W Londynie panował chaos - słodki chaos, który powodował, że dotychczasowy znany czarodziejom porządek burzył się niczym domek z kart pod wpływem małego podmuchu wiatru. Stalowoszare oczy Rodolphusa wypatrywały kolejnych ofiar, a jego umysł nie był zaprzątany przez wątpliwości. Czy nie rozumieli się ze Stanleyem? Czy działali inaczej? Czy naprawdę ta różnica wieku, która ich dzieliła, była aż tak wyraźna? Mogli nie być kolegami od kieliszka - szczególnie że jeden z nich praktycznie w ogóle nie pił - mogli nie iść każdej nocy w mordercze tango, by po wykonanej robocie zapalić papierosa i poklepać się po ramieniu. Mogli nie przyklaskiwać sobie za dobrze wykonaną robotę ale łączyło ich więcej, niż chcieliby to przyznać. Łączył ich nie tylko wspólny cel, który teraz im przyświecał. Łączył ich także nieżyjący Robert, łączyły ich poglądy - łączyła ich więź, która została nawiązana w chwili, gdy znaleźli się w tej pieprzonej piwnicy z Mulciberami. Stanley był jednym z nich, był spuścizną Mulciberowską, a Rodolphus... Cóż: zawsze miał słabość do Mulciberów.
- Z przyjemnością - niemalże mlasnął, wypowiadając słowa, w których kryła się rozkosz. Nie nawykł do wykonywania rozkazów innych, chyba że te rozkazy były mu po drodze. A ten, który wypowiedział Stanley, nie był nawet rozkazem per se: była to słodka propozycja, na którą z chęcią przystał. Pod maską Śmierciożercy był prawdziwym sobą - nie Rodolphusem Lestrange, który zmieniał mu twarz. Nie Niewymownym, którego kiedyś mijał na korytarzach Ministerstwa: to, z jaką lubością oddawał się torturom osób po drugiej stronie barykady i jak bardzo potrafił być okrutny, nie używając przy tym fizycznej przemocy, różniło się diametralnie od tego, na jakiego pozował w życiu codziennym. Teraz, jako Vipera, nie musiał już udawać kogoś, kim nie był.
Deportował się z budynku w chwili, w której Borgin skończył mówić, kulturalnie dając mu powiedzieć wszystko, co miał na myśli. Był w końcu dżentelmenem, prawda? Szkoda że nie było tu Alexandra, na pewno by potwierdził te słowa. Celował w uliczkę, w której znajdował się brygadzista. Trzask aportacji był wyraźny i głośny, a młody chłopak drgnął. Lestrange w tej samej chwili już celował w niego różdżką. Czekał tylko na kontakt wzrokowy.
- Dobry wieczór - przywitać się zawsze wypadało, szczególnie gdy zaraz po przywitaniu miał zamiar rzucić zaklęcie, dzięki któremu siłą wedrze się do umysłu tego chłopaka. Plan był prosty: wleźć mu do głowy na tyle brutalnie i boleśnie, żeby ten zgiął się w pół. Żeby wyciągnąć każde jego wspomnienie, poprzeglądać trochę z nich, może odkryć co takiego w Ministerstwie robili gdy zaczęła się spalona noc?
Rzut na zauroczenie 4K + legilimencja
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!