16.05.2025, 14:56 ✶
– Ładnie tu – skomentował, widząc, nieco zaskoczony, łagodny uśmiech na twarzy Millie, gdy mówiła o tym miejscu. Rozejrzał się ponownie po okolicy w nadziei, że dostrzeże może jakieś charakterystyczne elementy krajobrazu, ale gęste drzewa i staw były jednak czymś co nie było tutaj szczególnie niespotykane, tak więc mógł co najwyżej zawęzić obszar ich obecnego umiejscowienia do całej Anglii.
Tylko dlaczego nie mogła mu nic o tym powiedzieć? Czemu nie mógł przyznać się, że tutaj był nawet Brennie. Miejsce było urokliwe, to fakt, ale nie było też na tyle niezwykłe (poza tym, że Millie się przez nie uśmiechała), aby wywnioskować co było w nim takiego sekretnego. Może coś z Departamentem Tajemnic? Na Matkę… Nie okradali pracowników z mózgów za zdradzanie tajnych siedzib wypoczynkowych Departamentu Tajemnic, prawda?
Słysząc jej pytanie, otarł resztki wody spod nosa, a potem, w bliźniaczym geście do niej, zapatrzył się na taflę. Większe zbiorniki wodne bywały nawet całkiem urokliwie, o ile przyglądało im się z odpowiedniej odległości.
– Hm… Sam nie wiem. Jest chyba za dużo chujowych rzeczy na tym świecie, aby wybrać tylko jedną. A jednocześnie niemal każda zmiana miałaby trochę za dużo konsekwencji. – Zastanowił się przez chwilę nad wszystkimi możliwościami, jakby naprawdę miał moc zmienienia czegokolwiek, a potem po prostu wzruszył ramionami. – Zdrowie dla wszystkich od momenty tej zmiany? – Niestety nie wcześniej. – Pozbawiłbym pracy siebie i znajomych, ale chyba byłoby warto. Albo nie wiem. – Westchnął cicho. – Końca tej wojny? By tych wszystkich idiotów spotkał koniec, na tyle dotkliwy by nikt nie śmiał ich papugować? Tak, to chyba brzmi obecnie najlogiczniej.
Było jeszcze wiele innych pomysłów na życzenia. Bardziej personalnych, ale chyba nie wypadało marnować takiej szansy na prywatne sprawy, prawda?
– A ty? – spytał, zakładając, że pytała po to, aby podzielić się też swoją odpowiedzią.
Tylko dlaczego nie mogła mu nic o tym powiedzieć? Czemu nie mógł przyznać się, że tutaj był nawet Brennie. Miejsce było urokliwe, to fakt, ale nie było też na tyle niezwykłe (poza tym, że Millie się przez nie uśmiechała), aby wywnioskować co było w nim takiego sekretnego. Może coś z Departamentem Tajemnic? Na Matkę… Nie okradali pracowników z mózgów za zdradzanie tajnych siedzib wypoczynkowych Departamentu Tajemnic, prawda?
Słysząc jej pytanie, otarł resztki wody spod nosa, a potem, w bliźniaczym geście do niej, zapatrzył się na taflę. Większe zbiorniki wodne bywały nawet całkiem urokliwie, o ile przyglądało im się z odpowiedniej odległości.
– Hm… Sam nie wiem. Jest chyba za dużo chujowych rzeczy na tym świecie, aby wybrać tylko jedną. A jednocześnie niemal każda zmiana miałaby trochę za dużo konsekwencji. – Zastanowił się przez chwilę nad wszystkimi możliwościami, jakby naprawdę miał moc zmienienia czegokolwiek, a potem po prostu wzruszył ramionami. – Zdrowie dla wszystkich od momenty tej zmiany? – Niestety nie wcześniej. – Pozbawiłbym pracy siebie i znajomych, ale chyba byłoby warto. Albo nie wiem. – Westchnął cicho. – Końca tej wojny? By tych wszystkich idiotów spotkał koniec, na tyle dotkliwy by nikt nie śmiał ich papugować? Tak, to chyba brzmi obecnie najlogiczniej.
Było jeszcze wiele innych pomysłów na życzenia. Bardziej personalnych, ale chyba nie wypadało marnować takiej szansy na prywatne sprawy, prawda?
– A ty? – spytał, zakładając, że pytała po to, aby podzielić się też swoją odpowiedzią.