12.05.2025, 22:55 ✶
Nikt nie spodziewał się takiego chaosu, jaki opętał Londyn. Przypominał chmury, które znikąd zasłoniły pełną gwiazd noc, zerwane struny skrzypiec podczas koncertu, gdzie piękna melodia przekształciła się w niemalże w krzyk. I teraz też było dużo krzyku, płaczu, wybuchów. Starała się trzymać, nie rozpaść na tysiące kawałków – nie mogła, a chciała pomóc każdemu. Nie wiedziała, co Hjalmarem, co z Laurentem, Elektrą, Atreusem.. Niewiedza była paraliżująca dla kogoś pokroju Pandory. Kaszlnęła kolejny raz, czując przeraźliwy ból w płucach i gorzki posmak, ale była na tyle uparta, aby ten dyskomfort ignorować. Przetarła dłonią wargi, zostawiając kilka ciemnych smug, ale nie miało to teraz znaczenia. Ogień był wszędzie.
Kluczem do sukcesu była Brenna. Dlaczego? Otóż Pandora była często działająca na tych samych zasadach, co mechanizmy – trzymała się poleceń, reguł. I skoro miała iść na patrol w towarzystwie jej przyjaciela, to pójdzie. Wiedziała, że mogła mu ufać. Miała przy sobie różdżkę i kilka swoich zabawek, na wypadek, gdyby były potrzebne. Nie była pewna, czy otaczający ich smród pochodził o drewna, śmieci, wnętrz sklepów i mieszkań, a może z ciał i na Merlina, nie mogła się nad tym zastanawiać. Skupiła się więc na odnalezieniu Thomasa, co z piekącymi oczami, nie było łatwe. Czarodziej jednak wyszedł jej naprzeciw. Przyjrzała mu się, starając się uśmiechnąć, co wyjątkowo nie było łatwe. Trudno było zostać optymistą. Znali się, na pewno z widzenia.. Może ze szkoły? Brunetka kiwnęła głową. - Pandora, cześć. Przepraszam, ale nie pamiętam, skąd się znamy. Masz miłą twarz, to pamiętam. - wyjaśniła z delikatnym wzruszaniem ramion, co miało wytłumaczyć brak podanej dłoni.- Postaram się, ale jestem impulsywna, gdy ktoś pomocy potrzebuje. Tak, brzmi rozsądnie. Tam jest dużo mieszkań, ludzie mogą być uwięzieni.. - zgodziła się, grzebiąc w torbie, którą miała przez ramię. Świetlik, którego Brenna dobrze już znała, zakołysał się w powietrzu, rozłożył skrzydła i latał dookoła nich, rzucając światło. - Wzięłam tylko jednego, ale dobrze reagują na zaklęcie powiększające, gdy będzie to potrzebne. Mogę też wysłać koliberki w trudniej dostępne miejsca, poinformują, jeśli będziemy tam potrzebni. To brzmi dobrze?
Chciała być pomocna, a była lepszym wynalazcom, niż czarodziejem. Ruszyli przed siebie, kierując się w stronę Horyzontalnej. - Wiesz może, czy z Brenną w porządku..?
Kluczem do sukcesu była Brenna. Dlaczego? Otóż Pandora była często działająca na tych samych zasadach, co mechanizmy – trzymała się poleceń, reguł. I skoro miała iść na patrol w towarzystwie jej przyjaciela, to pójdzie. Wiedziała, że mogła mu ufać. Miała przy sobie różdżkę i kilka swoich zabawek, na wypadek, gdyby były potrzebne. Nie była pewna, czy otaczający ich smród pochodził o drewna, śmieci, wnętrz sklepów i mieszkań, a może z ciał i na Merlina, nie mogła się nad tym zastanawiać. Skupiła się więc na odnalezieniu Thomasa, co z piekącymi oczami, nie było łatwe. Czarodziej jednak wyszedł jej naprzeciw. Przyjrzała mu się, starając się uśmiechnąć, co wyjątkowo nie było łatwe. Trudno było zostać optymistą. Znali się, na pewno z widzenia.. Może ze szkoły? Brunetka kiwnęła głową. - Pandora, cześć. Przepraszam, ale nie pamiętam, skąd się znamy. Masz miłą twarz, to pamiętam. - wyjaśniła z delikatnym wzruszaniem ramion, co miało wytłumaczyć brak podanej dłoni.- Postaram się, ale jestem impulsywna, gdy ktoś pomocy potrzebuje. Tak, brzmi rozsądnie. Tam jest dużo mieszkań, ludzie mogą być uwięzieni.. - zgodziła się, grzebiąc w torbie, którą miała przez ramię. Świetlik, którego Brenna dobrze już znała, zakołysał się w powietrzu, rozłożył skrzydła i latał dookoła nich, rzucając światło. - Wzięłam tylko jednego, ale dobrze reagują na zaklęcie powiększające, gdy będzie to potrzebne. Mogę też wysłać koliberki w trudniej dostępne miejsca, poinformują, jeśli będziemy tam potrzebni. To brzmi dobrze?
Chciała być pomocna, a była lepszym wynalazcom, niż czarodziejem. Ruszyli przed siebie, kierując się w stronę Horyzontalnej. - Wiesz może, czy z Brenną w porządku..?