12.05.2025, 09:25 ✶
Nie był aurorem - każdy w jego otoczeniu uważał, że nie miał na to zadatków. Aidan był leniwy, migał się od pracy (szczególnie tej papierkowej), nienawidził raportów i bywał bezczelny. Nie miałby poszanowania dla munduru a i jego zachowanie wyraźnie wskazywało na to, że robił Ministerstwu łaskę, że w ogóle stąpał po jego posadzkach. Coś jednak w Parkinsonie sprawiało, że nadal nie wyleciał. Czy to były znajomości jego ojca, może matki? A może fakt, że to wszystko była poza - bo każdy kto znał go dłużej wiedział doskonale, że Aidan był okropnym pozerem. Pozował na takiego, który miał wyjebane i niczym się nie przejmował, lecz gdy przychodziło co do czego: potrafił bez namysłu wskoczyć w ogień nie tylko dlatego, że pierwszą osobą która to zrobiła był członek jego rodziny. Victoria tego nie wiedziała, ale jej kuzyn już kilkukrotnie otarł się tego dnia o śmierć, bo po prostu działały u niego odruchy. Ktoś wołał o pomoc: ruszał więc na pomoc. Ktoś uruchamiał pięści: odpowiadał tym samym. Ktoś ciskał w niego zaklęciem: bronił się. Gdy Scarlett została zaatakowana - pomógł. Ba, zasłonił ją własnym ciałem, chociaż jeszcze wtedy nie wiedział, że ich drogi skrzyżują się w przyszłości więcej niż raz, bo okazała się dziewczyną Baldwina, której zdjęciem machała mu jego sowa przed nosem.
I właśnie teraz te odruchy wyłaziły boleśnie na wierzch. Pierwsza rzecz: rzucenie się prosto do płonącego budynku. Druga rzecz: rzucenie w biegu zaklęcia, które pomogłoby drugiej osobie pchać się jeszcze głębiej w paszczę lwa. Nie oczekiwał za to pochwał, oklasków czy podziękowań - jego mózg przestawił się dokładnie tak jak wtedy, gdy z Brenną szukali tego cholernego mordercy, który za cel obrał sobie dziwki. Wpadł do budynku za Victorią, wdrapał się po schodach zaraz za nią, a gdy ta otworzyła drzwi do pierwszego pomieszczenia: syknął. Z ostatniego wykładu, który mu ktoś deklamował nad uchem, zapamiętał że nie powinno się otwierać drzwi podczas szalejącego w budynku ognia, bo może spowodować to szybsze i jeszcze bardziej intensywne rozprzestrzenienie się. Lecz czyż zarówno on, jak i ona, nie mieli w sobie krwi Parkinsonów, która chroniła ich przed płomieniami?
Już miał zacząć gadać, że sprawdzi pozostałe pomieszczenia, ale Victoria miała szczęście. Te drzwi, które otworzyła, okazały się tymi właściwymi. Problem w tym, że gdy tylko Lestrange otworzyła drzwi, okazało się że na BHP trzeba było kurde uważać, bo faktycznie: pod wpływem kolejnej dawki tlenu płomienie buchnęły w górę. Mężczyzna, leżący na ziemi, odruchowo zasłonił głowę rękoma i zwinął się w kłębek, próbując instynktownie się chronić. Może i im płomienie nie były straszne, ale dla tego typa mogły być śmiertelne. Aidan spróbował wyczarować ochronną bańkę wokół mężczyzny, która oddzieliłaby go od płomieni, które lada chwila zaczęłyby lizać jego ubrania.
Rzucam na kształtowanie 4K, wytworzenie bańki energii wokół typa żeby nie zajął się ogniem
I właśnie teraz te odruchy wyłaziły boleśnie na wierzch. Pierwsza rzecz: rzucenie się prosto do płonącego budynku. Druga rzecz: rzucenie w biegu zaklęcia, które pomogłoby drugiej osobie pchać się jeszcze głębiej w paszczę lwa. Nie oczekiwał za to pochwał, oklasków czy podziękowań - jego mózg przestawił się dokładnie tak jak wtedy, gdy z Brenną szukali tego cholernego mordercy, który za cel obrał sobie dziwki. Wpadł do budynku za Victorią, wdrapał się po schodach zaraz za nią, a gdy ta otworzyła drzwi do pierwszego pomieszczenia: syknął. Z ostatniego wykładu, który mu ktoś deklamował nad uchem, zapamiętał że nie powinno się otwierać drzwi podczas szalejącego w budynku ognia, bo może spowodować to szybsze i jeszcze bardziej intensywne rozprzestrzenienie się. Lecz czyż zarówno on, jak i ona, nie mieli w sobie krwi Parkinsonów, która chroniła ich przed płomieniami?
Już miał zacząć gadać, że sprawdzi pozostałe pomieszczenia, ale Victoria miała szczęście. Te drzwi, które otworzyła, okazały się tymi właściwymi. Problem w tym, że gdy tylko Lestrange otworzyła drzwi, okazało się że na BHP trzeba było kurde uważać, bo faktycznie: pod wpływem kolejnej dawki tlenu płomienie buchnęły w górę. Mężczyzna, leżący na ziemi, odruchowo zasłonił głowę rękoma i zwinął się w kłębek, próbując instynktownie się chronić. Może i im płomienie nie były straszne, ale dla tego typa mogły być śmiertelne. Aidan spróbował wyczarować ochronną bańkę wokół mężczyzny, która oddzieliłaby go od płomieni, które lada chwila zaczęłyby lizać jego ubrania.
Rzucam na kształtowanie 4K, wytworzenie bańki energii wokół typa żeby nie zajął się ogniem
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!