Pojawiła się złość, bo Heather nie znosiła, gdy coś nie szło po jej myśli. Miała wielu ludzi do uratowania, noc była jeszcze młoda, pożary nie przestawały się rozprzestrzeniać, a ona z własnej głupoty pozwoliła się wyrzucić z gry. To nie było w jej stylu, wystarczył jednak moment nieuwagi, a wyszło dość chujowo. Nie znosiła czuć się słabo, nie potrafiła zaakceptować tego, że jej własne ciało ją ograniczało. To doprowadzało ją do ogromnej irytacji.
Oczy zaszkliły się jej nie dlatego, że się bała, a dlatego, że była zupełnie bezradna. Nie za bardzo mogła się ruszyć, ból promieniował coraz bardziej. Gdyby nie to, na pewno znalazłaby się już dalej, gasiła kolejną kamienicę, czy wyciągała ludzi spod gruzów, a teraz? Siedziała na tym murku i nie do końca mogła się ruszyć. Wysmarowana w popiele i sadzy, ubrudzona krwią, to na pewno. Włosy miała poplątane, właściwie to gdyby ktoś przyjrzał się jej bardziej mógłby mieć wrażenie, że było to dziecko przebrane za brygadzistę, Ruda była dość drobna, co uważała jednak za swoją przewagę, zazwyczaj, bo nie dzisiaj, dzisiaj to okazało się jej zgubą, nie mogła zareagować na to, że tłum ją pociągnął, nie mogła się mu oprzeć, a jej spryt nie wystarczył do tego, aby się mu wymknęła.
Może to była syzyfowa praca, może nie miało to jakiegoś większego sensu, ale gdyby każdy myślał w ten sposób, to pozwoliliby wygrać tym złym bez walki, a to nie było odpowiednim podejściem, nie. Musieli pokazać, że istnieją ludzie, którzy nie mają oporu ryzykować, walczyć w ramach ideaów. Wiedziała, że sama nie zmieni świata, ale mogła coś zapoczątkować. Dlatego też była okrutnie zirytowana, że powstrzymało ją coś takiego jak popsuta noga. Za każdym razem kiedy angażowała się w walkę musiało jej się przytrafić coś, co powstrzymywało ją przed jej kontynuacją, co za ironia.
Próbowała wstać, kilka razy, oczywiście nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Nie zamierzała pozwolić, aby jakiś głupi uraz nie pozwolił jej dalej angażować się w walkę. Nie udało jej się jednak zbyt długo utrzymać na sprawnej nodze, znowu opadła na swoje miejsce, nieco zrezygnowana. Gdyby Camiś był tutaj z nią, to na pewno coś by na to poradził, ale go nie było, znajdowała się w tym miejscu zupełnie sama. Miała ochotę wykrzyczeć swoją irytację.
Nagle ktoś przed nią stanął. Odruchowo mocniej zacisnęła dłoń na różdżce, wiedziała, że mundur brygadzisty mógł nie wzbudzać szczególnie dobrych zamiarów, w końcu pracowała dla ministerstwa, walczyła z tymi, którzy podpalili Londyn, jednego z nich nawet udało jej się złapać. Dopiero po chwili uniosła wzrok, aby dokładniej przyjrzeć się osobnikowi, który stanął przed nią. Miał zamaskowaną twarz, właściwie to przysłoniętą, jednak nie zobaczyła jednej z tych charakterystycznych masek. Chyba nie chciał jej zabić, cóż - niewielki, ale sukces.
- Jakbym miała jakiś wybór... - Mruknęła cicho, niezadowolona, raczej nie do końca przyjemnym tonem. Gdyby tylko mogła się ruszać, to już dawno by to zrobiła.
- Tak, prawa noga. - Założyła, że był uzdrowicielem, miał tę ich charaktersystyczne dodatki i zachowywał się, jakby wiedział, co ma robić. Spróbowała więc nawet wysunąć kończynę nieco do przodu, aby umożliwić mu łatwiejszy do niej dostęp. Współpracowała, bo wiedziała, że od tego może zależeć to, jak będzie wyglądała jej dalsza część nocy, a zdecydowanie nie chciała zakończyć jej już teraz.
- Zajebiście, możesz zrobić z nią coś takiego, żebym mogła dalej chodzić? - To było dla niej najważniejsze w tej chwili, nic innego się dla niej nie liczyło, tylko to, czy będzie w stanie pomóc kolejnym ludziom.
- Nie, głowa w porządku. - No, na tyle, na ile zazwyczaj była w porządku, niektórzy mogliby się z tym kłócić, że na co dzień wszystko z nią było ok.
Zabolało ją mocniej, niż przewidywała, kiedy dotknął jej nogi. Zacisnęła zęby, poczuła, że zaczyna się w niej gotować, wiedziała co to oznacza. Przymknęła oczy i spróbowała powstrzymać to, co mogło się wydarzyć. Jeszcze tego brakowało, żeby jej klątwa się uaktywniła.
// kształtownie ◉◉◉◉○
przewagi: odwaga, klątwa żywiołów, zawady: lojalność organizacji, kompleks bohatera
Akcja nieudana
sprawdzam, czy uda się Rudej powstrzymać rzut klątwy
Niestety, nie udało jej się powstrzymać tego uczucia. Powinna się tego spodziewać. Była roztrzęsiona, była zła, do tego bolała ją noga. Zbyt wiele bodźców odciągało jej uwage od najważniejszego. Nie skupiła sie odpowiednio przez co klątwa się uaktywniła. Woda zaczęła się z niej wylewać, wszyscy i wszystko w obrębie metra zostało zaatakowane.