16.05.2025, 10:59 ✶
Znaleźli się…
Nad jeziorem. Basilius rozejrzał się po okolicy i chociaż gdy był tutaj ostatnim razem, nie miał za dużej możliwości do dokładnego przyglądania się temu miejscu, zbyt zajęty czymś innym, tak teraz gdy patrzył na spokojnie szumiące drzewa, odbijające się od krystalicznej tafli wody, to wszystko wydało mu się dziwnie znajome.
– Byliśmy tutaj. To nie Windermere – zauważył, siadając na ławeczce. Wtedy założył, że było to miejsce ich pamiętnego urlopu, ale czemu przebywanie w Windermere miałoby być jakimkolwiek sekretem, bo nawet jeśli służby zakazałyby wstępu na teren, to przecież oni i tak doskonale wiedzieli co tam się wydarzyło? Westchnął cicho. – Rozumiem, że mam się cieszyć naturą i nie zadawać żadnych pytań?
Na całe szczęście, gdy rozpoznał krajobraz jego mózg nie pognał od razu do szczegółowego odtwarzania powodu dlaczego wylądowali w tym miejscu wtedy podczas imprezy na twarzy. Nie, że nie doceniał, że teraz, gdziekolwiek właśnie był, mógł rozejrzeć się spokojnie po otoczeniu bez szybko walącego serca.
Ton jego głosu wskazywał na to, że był w pewien sposób przyzwyczajony do nie zadawania pytań i chociaż na pewno wolałby wiedzieć więcej, to akceptował prośbę przyjaciółki, a kiedy Millie podeszła do wody, on, trzymając się w bezpiecznej odległości od morderczego topiciela wszystkiego, co żywe, wyczarował z różdżki, własny niewielki strumyk, którym za pomocą dłoni, obmył wreszcie resztki krwi z twarzy.
Nad jeziorem. Basilius rozejrzał się po okolicy i chociaż gdy był tutaj ostatnim razem, nie miał za dużej możliwości do dokładnego przyglądania się temu miejscu, zbyt zajęty czymś innym, tak teraz gdy patrzył na spokojnie szumiące drzewa, odbijające się od krystalicznej tafli wody, to wszystko wydało mu się dziwnie znajome.
– Byliśmy tutaj. To nie Windermere – zauważył, siadając na ławeczce. Wtedy założył, że było to miejsce ich pamiętnego urlopu, ale czemu przebywanie w Windermere miałoby być jakimkolwiek sekretem, bo nawet jeśli służby zakazałyby wstępu na teren, to przecież oni i tak doskonale wiedzieli co tam się wydarzyło? Westchnął cicho. – Rozumiem, że mam się cieszyć naturą i nie zadawać żadnych pytań?
Na całe szczęście, gdy rozpoznał krajobraz jego mózg nie pognał od razu do szczegółowego odtwarzania powodu dlaczego wylądowali w tym miejscu wtedy podczas imprezy na twarzy. Nie, że nie doceniał, że teraz, gdziekolwiek właśnie był, mógł rozejrzeć się spokojnie po otoczeniu bez szybko walącego serca.
Ton jego głosu wskazywał na to, że był w pewien sposób przyzwyczajony do nie zadawania pytań i chociaż na pewno wolałby wiedzieć więcej, to akceptował prośbę przyjaciółki, a kiedy Millie podeszła do wody, on, trzymając się w bezpiecznej odległości od morderczego topiciela wszystkiego, co żywe, wyczarował z różdżki, własny niewielki strumyk, którym za pomocą dłoni, obmył wreszcie resztki krwi z twarzy.