18.05.2025, 07:18 ✶
Uśmiechnęła się, widząc karcące spojrzenie ojca. W innych okolicznościach pewnie i by zrozumiała, chciałaby zrozumieć. A jednak czas na zrozumienie minął wraz z ostatnim dniem lata.
Nie rozumiem już pomyślała. Nie dlatego, że nie chcę - ale dlatego, że to co było do zrozumienia już dawno pękło. . Gdy z ostatnim dniem lata rzeczywistość osiadła na niej niczym ciężki, mokry deszcz - lepiący się do skóry, odbierający oddech. Świat, który znała rozpadł się na kawałki ciszy, pustych talerzy i spojrzeń, które nic nie znaczyły. W tamtym czasie nie potrzebowała wiele. Nie prosiła o wielkie gesty. Chciała tylko kawałek, odrobinę ciepła, trochę zrozumienia. Jeden gest, jedno słowo, jedno objęcie, które mówi rozumiem. - A jednak było to zbyt wiele. Bo łatwiej było przelać na nią swoje wyrzuty sumienia, bo łatwiej było zmywać sadzę z rąk jej kosztem. A Ona nie zwykła być ofiarą tak samo, jak nie zwykła zapominać.
-Rozumiem - rzuciła jedynie, stwierdzając z rozbawieniem jak wiele sprzeczności może nieść to jedno słowo, jak wiele twarzy potrafi mieć.
Jej wzrok podążył ku ścianom, próbując odnaleźć dłonie, które jeszcze chwilę wcześniej widziała. A jednak nie widziała nic, mimo iż wiedziała, że coś było. Coś ciężkiego. Coś co osiada na ramionach, ściska i dusi, a może to tylko dym? Ale prawdą było, że nie tylko Ona to widziała, a to znaczyło, że nie był to wynik przemęczenia czy niedotlenienia.
-Po tym wszystkim będzie trzeba znaleźć klątwołamacza, jeśli to klątwa - mruknęła, przelatując spojrzeniem po ścianie, jakoby chciała odnaleźć to co nie chciało jej się pokazać, mimo iż chwilę wcześniej pełzło w jej kierunku. O ile łatwiejsze byłoby życie, gdyby był to duch czy byt, w końcu egzorcyzmy nie były jej niczym obcym, a jednak jej dotychczasowe doświadczenie zaprzeczało aby była to istota.
Przeniesiesz się do Sophie
Błękitne tęczówki zatrzymały się na wzroku ojca, słuchając każdego zdania, rozbijając je na pojedyncze słowa, smakując każdego z osobna.
Odmaluję - zabrzmiało w jej głowie, gdy jej myśli na powrót zaległy na osmolonej ścianie skrawku nieba, gdy ta w rytm wybijanej przez blondyna melodii, delikatnie kołysała się.
-Nie - rzuciła spokojnie, a zaraz uśmiechnęła się delikatnie - Doceniam troskę jaką mnie otaczasz... i będę za nią wdzięczna - zaczęła, a jej myśli zaczęły wirować - ale zostaje z Baldwinem na Horyzontalnej...
Nie wiedziała czy ojciec zrozumie, w tej chwili nawet nie zastanawiała się nad tym zanadto
-Może i Londyn płonie, ale robię karierę i byle ognisko nie zniszczy moich planów. Mam tu pracę, plany, zobowiązania i powinności... ale będę was odwiedzać - wyznała. Nie wiedziała czy ich skrawek nieba przetrwa, czy nie zostanie pochłonięty przez płomienie, chociaż na tą chwilę nie wyglądał najgorzej, a nawet podejrzanie dobrze w porównaniu do sąsiednich budynków. A nawet jeśli zamieniłby się w pył to wiedziała, że bez dachu nad głową nie zostanie. Wiedziała, znała ludzi, którzy tu w Londynie otoczyliby ją opieką, gdy tylko przełknie dumę i przyzna, że potrzebuje pomocy. A może i nawet nie musiałaby nic mówić? wystarczyłoby jedno spojrzenie. Nie chciała zaczynać wszystkiego od nowa. W jej oczach porzucenie tego równałoby się z porażką, a Ona nie przegrywa.
Nie rozumiem już pomyślała. Nie dlatego, że nie chcę - ale dlatego, że to co było do zrozumienia już dawno pękło. . Gdy z ostatnim dniem lata rzeczywistość osiadła na niej niczym ciężki, mokry deszcz - lepiący się do skóry, odbierający oddech. Świat, który znała rozpadł się na kawałki ciszy, pustych talerzy i spojrzeń, które nic nie znaczyły. W tamtym czasie nie potrzebowała wiele. Nie prosiła o wielkie gesty. Chciała tylko kawałek, odrobinę ciepła, trochę zrozumienia. Jeden gest, jedno słowo, jedno objęcie, które mówi rozumiem. - A jednak było to zbyt wiele. Bo łatwiej było przelać na nią swoje wyrzuty sumienia, bo łatwiej było zmywać sadzę z rąk jej kosztem. A Ona nie zwykła być ofiarą tak samo, jak nie zwykła zapominać.
-Rozumiem - rzuciła jedynie, stwierdzając z rozbawieniem jak wiele sprzeczności może nieść to jedno słowo, jak wiele twarzy potrafi mieć.
Jej wzrok podążył ku ścianom, próbując odnaleźć dłonie, które jeszcze chwilę wcześniej widziała. A jednak nie widziała nic, mimo iż wiedziała, że coś było. Coś ciężkiego. Coś co osiada na ramionach, ściska i dusi, a może to tylko dym? Ale prawdą było, że nie tylko Ona to widziała, a to znaczyło, że nie był to wynik przemęczenia czy niedotlenienia.
-Po tym wszystkim będzie trzeba znaleźć klątwołamacza, jeśli to klątwa - mruknęła, przelatując spojrzeniem po ścianie, jakoby chciała odnaleźć to co nie chciało jej się pokazać, mimo iż chwilę wcześniej pełzło w jej kierunku. O ile łatwiejsze byłoby życie, gdyby był to duch czy byt, w końcu egzorcyzmy nie były jej niczym obcym, a jednak jej dotychczasowe doświadczenie zaprzeczało aby była to istota.
Przeniesiesz się do Sophie
Błękitne tęczówki zatrzymały się na wzroku ojca, słuchając każdego zdania, rozbijając je na pojedyncze słowa, smakując każdego z osobna.
Odmaluję - zabrzmiało w jej głowie, gdy jej myśli na powrót zaległy na osmolonej ścianie skrawku nieba, gdy ta w rytm wybijanej przez blondyna melodii, delikatnie kołysała się.
-Nie - rzuciła spokojnie, a zaraz uśmiechnęła się delikatnie - Doceniam troskę jaką mnie otaczasz... i będę za nią wdzięczna - zaczęła, a jej myśli zaczęły wirować - ale zostaje z Baldwinem na Horyzontalnej...
Nie wiedziała czy ojciec zrozumie, w tej chwili nawet nie zastanawiała się nad tym zanadto
-Może i Londyn płonie, ale robię karierę i byle ognisko nie zniszczy moich planów. Mam tu pracę, plany, zobowiązania i powinności... ale będę was odwiedzać - wyznała. Nie wiedziała czy ich skrawek nieba przetrwa, czy nie zostanie pochłonięty przez płomienie, chociaż na tą chwilę nie wyglądał najgorzej, a nawet podejrzanie dobrze w porównaniu do sąsiednich budynków. A nawet jeśli zamieniłby się w pył to wiedziała, że bez dachu nad głową nie zostanie. Wiedziała, znała ludzi, którzy tu w Londynie otoczyliby ją opieką, gdy tylko przełknie dumę i przyzna, że potrzebuje pomocy. A może i nawet nie musiałaby nic mówić? wystarczyłoby jedno spojrzenie. Nie chciała zaczynać wszystkiego od nowa. W jej oczach porzucenie tego równałoby się z porażką, a Ona nie przegrywa.