06.02.2023, 17:09 ✶
Fergus spotkał się w swoim życiu nawet ze stwierdzeniem, że Nokturn był czarodziejskimi slumsami, w których skrywali się nie tylko złoczyńcy, ale również biedota. Być może dlatego właśnie czuł się tam o wiele pewniej niż na salonach bogatych, czysto krwistych rodzin, z którymi łączyły go co najwyżej interesy związane z handlem wszelkiej maści ingrediencjami. Najbardziej z nich wszystkich nie znosił starego Meadowsa, posiadacza lasów i sadów, z którym jego ojciec dogadał się niedługo po tym, jak obaj skończyli szkołę. W momencie, gdy Fergus dorósł na tyle, by samemu udawać się w różne miejsca, zdobywanie drewna spadło na niego, a zatem również potyczki słowne i targowanie się z protoplastą tamtego rodu.
Nigdy nie bał się Nokturnu. O wiele bardziej przerażały go zdobione metalami szlachetnymi i drogimi kamieniami dekoracje wnętrz. Zezował przez moment w kierunku zawieszonego na szafie lustra, zastanawiając się, czy było nowym nabytkiem, czy stałym elementem wystroju, o którym zdążył zapomnieć. Jego znudzona i przemęczona twarz niezbyt pasowała do inkrustowanej ramy.
W przeciwieństwie do Viorici nie musiał nikogo chronić. Jego ojciec trzymał się z dala nie tylko od Nokturnu, ale również od Alei Horyzontalnej, gdzie jego oczy drażniły szyldy konkurencji. Pakował się co najwyżej w kłopoty w związku ze swoim zbyt długim językiem, ale nie było to na tyle niebezpieczne, by zagrażało czyjemukolwiek życiu. Wiele dawało to, że nie byli mugolakami.
- A w sabatach nie chodzi o bliskość z naturą i inne tego typu szmiry? – dopytał, niezadowolony z tego, że przypomniała mu o wybredności bogaczek. Nic dziwnego, że tak go irytowały jeszcze w szkole, kiedy nawet kałamarz od atramentu musiały posiadać z logotypem. Słoik to słoik, co za różnica, ile się za niego zapłaci? – Wmów im, że kryształ górski oczyszcza energię i poprawia relacje międzyludzkie. I fakt, masz rację, lepiej nie trzymać złota na widoku – dodał, uśmiechając się pod nosem na samą myśl, jak niektórzy bywali naiwni. Sam zwinął coś podczas Ostary, choć nakrycie przez Mabel wytrąciło go na tyle z równowagi, że szybko pozbył się zdobyczy, by w jego kieszeniach nie znajdowały się żadne dowody na wypadek, gdyby Nora się o tym dowiedziała.
- Myślę, że tak. Jeśli użyjemy magii, by przyspieszyć proces zastygania, nawet łatwiej będzie to utrzymać w porządku. Tyle że nie znam się na kwiatkach, więc musiałabyś mi coś załatwić, bo z moim fartem powsadzam ci w wisiorki jakiś omen śmierci – mruknął po chwili zastanowienia, już układając sobie w głowie nie tylko listę potrzebnych produktów, ale również pomysły na kształty i ewentualne ozdobniki. Mogliby to dobrać pod znaki zodiaku, czy inną tandetę, która pociągała przychodzących na sabaty czarodziejów. On się tam głównie pojawiał ze względu na możliwość napicia się ze znajomymi, ewentualnie by wesprzeć ich podczas pracy zarobkowej, ale niektórzy traktowali to aż nazbyt duchowo.
- Jedno z nas odwróci uwagę, drugie zgarnie portfele i sakiewki – zażartował z szerokim uśmiechem, choć zaraz mina mu zrzedła. – Dawno nie było wieści o jakichkolwiek atakach. Myślisz, że zrezygnowali, czy Ministerstwo po prostu nam czegoś nie mówi?
Nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Póki nie ucierpiał nikt z jego bliskich, cała ta sprawa była gdzieś obok, jak gdyby działa się w zupełnie innym miejscu i ich nie dotyczyła. A przecież w każdej chwili mógł zniknąć ktoś z ich sąsiadów, klientów czy członków rodziny. To było dziwne uczucie: rozmawiać z ludźmi i nie wiedzieć, czy przypadkiem nie miało się do czynienia z poplecznikiem tego całego Czarnego Pana. Ludzie nie mieli tego wymalowanego na twarzy, a szkoda. Ułatwiałoby to sprawę, by wiedzieć, od kogo trzymać się z daleka, bo wręcz krzyczałby: uwaga, ryzyko masowej zagłady!
- Pomyśl o pieniądzach, które zarobisz – uspokoił ją, wciąż opierając się na stole i przyglądając jej z ciekawością, choć w oczach nosili to samo zmęczenie ciągłą pracą. – Posiedzimy nad tym z tydzień i będziesz miała święty spokój na dłuższy czas. Zresztą, nie jesteś w tym sama. Całkiem przyjemnie mi się z tobą pracuje – mówił, sięgając dłonią po jeden z łańcuszków i unosząc go na palcu, jak gdyby chciał sprawdzić jego wagę. Brzęczał cicho, gdy posrebrzane elementy się o siebie obijały. – To co z tą żywicą? Bo uprzedzam, że będę potrzebował pomocy i to dosyć brudna robota.
Nigdy nie bał się Nokturnu. O wiele bardziej przerażały go zdobione metalami szlachetnymi i drogimi kamieniami dekoracje wnętrz. Zezował przez moment w kierunku zawieszonego na szafie lustra, zastanawiając się, czy było nowym nabytkiem, czy stałym elementem wystroju, o którym zdążył zapomnieć. Jego znudzona i przemęczona twarz niezbyt pasowała do inkrustowanej ramy.
W przeciwieństwie do Viorici nie musiał nikogo chronić. Jego ojciec trzymał się z dala nie tylko od Nokturnu, ale również od Alei Horyzontalnej, gdzie jego oczy drażniły szyldy konkurencji. Pakował się co najwyżej w kłopoty w związku ze swoim zbyt długim językiem, ale nie było to na tyle niebezpieczne, by zagrażało czyjemukolwiek życiu. Wiele dawało to, że nie byli mugolakami.
- A w sabatach nie chodzi o bliskość z naturą i inne tego typu szmiry? – dopytał, niezadowolony z tego, że przypomniała mu o wybredności bogaczek. Nic dziwnego, że tak go irytowały jeszcze w szkole, kiedy nawet kałamarz od atramentu musiały posiadać z logotypem. Słoik to słoik, co za różnica, ile się za niego zapłaci? – Wmów im, że kryształ górski oczyszcza energię i poprawia relacje międzyludzkie. I fakt, masz rację, lepiej nie trzymać złota na widoku – dodał, uśmiechając się pod nosem na samą myśl, jak niektórzy bywali naiwni. Sam zwinął coś podczas Ostary, choć nakrycie przez Mabel wytrąciło go na tyle z równowagi, że szybko pozbył się zdobyczy, by w jego kieszeniach nie znajdowały się żadne dowody na wypadek, gdyby Nora się o tym dowiedziała.
- Myślę, że tak. Jeśli użyjemy magii, by przyspieszyć proces zastygania, nawet łatwiej będzie to utrzymać w porządku. Tyle że nie znam się na kwiatkach, więc musiałabyś mi coś załatwić, bo z moim fartem powsadzam ci w wisiorki jakiś omen śmierci – mruknął po chwili zastanowienia, już układając sobie w głowie nie tylko listę potrzebnych produktów, ale również pomysły na kształty i ewentualne ozdobniki. Mogliby to dobrać pod znaki zodiaku, czy inną tandetę, która pociągała przychodzących na sabaty czarodziejów. On się tam głównie pojawiał ze względu na możliwość napicia się ze znajomymi, ewentualnie by wesprzeć ich podczas pracy zarobkowej, ale niektórzy traktowali to aż nazbyt duchowo.
- Jedno z nas odwróci uwagę, drugie zgarnie portfele i sakiewki – zażartował z szerokim uśmiechem, choć zaraz mina mu zrzedła. – Dawno nie było wieści o jakichkolwiek atakach. Myślisz, że zrezygnowali, czy Ministerstwo po prostu nam czegoś nie mówi?
Nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Póki nie ucierpiał nikt z jego bliskich, cała ta sprawa była gdzieś obok, jak gdyby działa się w zupełnie innym miejscu i ich nie dotyczyła. A przecież w każdej chwili mógł zniknąć ktoś z ich sąsiadów, klientów czy członków rodziny. To było dziwne uczucie: rozmawiać z ludźmi i nie wiedzieć, czy przypadkiem nie miało się do czynienia z poplecznikiem tego całego Czarnego Pana. Ludzie nie mieli tego wymalowanego na twarzy, a szkoda. Ułatwiałoby to sprawę, by wiedzieć, od kogo trzymać się z daleka, bo wręcz krzyczałby: uwaga, ryzyko masowej zagłady!
- Pomyśl o pieniądzach, które zarobisz – uspokoił ją, wciąż opierając się na stole i przyglądając jej z ciekawością, choć w oczach nosili to samo zmęczenie ciągłą pracą. – Posiedzimy nad tym z tydzień i będziesz miała święty spokój na dłuższy czas. Zresztą, nie jesteś w tym sama. Całkiem przyjemnie mi się z tobą pracuje – mówił, sięgając dłonią po jeden z łańcuszków i unosząc go na palcu, jak gdyby chciał sprawdzić jego wagę. Brzęczał cicho, gdy posrebrzane elementy się o siebie obijały. – To co z tą żywicą? Bo uprzedzam, że będę potrzebował pomocy i to dosyć brudna robota.