13.05.2025, 10:42 ✶
Cassandra nie musiała wypowiadać żadnych słów, by wprowadzać ludzi w dyskomfort. Wiedziała to już od małego, gdy tylko nauczyła się stawiać pierwsze kroki. Gdyby miała siebie porównać do czegokolwiek, uznałaby że jest Obserwatorem. Cichym, milczącym wręcz, chłonącym zachowania i przekonania innych ludzi. Katalogującym wszystkie informacje, by potem móc je rozłożyć na czynniki pierwsze we własnym umyśle, i dopasować do tego, co pokażą jej karty. Nigdy nie była przesadnie rozmowna, chociaż ci, którzy ją znali, mogliby stwierdzić z całą pewnością, że od czasu powrotu z Rosji stała się jeszcze bardziej milcząca. Nie było to jednak milczenie natarczywe i oceniające. Było bardzo... neutralne. Co było chyba jeszcze gorsze, bo wszelkie intencje idące za tym milczeniem były ukryte.
Gdy Peregrinus zwrócił się do niej, próbując być może udobruchać Lyssę, uniosła na niego spojrzenie. Cassandra lekko przekrzywiła głowę, jakby nie do końca wiedziała, o kim teraz mówi mężczyzna. Niezależny sędzia? Karta Sędziego interpretowana była zwykle jako przedstawiająca osobę o dużym autorytecie. Poważną, godną zaufania i uczciwą. Logika, apodyktyczność i władza - rozprawy, diagnozy oraz... wyroki. Tajemnice i próby ich zamaskowania. Dolohov zamknęła cicho książkę.
Wszystko zależało od ułożenia karty. Czy była w pozycji normalnej, czy odwróconej?
- Karty bywają kapryśne niezależnie od tego, kto je tasuje - odezwała się w końcu, wstając z fotela. Wyciągnęła dłoń w kierunku tej dwójki, a jej wąskie usta rozciągnęły się w nieco nieobecnym uśmiechu. Ruchy, które wykonywała, były niemalże ślamazarne, ospałe, tak jakby każdym kawałkiem swojego ciała Cassandra walczyła o to, by pozostać w teraźniejszości i nie zgubić się w przyszłości. - Ale spróbujmy.
Głos kobiety był całkiem przyjemny do ucha. Cichy, ale nie na tyle by był zagłuszony przez trzaskający ogień w kominku czy podniesione, głośne oddechy spowodowane słowną sprzeczką tej dwójki. Przypominał raczej głos kogoś, kto dopiero wybudził się z bardzo przyjemnego snu i zamierzał wstać z doskonałym humorem.
Dłonie kobiety przykryły talię kart, a gdy te w końcu ułożyły się w równy stosik, zaczęły poruszać się z prędkością, której nikt nie dopasowałby do Cassandry Dolohov. Patrząc na to, że do tej pory poruszała się jak mimoza, to tasowanie kart w normalnym tempie wydawało się być jakąś mocą nadprzyrodzoną. Kolejno przed Peregrinusem i Lyssą piętrzyły się osobne stosiki, gotowe do kolejnej rundy. Dolohov wyprostowała się, przenosząc spojrzenie na okno. Zmarszczyła brwi w zastanowieniu, lecz nie odezwała się, nie będąc pewną, co dokładnie widzi za oknem. Był wrzesień, na śnieg było jeszcze za wcześnie, to nie była Rosja.
- W Anglii zawsze jest tak jasno o tej porze? - zagadnęła cicho, widząc krwistą łunę na niebie. Zachód słońca?
Gdy Peregrinus zwrócił się do niej, próbując być może udobruchać Lyssę, uniosła na niego spojrzenie. Cassandra lekko przekrzywiła głowę, jakby nie do końca wiedziała, o kim teraz mówi mężczyzna. Niezależny sędzia? Karta Sędziego interpretowana była zwykle jako przedstawiająca osobę o dużym autorytecie. Poważną, godną zaufania i uczciwą. Logika, apodyktyczność i władza - rozprawy, diagnozy oraz... wyroki. Tajemnice i próby ich zamaskowania. Dolohov zamknęła cicho książkę.
Wszystko zależało od ułożenia karty. Czy była w pozycji normalnej, czy odwróconej?
- Karty bywają kapryśne niezależnie od tego, kto je tasuje - odezwała się w końcu, wstając z fotela. Wyciągnęła dłoń w kierunku tej dwójki, a jej wąskie usta rozciągnęły się w nieco nieobecnym uśmiechu. Ruchy, które wykonywała, były niemalże ślamazarne, ospałe, tak jakby każdym kawałkiem swojego ciała Cassandra walczyła o to, by pozostać w teraźniejszości i nie zgubić się w przyszłości. - Ale spróbujmy.
Głos kobiety był całkiem przyjemny do ucha. Cichy, ale nie na tyle by był zagłuszony przez trzaskający ogień w kominku czy podniesione, głośne oddechy spowodowane słowną sprzeczką tej dwójki. Przypominał raczej głos kogoś, kto dopiero wybudził się z bardzo przyjemnego snu i zamierzał wstać z doskonałym humorem.
Dłonie kobiety przykryły talię kart, a gdy te w końcu ułożyły się w równy stosik, zaczęły poruszać się z prędkością, której nikt nie dopasowałby do Cassandry Dolohov. Patrząc na to, że do tej pory poruszała się jak mimoza, to tasowanie kart w normalnym tempie wydawało się być jakąś mocą nadprzyrodzoną. Kolejno przed Peregrinusem i Lyssą piętrzyły się osobne stosiki, gotowe do kolejnej rundy. Dolohov wyprostowała się, przenosząc spojrzenie na okno. Zmarszczyła brwi w zastanowieniu, lecz nie odezwała się, nie będąc pewną, co dokładnie widzi za oknem. Był wrzesień, na śnieg było jeszcze za wcześnie, to nie była Rosja.
- W Anglii zawsze jest tak jasno o tej porze? - zagadnęła cicho, widząc krwistą łunę na niebie. Zachód słońca?