15.05.2025, 22:35 ✶
Basilius wpadł do kawiarni razem z Millie I bardzo grzecznie po prostu szedł za nią skupiając się na razie na jednym pacjencie. Potem zajmie się resztą. Teraz jednak musiał dobrowadzić Thomasa do stanu przeżywalności, zwłaszcza że z tego co mówiła mu Millie wychodziło na to, że naprawdę było źle.
– Dym? Widmo? – spytał jeszcze zanim podeszli do Thomasa, ale ton głosu Basiliusa nie wskazywał na to, że nie wierzył kobiecie. O nie, sposób w jaki Prewett wypowiedział te słowa, bardzo jasno sugerował, że z pewnym zmęczeniem po prostu zaakceptował fakt, że najwyraźniej poza wszystkim co tutaj się działo po Londynie biegały jeszcze widma.
Widma.
Kurwa mać.
I co jeszcze?
Widma jednak musiały zejść na drugi plan bo oto wreszcie podeszli do Thomasa i... I Basilius poważnie zaczął się zastanawiać, czemu musiał podawać te wszystkie bandaże poszkodowanych w kryjówce, kiedy powinien od razu popędzić do Figga.
– Thomas? – spytał, uważnie analizując wzrokiem każde obrażenie na twarzy czarodzieja. To... Nie wyglądało to dobrze. – Zaraz cię opatrzę. Będzie dobrze – powiedział i od razu zaczął się przygotowywać do opatrywanie poszkodowanego – Jak ból? Oczy? Widzisz coś? Inne zmysły? Muszę cię obejrzeć.
Zadawał pytania, przemywając dłonie eliksirem po czym wyciągnął resztę odpowiednich specyfików i przysiadł ostrożnie na łóżku Thomasa, tak by zacząć swoją inspekcję.
Na krótką chwilę przeniósł spojrzenie na Millie i pokręcił głową.
– Może... Potem coś wezmę – powiedział, a potem sam uśmiechnął się, co prawda dość słabo w stronę Moody i... Bardzo szybko przewrócił oczami. – Wątpię, czy ktokolwiek wziąłby mnie za Śmierciożerce. To raczej... – skrzywił się nieco. – Było chyba ogólne wylanie frustracji wobec mojej rodziny.
Było to o tyle ironiczne, że znając różne działalności Prewettów, sam Basilius mógł wymienić z głowy przynajmniej sześć innych powodów, czemu ktoś mógłby oskarżyć jego nazwisko o zniszczenie mu życia, ale podążanie za Czarnym Panem nie było żadną z nich. Nie był jednak pewny czy zdanie to w sumie było trochę głupie, już prędzej bym zrozumiał, gdyby ktoś nas oskarżył o stracenie domu przez grę w naszym kasynie było tym zdaniem, które chciał w tej chwili wypowiadać na głos.
Przez chwilę milczał diagnozując stan ran Thomasa, opowiadając mu spokojnie co dokładnie teraz robił i po chwili uznał z zadowoleniem, że może dobrze nie było, ale Figg powinien z tego wyjść.
– Jeśli cię to pocieszy, to w tym tygodniu widziałem gorsze urazy oczu – skłamał, a potem zaczął oczyszczać jego twarz z krwi.
– Dym? Widmo? – spytał jeszcze zanim podeszli do Thomasa, ale ton głosu Basiliusa nie wskazywał na to, że nie wierzył kobiecie. O nie, sposób w jaki Prewett wypowiedział te słowa, bardzo jasno sugerował, że z pewnym zmęczeniem po prostu zaakceptował fakt, że najwyraźniej poza wszystkim co tutaj się działo po Londynie biegały jeszcze widma.
Widma.
Kurwa mać.
I co jeszcze?
Widma jednak musiały zejść na drugi plan bo oto wreszcie podeszli do Thomasa i... I Basilius poważnie zaczął się zastanawiać, czemu musiał podawać te wszystkie bandaże poszkodowanych w kryjówce, kiedy powinien od razu popędzić do Figga.
– Thomas? – spytał, uważnie analizując wzrokiem każde obrażenie na twarzy czarodzieja. To... Nie wyglądało to dobrze. – Zaraz cię opatrzę. Będzie dobrze – powiedział i od razu zaczął się przygotowywać do opatrywanie poszkodowanego – Jak ból? Oczy? Widzisz coś? Inne zmysły? Muszę cię obejrzeć.
Zadawał pytania, przemywając dłonie eliksirem po czym wyciągnął resztę odpowiednich specyfików i przysiadł ostrożnie na łóżku Thomasa, tak by zacząć swoją inspekcję.
Na krótką chwilę przeniósł spojrzenie na Millie i pokręcił głową.
– Może... Potem coś wezmę – powiedział, a potem sam uśmiechnął się, co prawda dość słabo w stronę Moody i... Bardzo szybko przewrócił oczami. – Wątpię, czy ktokolwiek wziąłby mnie za Śmierciożerce. To raczej... – skrzywił się nieco. – Było chyba ogólne wylanie frustracji wobec mojej rodziny.
Było to o tyle ironiczne, że znając różne działalności Prewettów, sam Basilius mógł wymienić z głowy przynajmniej sześć innych powodów, czemu ktoś mógłby oskarżyć jego nazwisko o zniszczenie mu życia, ale podążanie za Czarnym Panem nie było żadną z nich. Nie był jednak pewny czy zdanie to w sumie było trochę głupie, już prędzej bym zrozumiał, gdyby ktoś nas oskarżył o stracenie domu przez grę w naszym kasynie było tym zdaniem, które chciał w tej chwili wypowiadać na głos.
Przez chwilę milczał diagnozując stan ran Thomasa, opowiadając mu spokojnie co dokładnie teraz robił i po chwili uznał z zadowoleniem, że może dobrze nie było, ale Figg powinien z tego wyjść.
– Jeśli cię to pocieszy, to w tym tygodniu widziałem gorsze urazy oczu – skłamał, a potem zaczął oczyszczać jego twarz z krwi.