13.05.2025, 23:19 ✶
— Nie mam na to czasu. Nie jestem waszym wrogiem, ale jeśli jeszcze raz zobaczę, że wyciągacie rękę na człowieka, który nie trzyma różdżki… — zamilkł. Krzyki zagłuszyły jego własny głos. Ramię, które wyciągnął, żeby odepchnąć oprawcę, złapało pustkę, a napastnik cofnął się sprytnie, zatoczył i jak wściekły byk uderzył pięścią w powietrze.
Śmierciożercy byli tak głęboko zakorzenieni w swojej ideologicznej kloace, że Julian Bletchley mógł wyczuć smród ich przekonań zanim jeszcze którykolwiek z nich otworzyłby usta. Czasem wystarczył sposób, w jaki ktoś wymawiał „mugolak”, ,,szlama” z tym specyficzny sykiem za zębami, który parzył im język. Czasem wystarczył zapach zgnilizny poglądów. Po dwudziestu latach pracy mógłby go rozpoznać we śnie. Więc kiedy dotarły do niego słowa jednego z mężczyzn przed nim, że Antek miałby być jednym z nich… Prędzej skowyt diabła rozbrzmiałby w chórze gregoriańskim niż Shafiq sięgnąłby po czarną magię z premedytacją. W głowie miał obraz człowieka, który zakrył twarz jedwabną chusteczką, kiedy wchodzili do kryjówki plugastwa, bo był to magazyn czarnomagicznych artefaktów paręnaście lat temu.
Poza tym auror był przekonany, że wiedziałby. W Anthonym ciągle było za dużo wstydu, lęku i człowieka.
Zareagował uśmiechem bez krzty współczucia i cienia człowieczeństwa. Morderczym, kiedy zgiął się wpół po ciosie w brzuch. A poza tym ,,dziadzie”, tak? We wrześniu będzie miał ponad pięćdziesiąt lat i więcej blizn niż ten gówniarz komórek mózgowych!
— Spróbuj go kurwa tknąć — warknął i szarpnął się w stronę ziemi. Lewa ręka sięgnęła po wiadro i w mgnieniu oka metalowy rant błysnął w popielatym świetle, a potem rozorał powietrze, zataczając krwawy łuk. Naczynie uderzyło w czaszkę lidera z głośnym, obrzydliwym chrupnięciem. W konsekwencji czego skóra pękła pod naporem i z rozciętego łuku brwiowego chlusnęła krew. Następnie Julek już był w ruchu, bo jego druga pięść trafiła typa w brzuch. Bruk przyjął to wszystko z obojętnością cmentarza.
AF, jakie są szanse że szybko pokonam drugiego typka
korzystam z przewagi Walki wręcz
Śmierciożercy byli tak głęboko zakorzenieni w swojej ideologicznej kloace, że Julian Bletchley mógł wyczuć smród ich przekonań zanim jeszcze którykolwiek z nich otworzyłby usta. Czasem wystarczył sposób, w jaki ktoś wymawiał „mugolak”, ,,szlama” z tym specyficzny sykiem za zębami, który parzył im język. Czasem wystarczył zapach zgnilizny poglądów. Po dwudziestu latach pracy mógłby go rozpoznać we śnie. Więc kiedy dotarły do niego słowa jednego z mężczyzn przed nim, że Antek miałby być jednym z nich… Prędzej skowyt diabła rozbrzmiałby w chórze gregoriańskim niż Shafiq sięgnąłby po czarną magię z premedytacją. W głowie miał obraz człowieka, który zakrył twarz jedwabną chusteczką, kiedy wchodzili do kryjówki plugastwa, bo był to magazyn czarnomagicznych artefaktów paręnaście lat temu.
Poza tym auror był przekonany, że wiedziałby. W Anthonym ciągle było za dużo wstydu, lęku i człowieka.
Zareagował uśmiechem bez krzty współczucia i cienia człowieczeństwa. Morderczym, kiedy zgiął się wpół po ciosie w brzuch. A poza tym ,,dziadzie”, tak? We wrześniu będzie miał ponad pięćdziesiąt lat i więcej blizn niż ten gówniarz komórek mózgowych!
— Spróbuj go kurwa tknąć — warknął i szarpnął się w stronę ziemi. Lewa ręka sięgnęła po wiadro i w mgnieniu oka metalowy rant błysnął w popielatym świetle, a potem rozorał powietrze, zataczając krwawy łuk. Naczynie uderzyło w czaszkę lidera z głośnym, obrzydliwym chrupnięciem. W konsekwencji czego skóra pękła pod naporem i z rozciętego łuku brwiowego chlusnęła krew. Następnie Julek już był w ruchu, bo jego druga pięść trafiła typa w brzuch. Bruk przyjął to wszystko z obojętnością cmentarza.
AF, jakie są szanse że szybko pokonam drugiego typka
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
korzystam z przewagi Walki wręcz