- Na to wygląda. - Czy mogła być pewna, że klątwa nie postanowi o sobie przypomnieć po raz kolejny? No nie, ale nie zamierzała go o tym informować, póki co faktycznie miała wszystko pod kontrolą, więc zamierzała się tego trzymać. Czuła, że wygląda okropnie, na jej włosach, skórze musiało pojawić się błoto, bo wymieszała warstwę sadzy z wodą, która zaczęła z niej wypływać. Wspaniale, tylko tego jej brakowało, aby dopełnić ten wygląd dziecka wojny.
Mężczyzna zaczął usztywniać jej nogę, Ruda nieszczególnie się tym przejęła. To nie był jej pierwszy uraz, zdarzało jej się to wcześniej, wiedziała, że musiało nieco zaboleć, aby później mogło być lepiej, starała się nawet nie dawać po sobie znać, że ją to bolało. Zacisnęła zęby i pozwoliła mu działać.
- Ok, dzięki. - Zrozumiała instrukcje, nie zamierzała zadawać kolejnych pytań. Miała pół godziny, może czterdzieści pięć minut i nie mogła obciążać tej nogi. Wszystko jasne, no przynajmniej tak się jej wydawało, bo wiadomo, że zawsze mogły pojawić się jakieś nie do końca przewidywalne czynniki, na które nie mogli mieć wpływu.
Przyjęła fiolkę, którą jej zaoferował, wypiła całą zawartość jednym haustem, chociaż nie była najprzyjemniejsza w smaku. Wiedziała, że eliksiry nie mają smakować, a stawiać na nogi. Powoli zaczynała czuć przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele, zaraz powinno być lepiej, tak - wiedziała, że to się wydarzy.
Nie umknęło jej, że zwrócił się do niej po imieniu, spowodowało to, że spojrzała na mężczyznę po raz kolejny, tym razem przyglądała się mu nieco dłużej. - Nie potrzebuję wizyty w szpitalu. Mój narzeczony się mną zajmie, nie muszę iść do Munga, jest jednym z Was. - Nie miała pojęcia, gdzie aktualnie znajdował się Cameron, ani, czy nic mu się nie stało, bo nie miała od niego wieści od rozpoczęcia tej popierdolonej nocy.
- Mam kogoś, kto mnie stąd zabierze. - Cóż, nie wiedziała, gdzie jest Brenna, czy była cała, czy nie potrzebowała jej pomocy, ale mogła się przecież z nią skontaktować. Nie chciała być jej problemem, ale w tej chwili nie miała za bardzo innej opcji. Musiała się do niej odezwać.
Zignorowała obecność tego mężczyzny, skupiła się na swoich myślach. Wiedziała, że Brenna wpuści ją do swojej głowy. - Brenn, mam złamaną nogę, jestem na Horyzontalnej, przy tej wielkiej, niebieskiej kamienicy, nic mi nie jest, ale chyba nie dojdę sama do domu.. - Nie miała za bardzo innej opcji, tak szybko mogła się skontaktować tylko z Longbottomówną.
- Ktoś mnie odbierze, nie przejmuj się. - Powiedziała jeszcze do nieznajomego, na pewno miał ciekawsze rzeczy do roboty, niż niańczenie jej.
// przewaga: fale