13.05.2025, 11:19 ✶
Przybycie Cassandry do Anglii nie było niczym niespodziewanym. Już wcześniej, niedaleko Londynu, rozpoznano zarówno ją samą, jak i jej karocę, która transportowała łóżko. Łóżko, które dotarło do Praw Czasu jako pierwsze, z karteczką od Anastazji. Kim w tej opowieści była Anastazja Dolohov-Burke i dlaczego to ona odpowiadała za transport łóżka Cassandry do Anglii? To była jedna z tych zagadek, na których rozwiązanie przyjdzie jeszcze czas. Vakel doskonale wiedział, że jego siostra miała swoje pewne przyzwyczajenia. I tak jak Peregrinus, ona również lubiła stałość w teraźniejszości. Jej własne łoże, które wykonano jeszcze w Związku Radzieckim, było jedną z tych stałych rzeczy, które trzymały Cassandrę w teraźniejszości. Jej jedynym namacalnym wspomnieniem tego, że mieszkała tysiące kilometrów od Anglii przez wiele, wiele lat.
Czy jej brat miał rację i otruła swojego męża?
Nigdy nic jej nie udowodniono. Ba, otoczono ją należytą opieką, szanując żałobę, którą przechodziła jako wdowa. Patrzono na jej łzy, przypominające perły, gdy turlały się po policzkach, podawano jedwabne, miękkie chusteczki, by przetarła nos i nie naruszyła delikatnej bariery swojej skóry. Podawano jej uspokajające napary, dawano jej odpocząć. Cassandra nigdy nie była dobrą aktorką, lecz wtedy stanęła na wysokości zadania: być może dlatego, że przez pewien czas naprawdę darzyła Anatolija pewnym uczuciem? A może po prostu zobaczyła w przyszłości coś, co kazało jej wylewać krokodyle łzy na czarne suknie i pochylać głowę, przesłoniętą czarnym woalem niemal każdego dnia.
Podejrzanym mógł wydawać się fakt, że ciut zbyt szybko powróciła w rodzinne strony. Podejrzanym mógł się wydawać fakt, że plotki krążące po ich miejscowości wskazywały, że Vablatsky bywał agresywny i nadużywał alkoholu. Ale to wszystko były drobne podejrzenia, które teraz nie miały znaczenia, bo Cassandra stała przed drzwiami Praw Czasu, odziana w długą do kostek czarną sukienkę, miękko opadającą na każdą wystającą kosteczkę w jej ciele. Chude ramiona przesłonięte były czarnym, półprzezroczystym szalem, jakby miało to pomóc w opanowaniu chłodu. Lecz ona nie czuła chłodu: przyzwyczajona do mroźnych zim w Rosji czuła, że teraz znowu może odetchnąć. Na jej skórze żaden włosek nie stał dęba, jej ciało nie drżało a ona była wyjątkowo spokojna. Patrzyła na drzwi, jakby rozważając różne scenariusze, które mogły się wydarzyć po tym, jak naciśnie klamkę.
- Lano - czy wiedziała, że Lana też tu będzie? Kto wie. Na pewno jednak ją usłyszała, na pewno skierowała swoją bladą, tęskniącą za słońcem twarz w której osadzone były duże, jasne oczy, na kobietę. Na pewno ją rozpoznała i na pewno uśmiechnęła się delikatnie, gdy kobieta się zbliżyła. - Jesteś potwierdzeniem tego, że powrót do Londynu był dla mnie najlepszą opcją.
Głos miała ciepły, chociaż cichy i nieco zmęczony. Po drodze musiała zmierzyć się ze swoją popularnością - czymś, do czego była przyzwyczajona, lecz niekoniecznie jej chciała w tym momencie. Ucinając kilka pogawędek z przypadkowymi ludźmi w końcu skręciła w boczną uliczkę i narzuciła na głowę szal, dzięki któremu teraz mogła stać przed Prawami Czasu nie niepokojona przez nikogo. Gdyby nie szal, to pewnie ktoś znowu by ją zatrzymał po drodze.
Vakel miał rację, oczywistym było że spotkają się z Laną przy wejściu, bo jakże mogłoby być inaczej, skoro wiedział że obie kobiety przyjdą w niemalże identycznym czasie?
Czy jej brat miał rację i otruła swojego męża?
Nigdy nic jej nie udowodniono. Ba, otoczono ją należytą opieką, szanując żałobę, którą przechodziła jako wdowa. Patrzono na jej łzy, przypominające perły, gdy turlały się po policzkach, podawano jedwabne, miękkie chusteczki, by przetarła nos i nie naruszyła delikatnej bariery swojej skóry. Podawano jej uspokajające napary, dawano jej odpocząć. Cassandra nigdy nie była dobrą aktorką, lecz wtedy stanęła na wysokości zadania: być może dlatego, że przez pewien czas naprawdę darzyła Anatolija pewnym uczuciem? A może po prostu zobaczyła w przyszłości coś, co kazało jej wylewać krokodyle łzy na czarne suknie i pochylać głowę, przesłoniętą czarnym woalem niemal każdego dnia.
Podejrzanym mógł wydawać się fakt, że ciut zbyt szybko powróciła w rodzinne strony. Podejrzanym mógł się wydawać fakt, że plotki krążące po ich miejscowości wskazywały, że Vablatsky bywał agresywny i nadużywał alkoholu. Ale to wszystko były drobne podejrzenia, które teraz nie miały znaczenia, bo Cassandra stała przed drzwiami Praw Czasu, odziana w długą do kostek czarną sukienkę, miękko opadającą na każdą wystającą kosteczkę w jej ciele. Chude ramiona przesłonięte były czarnym, półprzezroczystym szalem, jakby miało to pomóc w opanowaniu chłodu. Lecz ona nie czuła chłodu: przyzwyczajona do mroźnych zim w Rosji czuła, że teraz znowu może odetchnąć. Na jej skórze żaden włosek nie stał dęba, jej ciało nie drżało a ona była wyjątkowo spokojna. Patrzyła na drzwi, jakby rozważając różne scenariusze, które mogły się wydarzyć po tym, jak naciśnie klamkę.
- Lano - czy wiedziała, że Lana też tu będzie? Kto wie. Na pewno jednak ją usłyszała, na pewno skierowała swoją bladą, tęskniącą za słońcem twarz w której osadzone były duże, jasne oczy, na kobietę. Na pewno ją rozpoznała i na pewno uśmiechnęła się delikatnie, gdy kobieta się zbliżyła. - Jesteś potwierdzeniem tego, że powrót do Londynu był dla mnie najlepszą opcją.
Głos miała ciepły, chociaż cichy i nieco zmęczony. Po drodze musiała zmierzyć się ze swoją popularnością - czymś, do czego była przyzwyczajona, lecz niekoniecznie jej chciała w tym momencie. Ucinając kilka pogawędek z przypadkowymi ludźmi w końcu skręciła w boczną uliczkę i narzuciła na głowę szal, dzięki któremu teraz mogła stać przed Prawami Czasu nie niepokojona przez nikogo. Gdyby nie szal, to pewnie ktoś znowu by ją zatrzymał po drodze.
Vakel miał rację, oczywistym było że spotkają się z Laną przy wejściu, bo jakże mogłoby być inaczej, skoro wiedział że obie kobiety przyjdą w niemalże identycznym czasie?