14.05.2025, 12:26 ✶
Odpis na podstawie odpowiedzi MG
Jego uwagę przykuła jedna osoba. Wyróżniała się na tle tłumu, bo miała dekoracyjny (trochę w jego opinii za bardzo) kapelusz. Jej usta pokrywała czarna szminka, a spod kapelusza który zdecydowanie przyciągał wzrok wyzierały długie, proste włosy. Lestrange zmrużył oczy, przez chwilę obserwując sposób, w jaki kobieta się poruszała. Wyczuwał od niej drwinę, wyczuwał pogardę. Nie wydawała się przejęta tym, co się stało. Może nawet się cieszyła? To było pewne zaskoczenie.
Za nią podążała niewielka grupka czarownic: jakby na jej rozkaz zaczęły odsuwać gruzy, oczywiście że przy pomocy magii, nie własnych wypielęgnowanych dłoni. Nie ratowały ludzi, a robiły przejście dla uzdrowicieli i wozów, które będą chciały przejechać, by nieść pomoc innym.
Morrigan
Zapamiętał to imię. A może przezwisko? Któraś z dziewczyn zwróciła się tak do tej w kapeluszu. Rodolphus usunął się w cień: planował pokazać się jeszcze w kilku miejscach, a potem wrócić do tego, co miał robić na zlecenie Czarnego Pana.
Koniec sesji