13.05.2025, 21:04 ✶
Drugą oznaką, że rozum powoli wymykał mu się spod kontroli, nie był chaos płonącego miasta ani duszący dym, który rozkładał mu się w płucach. Była to drobna ręka Brenny Longbottom, która chwyciła materiał jego płaszcza — odruchowo czy ufnie, nie miało to większego znaczenia, żeby zrozumieć, jak blisko był obłędu. Kazał jej się nie rozdzielać, a przed momentem był gotów ruszyć samotnie w duszną gardziel pomiędzy budynkami. O krok od decyzji, która mogłaby kosztować go życie, a co gorsza mogłaby sprawić, że coś młodszej Brygadzistce by się stało.
— Spokojnie, jesteśmy tu. Już po ciebie idziemy. Nie ruszaj się, słyszysz? — dzięki zaklęciu Brenny przemknął przez gęste i oleiste powietrze do właściciela trzeciego głosu bez większego problemu. Wyprowadzenie go zajęło kilkanaście kroków, które wydawały się wiecznością. Ciało młodego chłopaka było bezwładne, chude, a jednak uparte w tej ślepej walce o ruch o ucieczkę. Kiedy wyszli z dymu, chłopak zatoczył się, wyrwał, bo adrenalina eksplodowała w nim nagle i pchnęła go naprzód. Julek sam prawie ruszył za nim! Nie był jego ojcem, nie był nawet jego przełożonym. Nie mógł być wszystkim dla wszystkich, a i tak już przez chwilę znów próbował, aby potem tylko zawieść.
— Jeśli ma siłę uciekać, to znaczy, że przeżyje — odwrócił się z powrotem do Brenny, a następnie pośledził za jej spojrzeniem w stronę dymu. — Miałaś rację, to nie jest dym z pożaru… W przypadku magicznego dymu, pewnie nie zniknie bez źródła. Trzeba je znaleźć i zneutralizować, bo inaczej zaraz znajdziemy się w środku kolejnego piekła.
Oparł się dłonią o zimny kamień i pochylił się niżej, ponieważ nad chodnikiem dostrzegł ślad. Przypominało to magiczne detonacje, jakie znał z dawnych misji, gdzie czarodzieje używali zmodyfikowanych run do tworzenia pułapek. Tyle że to nie wyglądało na pułapkę, a bardziej na punkt…
— Brenno — rzucił w jej kierunku. — Mam coś. Przypalenie na chodniku. Nie wygląda na zwykły ogień, bardziej jakby magia eksplodowała w jednym miejscu. Ktoś mógł rzucić zaklęcie ofensywne albo aktywować jakąś runę. Nie mam jeszcze reszty, ale możesz zobaczyć, czy u siebie znajdziesz coś podobnego?
— Spokojnie, jesteśmy tu. Już po ciebie idziemy. Nie ruszaj się, słyszysz? — dzięki zaklęciu Brenny przemknął przez gęste i oleiste powietrze do właściciela trzeciego głosu bez większego problemu. Wyprowadzenie go zajęło kilkanaście kroków, które wydawały się wiecznością. Ciało młodego chłopaka było bezwładne, chude, a jednak uparte w tej ślepej walce o ruch o ucieczkę. Kiedy wyszli z dymu, chłopak zatoczył się, wyrwał, bo adrenalina eksplodowała w nim nagle i pchnęła go naprzód. Julek sam prawie ruszył za nim! Nie był jego ojcem, nie był nawet jego przełożonym. Nie mógł być wszystkim dla wszystkich, a i tak już przez chwilę znów próbował, aby potem tylko zawieść.
— Jeśli ma siłę uciekać, to znaczy, że przeżyje — odwrócił się z powrotem do Brenny, a następnie pośledził za jej spojrzeniem w stronę dymu. — Miałaś rację, to nie jest dym z pożaru… W przypadku magicznego dymu, pewnie nie zniknie bez źródła. Trzeba je znaleźć i zneutralizować, bo inaczej zaraz znajdziemy się w środku kolejnego piekła.
Oparł się dłonią o zimny kamień i pochylił się niżej, ponieważ nad chodnikiem dostrzegł ślad. Przypominało to magiczne detonacje, jakie znał z dawnych misji, gdzie czarodzieje używali zmodyfikowanych run do tworzenia pułapek. Tyle że to nie wyglądało na pułapkę, a bardziej na punkt…
— Brenno — rzucił w jej kierunku. — Mam coś. Przypalenie na chodniku. Nie wygląda na zwykły ogień, bardziej jakby magia eksplodowała w jednym miejscu. Ktoś mógł rzucić zaklęcie ofensywne albo aktywować jakąś runę. Nie mam jeszcze reszty, ale możesz zobaczyć, czy u siebie znajdziesz coś podobnego?