13.05.2025, 13:27 ✶
Nie znała go od tej strony, chociaż zdążyła już zauważyć, że w stosunku do innych osób potrafił być uprzejmy, czuły i ciepły. Podobnie jak i ona. Pech chciał, że żadne z nich nie potrafiło być dla siebie samych tak czułymi, jak potrafili być dla innych ludzi. To było coś zupełnie nowego, co pewnie kazałoby się kobiecie zatrzymać i zastanowić - skąd nagle w Leviathanie taka zmiana? Skąd chęć do pomocy, skąd to złagodzenie rysów i ciepły uśmiech? Lecz znając ją to pewnie uznałaby, że gra. Tak, gra - że próbuje być miły, że chce pomóc bo tak wypada, bo przecież chcąc nie chcąc była kimś, z kim los splótł ich ścieżki na długi, długi czas. I po prostu nie wypadałoby, by teraz kopał leżącego.
- Powiedziałabym, żebyś wysłał sowę, ale... - Faye uniosła wzrok ku niebu. Wciąż było zasnute dymem, gryzącym i czarnym, pnącym się w górę. Skrzywiła się na myśl ile zwierząt zginie przez ten dym. - Mój dom w Dolinie Godryka jest cały. To znaczy: no, prawie cały. Mieszkanie nie zdążyło zająć się ogniem, spalił się tylko parter. Jak tylko sprawdzę co i jak tutaj, wrócę do siebie. Sąsiedzi będą potrzebowali każdej pomocy.
Powiedziała w końcu, z wahaniem. Nie podobała jej się idea zapraszania do siebie Leviathana ale w tej chwili nie było absolutnie żadnej innej opcji. Sowy nie wchodziły w grę, a ona gdy tylko upewni się, że z Maddoxem wszystko okej, to będzie wracać pomagać. Ogień pewnie został już opanowany, ale ile szkód wyrządził po drodze? Zaczynała mieć wyrzuty sumienia, że zabrała tę cholerną wodę.
Gdy dodał, że byłoby przykro, gdyby jej się coś stało, drgnęła. W jej oczach błysnęła podejrzliwość, zmrużyła je nieco, zadzierając głowę tak, by zderzyć swoje spojrzenie z jego spojrzeniem.
- Na pewno wszystko w porządku? Nie uderzyłeś się w głowę? - zapytała z wahaniem i chociaż wielu odebrałoby te słowa jako złośliwe, to... W jej tonie nie było złośliwości: tylko czyste niedowierzanie.