne życie.
Sammy, Mary... Nareszcie znowu was zobaczę — pomyślał, a po jego zabrudzonym pyłem i krwią policzku spłynęła pojedyncza łza.
Czy starczyło mu sił, by się deportować? Wiedział, że się rozszczepi, ale nie zamierzał umierać u tej paskudnej zdrajczyni krwi i własnej rodziny. Miał nadzieję, że rzeczywiście była hodowana na rzeź. Zdecydowanie to ona powinna była oddać życie dla wyższego celu. A raczej jej życie powinno zostać oddane.