17.05.2025, 18:33 ✶
Nie uszedł jego uwadze stan, w jakim się znajdował Hannibal. Normalnie pomyślałby, że to kolejna odważna kreacja aktora, ale tej nocy wszystko było tak tragicznie przypadkowe, że rozerwana koszula musiała być oznaką doznanej przemocy, a nie manifestem modowym. Przed ogniem nie dało się ukryć, niemożliwe było istnienie niezależne od niego. Henry był zdezorientowany tym koszmarem w tym stopniu, że nie potrafił się na towarzyską zręczność.
– Nie, nie wzywaj nikogo... To nie moja krew. Nic mi nie jest – uniósł dłoń, w geście powstrzymania kolegi przed działaniem. – Wiesz, staram się trochę nie dopuszczać do siebie faktu, że świat się wali na naszych oczach. Trudno się nie załamać.
Henry nie chciał do siebie dopuszczać myśli o tym, co mogło się dziać z jego przyjaciółmi. Sprawiało to jednak, że przygniatały go samotność i poczucie wyobcowania. Poniekąd cieszył się, że spotkał Hannibala. Nie przyjaźnili się nawet, ale znajoma twarz była błogosławieństwem w tym istnym piekłem. Miał tylko nadzieję, że nikt nie zrobi żadnemu z nich krzywdy. Nie chciał znowu przeżyć sytuacji z klubu.
– Kazali mi robić zdjęcia – pokazał na wiszący na jego szyi aparat fotograficzny. – Nie chcesz może fotki na tle płonącego Londynu? Może gdybyś był na zdjęciu, daliby mi spokój w Proroku – zażartował, jednak po krótkiej chwili zorientował się, że może czarny humor nie był najbardziej na miejscu. – Przepraszam, to nerwy. Wiesz, czy może ktoś zorganizował jakieś schronienie? Słyszałem, że można przychodzić do atrium Ministerstwa. Może to nie najgorszy pomysł?
– Nie, nie wzywaj nikogo... To nie moja krew. Nic mi nie jest – uniósł dłoń, w geście powstrzymania kolegi przed działaniem. – Wiesz, staram się trochę nie dopuszczać do siebie faktu, że świat się wali na naszych oczach. Trudno się nie załamać.
Henry nie chciał do siebie dopuszczać myśli o tym, co mogło się dziać z jego przyjaciółmi. Sprawiało to jednak, że przygniatały go samotność i poczucie wyobcowania. Poniekąd cieszył się, że spotkał Hannibala. Nie przyjaźnili się nawet, ale znajoma twarz była błogosławieństwem w tym istnym piekłem. Miał tylko nadzieję, że nikt nie zrobi żadnemu z nich krzywdy. Nie chciał znowu przeżyć sytuacji z klubu.
– Kazali mi robić zdjęcia – pokazał na wiszący na jego szyi aparat fotograficzny. – Nie chcesz może fotki na tle płonącego Londynu? Może gdybyś był na zdjęciu, daliby mi spokój w Proroku – zażartował, jednak po krótkiej chwili zorientował się, że może czarny humor nie był najbardziej na miejscu. – Przepraszam, to nerwy. Wiesz, czy może ktoś zorganizował jakieś schronienie? Słyszałem, że można przychodzić do atrium Ministerstwa. Może to nie najgorszy pomysł?