18.05.2025, 20:24 ✶
- Popiół zdawał się podpalać budynki. Potem część podpalili pewnie śmierciożercy. A później... nie wiem, ale nie zdziwiłabym się, gdyby jeden budynek, przy którym pomagaliśmy, podpalili po prostu sąsiedzi - powiedziała Brenna, po czym zawahała się. - Sądzę jednak, że Voldemort użył też jakiejś... formy klątwy albo pieczęci. Może mieszaniny obu. Dlatego Thomas może tu pomóc. Myślałam najpierw, że wykorzystał to, co zrobił na Beltane, ale mam trochę informacji. Niech Tommy się temu przyjrzy i możemy potem pomyśleć czy Departament Tajemnic mógłby też jakoś to wykorzystać.
Zamierzała rzecz jasna też wysłać sprawozdanie do Dumbledore'a, ale Figg zdawał się jej najlepszym kandydatem do zajęcia się tą częścią sprawy z Dziurawego Kotła. Zajmował się klątwami i pieczęciami przez wiele lat, miał doświadczenie nabyte nie tylko w Anglii. Ostatecznie nie wiedziała nawet, czy Albus znał się na klątwołamaniu. A Ministerstwo? Nie że miała zamiar kryć te informacje, ale najpierw chciała dowiedzieć się, czy w ogóle faktycznie mają coś przydatnego, czy może Brennę wrobiono, bo tej nocy chyba niektórzy chętnie robili takie numery... i zastanowić, jakie konsekwencje miałoby przekazanie tego dalej. Nie chciała narazić na niebezpieczeństwo człowieka, który je przekazał.
[b] - Co do budynków... myślę, że to trafia na listę rzeczy do zrobienia, kiedy się ogarniemy. Departament Tajemnic pewnie będzie to badał, ale nie zaszkodzi, jeśli osoby znające się na runach i klątwach, sprawdzą te budynki. Myślę, że ktoś znający się na historii czy teorii magii też mógłby być tu przydatny. Jeżeli Basilius faktycznie od dziś jest jednym z nas... może będzie mógł zapytać brata, czy nie mógłby sprawdzić archiwów za czymś podobnym
Dziwny popiół u Nory, dziwny popiół u Olivii, jakaś runa u Brenny - a jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wyglądają popękane ściany Warowni. A, i to, że nawet teraz czuła się w klubokawiarni jakoś niespokojnie i co rusz rozglądała, jakby spodziewając się, że ktoś ich śledzi, tak że przed zebraniem rzuciła kilka zaklęć zagłuszających i rozpraszających, żeby mogli chwilę spokojnie porozmawiać, które wcale nie ukoiły tego nieprzyjemnego odczucia. Tkwiło w tym ewidentnie coś więcej niż same pożary, i zbadanie tego to było zadanie dla klątwołamaczy. Basilius, Thomas, Quintessa, wszyscy posiadali potrzebne umiejętności, Morpheus znał się też doskonale na runach, może ta wiedza mogła tutaj pomóc podczas sprawdzania budynków... Jeśli szło o Icarusa, nie że Brenna od razu zamierzała domagać się od Basila, by rekrutował brata na dzień dobry, ale sama prośba o przejrzenie zapisków do niczego nie zobowiązywała.
- Też słyszałam ten dym - przyznała Olivii. Trochę ją przerażało, że inni doświadczyli tych samych omamów, a trochę jej ulżyło, bo przez chwilę zaczęła już myśleć, że zupełnie oszalała.
W pomieszczeniu nie było ognia, więc nie miała możliwości przekonać się, że właściwie nie myliła się tak bardzo - w jej głowie faktycznie Spalona Noc zdołała namieszać. Kiedy jednak pomyślała o tym momencie, gdy godzinę temu spojrzała na ogień na zapleczu klubokawiarni... i tak coś w niej ściskało się ze strachu.
- Nie powinnaś iść sama, wciąż może być niebezpiecznie. Pomóc ci go szukać? - spytała jeszcze Olivii, chociaż bogowie jej świadkami, nie powinna, bo istniała całkiem spora szansa, że w końcu straci przytomność w jakiejś uliczce. Wciąż kręciło się jej w głowie, miała mdłości - choć to mógł być skutek eliksiru, jej lewa ręka była w fatalnym stanie po tym, jak bardzo źle złapała kawałek muru te dwie godziny temu i miała rozbite kolano. - Czy ktoś potrzebuje czegoś na już, dla siebie albo aby pomagać? Dachu nad głową? Pieniędzy? Eliksirów?
Gdzieś w międzyczasie Brenna poprosiła Norę o kawałek papieru. Nie zamierzała rzecz jasna zapisywać żadnych informacji, które mogłyby zostać wykorzystane przeciwko nim - ale chciała zanotować wskazywane przez ludzi punkty, w których udało się komuś pomóc... albo w którym ich akcje zakończyły się porażką. Jak ta kamienica, która się zawaliła.
Podsumowanie informacji, które mamy, TLDR:
Płonął nie tylko Londyn, ale też na pewno Dolina Godryka. Ogień nie był zwykłym ogniem. Nie udało się na razie odkryć żadnego wzoru podpaleń, może dlatego, że źródło pożarów mogło być różne. Niektóre budynki najwyraźniej wzięto celowo na obiekty ataku, trudno jednak stwierdzić coś więcej. Są podejrzenia, że użyto klątw i/lub pieczęci. Komunikacja jest utrudniona - wiele sów zginęło, przyczyny na razie nie są znane. W niektórych budynkach stały się dziwne rzeczy i to coś, co powinni zbadać klątwołamacze, może też ktoś znający się na runach. Thomas Figg otrzyma potem notatki do przepatrzenia. Ludzie skakali sobie do gardeł podczas pożarów - nie ma możliwości ustalenia w tej chwili, czy sadza w jakiś sposób wpływała na ich zachowanie, czy doszło do eskalacji nastrojów, Jonathan sugeruje, że zdawało się to nienaturalne. Na pewno dym wpłynął na niektórych zakonników: zdawało się im, że do nich mówi albo wywoływał w nich strach. Sugestia, aby historyk magii przeszukał archiwa za podobnymi przypadkami, które zapewne miały miejsce w mniejszym zakresie. Brenna ma także nazwisko, które mogą sprawdzić Brygadziści.
Na podstawie działań, jakie podejmowali Zakonnicy tej nocy sporządzona została lista budynków i osób, które udało się ocalić i tych przypadków, w których Zakon nie zdołał pomóc.
Zamierzała rzecz jasna też wysłać sprawozdanie do Dumbledore'a, ale Figg zdawał się jej najlepszym kandydatem do zajęcia się tą częścią sprawy z Dziurawego Kotła. Zajmował się klątwami i pieczęciami przez wiele lat, miał doświadczenie nabyte nie tylko w Anglii. Ostatecznie nie wiedziała nawet, czy Albus znał się na klątwołamaniu. A Ministerstwo? Nie że miała zamiar kryć te informacje, ale najpierw chciała dowiedzieć się, czy w ogóle faktycznie mają coś przydatnego, czy może Brennę wrobiono, bo tej nocy chyba niektórzy chętnie robili takie numery... i zastanowić, jakie konsekwencje miałoby przekazanie tego dalej. Nie chciała narazić na niebezpieczeństwo człowieka, który je przekazał.
[b] - Co do budynków... myślę, że to trafia na listę rzeczy do zrobienia, kiedy się ogarniemy. Departament Tajemnic pewnie będzie to badał, ale nie zaszkodzi, jeśli osoby znające się na runach i klątwach, sprawdzą te budynki. Myślę, że ktoś znający się na historii czy teorii magii też mógłby być tu przydatny. Jeżeli Basilius faktycznie od dziś jest jednym z nas... może będzie mógł zapytać brata, czy nie mógłby sprawdzić archiwów za czymś podobnym
Dziwny popiół u Nory, dziwny popiół u Olivii, jakaś runa u Brenny - a jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wyglądają popękane ściany Warowni. A, i to, że nawet teraz czuła się w klubokawiarni jakoś niespokojnie i co rusz rozglądała, jakby spodziewając się, że ktoś ich śledzi, tak że przed zebraniem rzuciła kilka zaklęć zagłuszających i rozpraszających, żeby mogli chwilę spokojnie porozmawiać, które wcale nie ukoiły tego nieprzyjemnego odczucia. Tkwiło w tym ewidentnie coś więcej niż same pożary, i zbadanie tego to było zadanie dla klątwołamaczy. Basilius, Thomas, Quintessa, wszyscy posiadali potrzebne umiejętności, Morpheus znał się też doskonale na runach, może ta wiedza mogła tutaj pomóc podczas sprawdzania budynków... Jeśli szło o Icarusa, nie że Brenna od razu zamierzała domagać się od Basila, by rekrutował brata na dzień dobry, ale sama prośba o przejrzenie zapisków do niczego nie zobowiązywała.
- Też słyszałam ten dym - przyznała Olivii. Trochę ją przerażało, że inni doświadczyli tych samych omamów, a trochę jej ulżyło, bo przez chwilę zaczęła już myśleć, że zupełnie oszalała.
W pomieszczeniu nie było ognia, więc nie miała możliwości przekonać się, że właściwie nie myliła się tak bardzo - w jej głowie faktycznie Spalona Noc zdołała namieszać. Kiedy jednak pomyślała o tym momencie, gdy godzinę temu spojrzała na ogień na zapleczu klubokawiarni... i tak coś w niej ściskało się ze strachu.
- Nie powinnaś iść sama, wciąż może być niebezpiecznie. Pomóc ci go szukać? - spytała jeszcze Olivii, chociaż bogowie jej świadkami, nie powinna, bo istniała całkiem spora szansa, że w końcu straci przytomność w jakiejś uliczce. Wciąż kręciło się jej w głowie, miała mdłości - choć to mógł być skutek eliksiru, jej lewa ręka była w fatalnym stanie po tym, jak bardzo źle złapała kawałek muru te dwie godziny temu i miała rozbite kolano. - Czy ktoś potrzebuje czegoś na już, dla siebie albo aby pomagać? Dachu nad głową? Pieniędzy? Eliksirów?
Gdzieś w międzyczasie Brenna poprosiła Norę o kawałek papieru. Nie zamierzała rzecz jasna zapisywać żadnych informacji, które mogłyby zostać wykorzystane przeciwko nim - ale chciała zanotować wskazywane przez ludzi punkty, w których udało się komuś pomóc... albo w którym ich akcje zakończyły się porażką. Jak ta kamienica, która się zawaliła.
Podsumowanie informacji, które mamy, TLDR:
Płonął nie tylko Londyn, ale też na pewno Dolina Godryka. Ogień nie był zwykłym ogniem. Nie udało się na razie odkryć żadnego wzoru podpaleń, może dlatego, że źródło pożarów mogło być różne. Niektóre budynki najwyraźniej wzięto celowo na obiekty ataku, trudno jednak stwierdzić coś więcej. Są podejrzenia, że użyto klątw i/lub pieczęci. Komunikacja jest utrudniona - wiele sów zginęło, przyczyny na razie nie są znane. W niektórych budynkach stały się dziwne rzeczy i to coś, co powinni zbadać klątwołamacze, może też ktoś znający się na runach. Thomas Figg otrzyma potem notatki do przepatrzenia. Ludzie skakali sobie do gardeł podczas pożarów - nie ma możliwości ustalenia w tej chwili, czy sadza w jakiś sposób wpływała na ich zachowanie, czy doszło do eskalacji nastrojów, Jonathan sugeruje, że zdawało się to nienaturalne. Na pewno dym wpłynął na niektórych zakonników: zdawało się im, że do nich mówi albo wywoływał w nich strach. Sugestia, aby historyk magii przeszukał archiwa za podobnymi przypadkami, które zapewne miały miejsce w mniejszym zakresie. Brenna ma także nazwisko, które mogą sprawdzić Brygadziści.
Na podstawie działań, jakie podejmowali Zakonnicy tej nocy sporządzona została lista budynków i osób, które udało się ocalić i tych przypadków, w których Zakon nie zdołał pomóc.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.