13.05.2025, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2025, 11:24 przez Rodolphus Lestrange.)
Mężczyzna nie krzyczał - ich ofiara nie mogła krzyczeć, bo nie posiadała języka. Jednak osoby, które ten język straciły, potrafiły w całkiem głośny sposób wyrażać swój ból.
Trigger Warning: Przemoc (Odkryj)
Nie był to krzyk per se, lecz wycie. Wycie niemalże zwierzęce, gardłowe, zduszone. Jakby niewidzialna dłoń zacisnęła się na jego krtani i wykręcała struny głosowe, powodując głośny bulgot. Nie był w stanie krzyknąć, ale bulgotanie które wydobywało się z jego gardła, było chyba jeszcze bardziej przerażające. Strużki krwi spływały mężczyźnie po czole i wypływały z ust, a oczy były rozwarte szeroko w przerażeniu.
Próbował się opierać, to był naturalny odruch, lecz Rodolphus był silniejszy, a ich ofiara nie była oklumentą. Co więcej: celowo wdzierał się brutalnie do jego umysłu, by zadać mu jak najwięcej bólu. Oczy, które wyzierały przez szparki maski, błyszczały w niezdrowym podnieceniu, gdy widział skurcze mięśni na twarzy swojej ofiary. Język ukryty za kamuflażem smagał podniebienie, a usta rozciągały się w szaleńczym uśmiechu, gdy wchodził coraz głębiej i głębiej, prosto w meandry wspomnień. I wyciągał te najgorsze.
- Pierwsza miłość, tak? - cmoknął, kucając przy mężczyźnie. Był bezbronny i nie miał żadnych szans z Viperą - nie w chwili, gdy ten wdarł się do jego mózgu. Rodolphus był tak pochłonięty tym, co robił, że kompletnie olał swoich towarzyszy: mogliby teraz tańczyć cancana, podwijając "śmieszne szlafroki", jak je określiła Vika, a nie zwróciłby uwagi. - Własna siostra. To obrzydliwe.
To nie była do końca prawda, ale taki był jego cel: torturował go. Wyciągał te wspomnienia, które miała ofiara i komentował je na głos nie tylko po to, by go upokorzyć, ale i by wmówić mu, że tak było.
- Jesteś obrzydliwy. Nie wiem czy nie gorszy niż szlamy - nie widać było jednak, by się krzywił - ton jego głosu również na to nie wskazywał. - Nie zasługujesz na to, by mówić. Nie zasługujesz na to, by słyszeć. Nie zasługujesz na to, by widzieć.
Akcentował kolejne słowo, przeglądając kolejne wspomnienia. Kochał muzykę - uwielbiał zasypiać przy dźwiękach gramofonu. Już nigdy nie usłyszy muzyki.
Uwielbiał patrzeć na swoją żonę z samego rana. Już nigdy jej nie zobaczy.
Lestrange uniósł różdżkę i wyszedł z umysłu swojej ofiary, pozostawiając na wierzchu wspomnienia dotyczące najpiękniejszych chwil dotyczących zmysłu wzroku, mowy i słuchu.
A potem chwycił ledwo przytomnego mężczyznę za włosy i bezceremonialnie, brutalnie wsadził mu różdżkę w ucho. Najpierw jedno, a potem drugie. Szaleńczy bulgot, nieludzkie wycie ponownie przeszyło zaułek, a krew zbroczyła ciemną różdżkę śmierciożercy. Następnie wstał, pozostawiając mężczyznę na ziemi. Czy przeżyje? Nie wiedział. Lestrange cmoknął z zastanowieniem, a potem machnął różdżką, chcąc wytworzyć łyżeczkę, która wyłyżeczkuje ofierze gałki oczne. Cóż, najwyżej umrze.
Próbował się opierać, to był naturalny odruch, lecz Rodolphus był silniejszy, a ich ofiara nie była oklumentą. Co więcej: celowo wdzierał się brutalnie do jego umysłu, by zadać mu jak najwięcej bólu. Oczy, które wyzierały przez szparki maski, błyszczały w niezdrowym podnieceniu, gdy widział skurcze mięśni na twarzy swojej ofiary. Język ukryty za kamuflażem smagał podniebienie, a usta rozciągały się w szaleńczym uśmiechu, gdy wchodził coraz głębiej i głębiej, prosto w meandry wspomnień. I wyciągał te najgorsze.
- Pierwsza miłość, tak? - cmoknął, kucając przy mężczyźnie. Był bezbronny i nie miał żadnych szans z Viperą - nie w chwili, gdy ten wdarł się do jego mózgu. Rodolphus był tak pochłonięty tym, co robił, że kompletnie olał swoich towarzyszy: mogliby teraz tańczyć cancana, podwijając "śmieszne szlafroki", jak je określiła Vika, a nie zwróciłby uwagi. - Własna siostra. To obrzydliwe.
To nie była do końca prawda, ale taki był jego cel: torturował go. Wyciągał te wspomnienia, które miała ofiara i komentował je na głos nie tylko po to, by go upokorzyć, ale i by wmówić mu, że tak było.
- Jesteś obrzydliwy. Nie wiem czy nie gorszy niż szlamy - nie widać było jednak, by się krzywił - ton jego głosu również na to nie wskazywał. - Nie zasługujesz na to, by mówić. Nie zasługujesz na to, by słyszeć. Nie zasługujesz na to, by widzieć.
Akcentował kolejne słowo, przeglądając kolejne wspomnienia. Kochał muzykę - uwielbiał zasypiać przy dźwiękach gramofonu. Już nigdy nie usłyszy muzyki.
Uwielbiał patrzeć na swoją żonę z samego rana. Już nigdy jej nie zobaczy.
Lestrange uniósł różdżkę i wyszedł z umysłu swojej ofiary, pozostawiając na wierzchu wspomnienia dotyczące najpiękniejszych chwil dotyczących zmysłu wzroku, mowy i słuchu.
A potem chwycił ledwo przytomnego mężczyznę za włosy i bezceremonialnie, brutalnie wsadził mu różdżkę w ucho. Najpierw jedno, a potem drugie. Szaleńczy bulgot, nieludzkie wycie ponownie przeszyło zaułek, a krew zbroczyła ciemną różdżkę śmierciożercy. Następnie wstał, pozostawiając mężczyznę na ziemi. Czy przeżyje? Nie wiedział. Lestrange cmoknął z zastanowieniem, a potem machnął różdżką, chcąc wytworzyć łyżeczkę, która wyłyżeczkuje ofierze gałki oczne. Cóż, najwyżej umrze.
Rzucam na kształtowanie 2K na wytworzenie łyżeczki, która wydłubie ofierze oczy
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Edycja na prośbę MG o konsekwencje
Spodziewał się, że wytworzy łyżeczkę, którą będzie można wyłyżeczkować jego oczy. A tak jego różdżka znowu, po raz kolejny tej nocy, odmówiła posłuszeństwa. Warknął, wściekły, bo nie taki był plan.