16.05.2025, 18:40 ✶
Millie podjęła dobrą decyzję, próbując wyciągnąć Lanę siłą, ponieważ same słowa ostrzeżenia na pewno nie podziałałyby teraz na Dolohovównę. Żaden rozsądny argument za ucieczką nie mógł do niej dotrzeć, gdyż wiązałoby się to z akceptacją faktu, że matki nie dało się już uratować. A tej możliwości Lana bardzo nie chciała do siebie dopuścić.
– N-nie, NIE! – próbowała się wyszarpać, lecz słaba kondycja oraz postępujące zmęczenie jej tego nie ułatwiały. Zwłaszcza w porównaniu z silnym chwytem drugiej czarownicy. – Ona dalej tam jest! Wystarczy, że ją zabierzemy i będziemy mogły się teleportować do naszej rodziny w Prawach Czasu. Vakel na pewno nam pomoże... Proszę... – mówiła takim tonem, jakby chciała wybłagać nie tylko Moody, ale i sam los. Jakby chciała oszukać rzeczywistość, którą miała przed oczami.
W końcu jednak Millie udało się odciągnąć Lanę od mieszkania, w którym jeszcze parę godzin temu znajdowały się eleganckie pokoje Tanaquil Shafiq. Teraz jednak ze środka wydobywał się gęsty dym i trzaski palącego się drewna. Oraz swąd spalenizny. Niegdyś białe ściany korytarza były już całkowicie pokryte sadzą, a metalowa poręcz przy schodach wyglądała na zdeformowaną.
Dolohovówna obserwowała to wszystko pustym wzrokiem. Nie miała już siły reagować ani stawiać oporu. Była (a może chciała być) jak lalka; bez uczuć, bez emocji. Cokolwiek, by nie dopuścić do siebie pełnej świadomości tego, co się właśnie wydarzyło. Dała się odprowadzić na dół, a potem gdziekolwiek Moody zdecydowała się ją zabrać. Po drodze nic nie mówiła, przerywając ciszę jedynie coraz częstszymi odgłosami kaszlu.
// Zawada: słabo zbudowany, niedowaga
– N-nie, NIE! – próbowała się wyszarpać, lecz słaba kondycja oraz postępujące zmęczenie jej tego nie ułatwiały. Zwłaszcza w porównaniu z silnym chwytem drugiej czarownicy. – Ona dalej tam jest! Wystarczy, że ją zabierzemy i będziemy mogły się teleportować do naszej rodziny w Prawach Czasu. Vakel na pewno nam pomoże... Proszę... – mówiła takim tonem, jakby chciała wybłagać nie tylko Moody, ale i sam los. Jakby chciała oszukać rzeczywistość, którą miała przed oczami.
W końcu jednak Millie udało się odciągnąć Lanę od mieszkania, w którym jeszcze parę godzin temu znajdowały się eleganckie pokoje Tanaquil Shafiq. Teraz jednak ze środka wydobywał się gęsty dym i trzaski palącego się drewna. Oraz swąd spalenizny. Niegdyś białe ściany korytarza były już całkowicie pokryte sadzą, a metalowa poręcz przy schodach wyglądała na zdeformowaną.
Dolohovówna obserwowała to wszystko pustym wzrokiem. Nie miała już siły reagować ani stawiać oporu. Była (a może chciała być) jak lalka; bez uczuć, bez emocji. Cokolwiek, by nie dopuścić do siebie pełnej świadomości tego, co się właśnie wydarzyło. Dała się odprowadzić na dół, a potem gdziekolwiek Moody zdecydowała się ją zabrać. Po drodze nic nie mówiła, przerywając ciszę jedynie coraz częstszymi odgłosami kaszlu.
// Zawada: słabo zbudowany, niedowaga