Nic nie było w porządku, ale czy potrafił powiedzieć o co dokładnie chodziło? Zdecydowanie nie. Jak uczniak, na początku nowego roku, może wyczuwał to zapach nadchodzącej jesieni, pierwsze oznaki śmierci przyrody. Tyle żyć na szali, a tylko jedno, które musiało zostać pokonane, a kiedy zginie, ta podróż się zakończy. Tak optymistycznie myślal o tyranie, który rozpalil ognie na Beltane i rozciągnął je w przestrzeni nie tyle fizycznej, co tej mistycznej, zatruwając myśli i wizje. Gdyby tej nocy spał dłużej niż trzy godziny, zapewne znów śniłby o ogniu i cierpieniu Kniei. Zamiast tego układal karty, aż nie wylądował twarzą w rozkładzie i nie przebudził się wraz z pierwszymi promieniami brzasku.
Opuszczając ministerstwo odczuwał niepewność, płynąca przez każdą z jego duchowych ran. Trzykrotnie sprawdzał czas, ale łatwiejsze drogi zasnuwała mgła nieszczerości i kłamstwa. Droga prowadziła w jednym kierunku, skazując zimną igłą kompasu z niebieską tablicą północ.
Długa droga trwała sekundę, charakterystyczne pyk niesłyszalne przez nadjeżający autobus, zdublowane dalej, blisko miejsca spotkania.
Mężczyzna, który wyszedł na spotkanie Vakelowi nie wyglądał, jakby minął miesiąc i kilka sykli, ale jakby przemineły kolejne dekady. Bez wygładzających pudrów, kremów od swojej szwagierki, pięknie utkanych zaklęć Potterów, Morpheus nie tylko wyglądał na swój wiek, ale również kilka lat dalej. Gdy popolłdniowy wiatr rozwiewal przydlługawe włosy, te były znacznie bardziej srebrzyste, niz na ślubie Blacków, najbardziej jednak postarzała go broda, której nazwanie szpakowatą bylłby bardzo szczodrym określeniem, bo była zdecydowanie bardziej stalowa niz czarna.
Bez słowa stanął obok Vasilija, ciemny cień na tarczy księżyca, naśladujący swojego właściciela we wpatrywaniu się w ścianę. Czuł w nozdrzach zapach Dolohova, ulicy, kawy parzonej po drugiej strony, słyszał jak jakaś starsza kobieta kaszle w chusteczkę, ciężkie powieki nieco mrużył, jakby oślepiony blaskiem wspaniałości towarzysza, w rzeczywistości zmęczony ilością kolorów dookoła siebie.
— Vasiljenka — przerwał gwarne fragmenty ciszy, nie mrugając ani razu. Nie spojrzał w jego stronę, ale w głosie brzmiała miękkość, której nigdy Dolohov nie słyszał, w innym, dojrzalszym wymiarze. A później juz nic, bo nie tyle nie wiedział co powiedzieć, co od czego zacząć.
Percepcja: ◉◉◉◉◉ Czy ściana Vasilija jest jakas specjalna?
Sukces!