16.05.2025, 10:55 ✶
- Ała - syknął, gdy palce Layli pochwyciły jego ucho i zaczęły je tarmosić bezlitośnie. Trzepnął ją w rękę. - Zostaw mnie, kurwa mać.
Nie lubił wychodzić na zewnątrz. Bał się, że ktokolwiek go rozpozna - ludzie z Hogwartu, którzy wciąż myśleli, że jest martwy. Patrząc na to, co ostatnio odpierdalało się w Londynie, to wolał żeby tak zostało, w tym sensie, by nadal uważali że jest nieżywy i to jego trupa znaleziono. Ale nie mógł protestować, gdy siostra ciągnęła go za ucho i siłą wyprowadzała na zewnątrz. W takich chwilach przypominały mu się czasy sierocińca, z tą różnicą, że w cyrku Bellów przemoc była zwykle podyktowana rodzinną troską i czasem złośliwością: a nie nienawiścią, której doświadczył w bidulu.
Popiół. Że, kurwa, co?
- Jaki znowu popiół? - odtrącił rękę siostry, która zdążyła puścić jego ucho, a potem uniósł własną dłoń i pochwycił szary płatek. Roztarł go między palcami, patrząc na ślady niezbyt inteligentnym, nierozumiejącym wzrokiem. - Co? A, tak, zostawiłaś ją na krześle a już jedna się połamała, mam ją tut...
Drgnął, widząc ruch. Odwrócił głowę w kierunku szarpaniny i chyba tylko dlatego nie zauważył, że ktoś do nich podszedł i szarpnął Laylę tak, że ta wylądowała na ziemi. Nie spodobało mu się to - zacisnął mocno szczęki z wkurwu. I tak ostatnio było z nim źle, ledwo nad sobą panował.
- E, gnoju, może skacz do kogoś, kto może ci oddać, co? Mama nie uczyła, żeby kobiet nie bić? - warknął w jego stronę, zaciskając dłonie w pięści. Nie pamiętał by mu coś podjebali, ale to było całkiem prawdopodobne. Cokolwiek jednak miało się stać, nie pozwoli tak po prostu bić swojej siostry. Jak trzeba będzie, to mu przypierdoli.
Nie lubił wychodzić na zewnątrz. Bał się, że ktokolwiek go rozpozna - ludzie z Hogwartu, którzy wciąż myśleli, że jest martwy. Patrząc na to, co ostatnio odpierdalało się w Londynie, to wolał żeby tak zostało, w tym sensie, by nadal uważali że jest nieżywy i to jego trupa znaleziono. Ale nie mógł protestować, gdy siostra ciągnęła go za ucho i siłą wyprowadzała na zewnątrz. W takich chwilach przypominały mu się czasy sierocińca, z tą różnicą, że w cyrku Bellów przemoc była zwykle podyktowana rodzinną troską i czasem złośliwością: a nie nienawiścią, której doświadczył w bidulu.
Popiół. Że, kurwa, co?
- Jaki znowu popiół? - odtrącił rękę siostry, która zdążyła puścić jego ucho, a potem uniósł własną dłoń i pochwycił szary płatek. Roztarł go między palcami, patrząc na ślady niezbyt inteligentnym, nierozumiejącym wzrokiem. - Co? A, tak, zostawiłaś ją na krześle a już jedna się połamała, mam ją tut...
Drgnął, widząc ruch. Odwrócił głowę w kierunku szarpaniny i chyba tylko dlatego nie zauważył, że ktoś do nich podszedł i szarpnął Laylę tak, że ta wylądowała na ziemi. Nie spodobało mu się to - zacisnął mocno szczęki z wkurwu. I tak ostatnio było z nim źle, ledwo nad sobą panował.
- E, gnoju, może skacz do kogoś, kto może ci oddać, co? Mama nie uczyła, żeby kobiet nie bić? - warknął w jego stronę, zaciskając dłonie w pięści. Nie pamiętał by mu coś podjebali, ale to było całkiem prawdopodobne. Cokolwiek jednak miało się stać, nie pozwoli tak po prostu bić swojej siostry. Jak trzeba będzie, to mu przypierdoli.