14.05.2025, 08:42 ✶
Udało się - kolejne strumienie wody utorowały jej ścieżkę ucieczki. Traversówna, na której uwiesiła się starsza kobieta, miała dość ograniczone pole manewru, ale dzięki Dorze i jej wysiłkom udało się wyprowadzić panią Poppy z płonącego budynku. Już mało ją obchodziło, czy płomienie lizną również piętro, na którym mieszkała: kobieta nałykała się dymu, kaszlała i była bardzo blada. Biel jej skóry widać było spod sadzy, która osiadła na jej policzkach.
- Już jest pani bezpieczna - powiedziała cicho, chowając różdżkę by móc przy pomocy dwóch rąk ułożyć kobietę na ziemi. Pani Poppy kaszlała, a ona nie miała przy sobie wody. Ta była na tyłach, ale nie musiała się w zasadzie o nią martwić: sąsiedzi już biegli w ich stronę, na pewno mieli wodę. Część z nich kojarzyła, mówiła im dzień dobry jak szła po bułki. Ktoś biegł z torbą, więc Faye miała nadzieję, że są tam jakieś medykamenty. Gdy przejęli staruszkę, Traversówna mogła się skupić na Dorze. Bez skrępowania wyciągnęła w jej stronę ręce, by uściskać dziewczynę. - Dziękuję. Gdyby nie ty, nie wiem czy dałabym radę ją wyciągnąć.
Powiedziała, zamykając ją w mocnym uścisku. Pani Poppy miała wiele szczęścia: nie tylko dlatego, że kobieta która nad nią mieszkała była czarownicą, lecz także dlatego że kolejna dziewczyna, która pomagała w gaszeniu pożaru, również nią była.
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę - dodała, orientując się że uścisk mógłby być dla Dory niekomfortowy. Odsunęła się więc i posłała jej nieco nerwowy, przepraszający uśmiech.
- Już jest pani bezpieczna - powiedziała cicho, chowając różdżkę by móc przy pomocy dwóch rąk ułożyć kobietę na ziemi. Pani Poppy kaszlała, a ona nie miała przy sobie wody. Ta była na tyłach, ale nie musiała się w zasadzie o nią martwić: sąsiedzi już biegli w ich stronę, na pewno mieli wodę. Część z nich kojarzyła, mówiła im dzień dobry jak szła po bułki. Ktoś biegł z torbą, więc Faye miała nadzieję, że są tam jakieś medykamenty. Gdy przejęli staruszkę, Traversówna mogła się skupić na Dorze. Bez skrępowania wyciągnęła w jej stronę ręce, by uściskać dziewczynę. - Dziękuję. Gdyby nie ty, nie wiem czy dałabym radę ją wyciągnąć.
Powiedziała, zamykając ją w mocnym uścisku. Pani Poppy miała wiele szczęścia: nie tylko dlatego, że kobieta która nad nią mieszkała była czarownicą, lecz także dlatego że kolejna dziewczyna, która pomagała w gaszeniu pożaru, również nią była.
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę - dodała, orientując się że uścisk mógłby być dla Dory niekomfortowy. Odsunęła się więc i posłała jej nieco nerwowy, przepraszający uśmiech.