15.05.2025, 07:44 ✶
Męcząca to była noc, szczególnie wszystkie te momenty, kiedy magia postanowiła płatać figla i psuć zaklęcia. Ważne jednak było, że kiedy tatuaż na ramieniu zapiekł, mogli znaleźć się we wskazanym przez Martesa miejscu, odpowiadając na jego wezwanie.
Wnętrze było tandetne - co Rowle stwierdził niemal natychmiastowo, szybkim spojrzeniem omiatając ściany, wielowarstwowe draperie i obite ciężkimi materiałami meble. Było tu wręcz duszno, jakby właścicielka celowo chciała zbudować tego typu atmosferę, wypełniając zakamarki po brzegi wszelkiego rodzaju powierzchniami, na których z kolej stały - z braku lepszego określenia - durnostojki. Rzeczy absolutnie nikomu niepotrzebne. Śmierdziało też intensywnie kadzidłami, chociaż na całe szczęście - brakowało tej nuty stęchlizny, która była charakterystyczna dla większości lokali na Nokturnie.
Draconis wreszcie spojrzał na Lewą Rękę, puszczając swoją pasażerkę i wskazując jej jeden z kątów - przytulny fotel przy niskim stoliku, gdzie mogła rozłożyć koszyk z eliksirami i co ważniejsze, nikomu nie przeszkadzać. Bo o to ją bardzo grzecznie poprosił, mając nadzieję że faktycznie wypełni swoją rolę i skoncentruje się na pomocy ewentualnym rannym.
- Jeśli ktoś potrzebowałby odpowiednich eliksirów, zadbałem o to by ktoś się tym zajął - wytłumaczył obecność kobiety, której twarz była skryta z drewnianą, prostą maską. Oni bawili się w ukrywanie swojej tożsamości profesjonalnie, jednak nie zamierzał ryzykować że po dzisiejszym wieczorze całe rzesze śmierciożerców będzie wiedzieć, że może zawracać Helloise głowę.
- Urząd pocztowy zniszczony - rzucił wreszcie, kryjąc uśmiech za maską. O tym akurat Lestrange bardzo dobrze wiedział. - Po niebie tej nocy powinno latać o wiele mniej sów, a także w następnych dniach - kusiło zapytać, czy próbował doprać szatę po nieszczęśliwym wypadku z sową. - W Centrum Handlowym Purge & Dowse Ltd. też zapanował chaos. Nawet jeśli wejście do Munga ciężko zniszczyć, to większość potrzebujących trzy razy zastanowiłaby się, czy na pewno chce wybrać tamtą drogę.
Wnętrze było tandetne - co Rowle stwierdził niemal natychmiastowo, szybkim spojrzeniem omiatając ściany, wielowarstwowe draperie i obite ciężkimi materiałami meble. Było tu wręcz duszno, jakby właścicielka celowo chciała zbudować tego typu atmosferę, wypełniając zakamarki po brzegi wszelkiego rodzaju powierzchniami, na których z kolej stały - z braku lepszego określenia - durnostojki. Rzeczy absolutnie nikomu niepotrzebne. Śmierdziało też intensywnie kadzidłami, chociaż na całe szczęście - brakowało tej nuty stęchlizny, która była charakterystyczna dla większości lokali na Nokturnie.
Draconis wreszcie spojrzał na Lewą Rękę, puszczając swoją pasażerkę i wskazując jej jeden z kątów - przytulny fotel przy niskim stoliku, gdzie mogła rozłożyć koszyk z eliksirami i co ważniejsze, nikomu nie przeszkadzać. Bo o to ją bardzo grzecznie poprosił, mając nadzieję że faktycznie wypełni swoją rolę i skoncentruje się na pomocy ewentualnym rannym.
- Jeśli ktoś potrzebowałby odpowiednich eliksirów, zadbałem o to by ktoś się tym zajął - wytłumaczył obecność kobiety, której twarz była skryta z drewnianą, prostą maską. Oni bawili się w ukrywanie swojej tożsamości profesjonalnie, jednak nie zamierzał ryzykować że po dzisiejszym wieczorze całe rzesze śmierciożerców będzie wiedzieć, że może zawracać Helloise głowę.
- Urząd pocztowy zniszczony - rzucił wreszcie, kryjąc uśmiech za maską. O tym akurat Lestrange bardzo dobrze wiedział. - Po niebie tej nocy powinno latać o wiele mniej sów, a także w następnych dniach - kusiło zapytać, czy próbował doprać szatę po nieszczęśliwym wypadku z sową. - W Centrum Handlowym Purge & Dowse Ltd. też zapanował chaos. Nawet jeśli wejście do Munga ciężko zniszczyć, to większość potrzebujących trzy razy zastanowiłaby się, czy na pewno chce wybrać tamtą drogę.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast