18.05.2025, 22:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2025, 21:53 przez Pandora Prewett.)
Ten drobny gest – uśmiech, rozbawienie, dźwięk krótkiego śmiechu sprawiły, że Pandora poczuła się lepiej. W całym tym chaosie, krzyku i nieszczęściu, potrzebowała bodźca, który tak uwielbiała. Ludzie byli najpiękniejsi, gdy się uśmiechali i w jakiś zaczarowany sposób, dodawało to sił. Pozwoliło brunetce zebrać się w sobie, odetchnąć głośniej i również lekko uśmiechną, przytakując, co zaraz zaowocowało krótkim atakiem kaszlu.
- No tak, miłą. Hmm.. Thomas wydaje mi się, że znamy się z Hogwartu, przynajmniej z widzenia, ale też z wykopalisk..? Nie brałeś udziału w projekcie Cathala? - przyglądała mu się uważnie, ale szczypanie w płucach i wszystkie te dźwięki dookoła sprawiały, że trudno było zebrać myśli.
Z ulgą przyjęła wiadomość, że z Brenną było dobrze jakiś czas temu, ale pozostawał Laurent i Hjalmar, z którymi nie miała jak się skontaktować i tylko potrzeba pomocy innym sprawiała, że nie ogarniała jej panika. Musiała skupić się na tym, co było teraz, sięgnęła więc do torby.
- Nigdy nie byłam mistrzynią praktycznej magii, zwłaszcza tej bojowej, ale umiem zrobić to i owo, więc dużo dla mnie znaczy, gdy tak mówisz i gdy może się to przydać, chociaż okoliczności są smutne. - wyjaśniła krótko, podążając spojrzeniem za świetlikiem. Otwierała usta, żeby kontynuować, ale jego później sprawiło, że jedynie przytaknęła, zaciskając w palcach koliberka. Z uwolnieniem ptaszka czekała, aż nadejdzie odpowiedni moment. Nie szli długo w milczeniu, znajome skrzyżowanie wyłoniło się z mroku przecinanego ostrym odcieniem pomarańczowego i szarością. Gęstą i duszącą.
- Nie wiem, czy będą dobrze działać w tej ilości dymu i jak zareagują na wysokie temperatury, ale spróbujmy. Potem będę wiedziała, co poprawić. - starała sie znaleźć coś pozytywnego w ewentualnej porażce, bo miała wrażenie, że tej nocy każdy tego potrzebował. Znów zapiekło ją w płucach przy głębszym oddechu, ale zignorowała to, skręcając w prawą stronę. Kilka metrów dalej zatrzymała się i kucnęła na chwilę, sięgając po różdżkę i chcąc uruchomić mechanizm, poprawiła małe skrzydełka. Jeśli by się udało, zwierzątko ruszyłoby we wskazane przez nich miejsce, szukając oznak ludzi, którzy mogliby potrzebować ich pomocy. - Przed nami dym jest mocniejszy. Może powinniśmy pomyśleć o zakryciu ust?
rzut na koliberka z WOS + + przewaga tworzenie mechanizmów
Na szczęście mechanizm nie zawiódł, pomimo trudnych warunków. W spojrzeniu Pandory zatańczyły iskierki dumy, bo ważne dla niej jest, aby na wynalazkach można było polega, gdy były najbardziej potrzebne, a magia mogła płatać figle. O to ostatnie wcale nie było trudno w tym pełnym chaosu i płomieni kotle. Zaklęcia wszelkiej maści - dobre i złe, uzdrawiające, zwykłe, transmutacyjne, pobiły chyba jakiś rekord rzucania w ostatnich kilku dekadach. Często ich błysk przecinał mrok, ale ginął w pomarańczowej łunie płomieni. Przesunęła wierzchem dłoni po czole, pozbywając się z niego kilku kropel potu, rozmazując sadzę, ale i przy okazji odklejając kosmyki włosów, które uciekły nieco z upięcia i się przykleiły.
- No tak, miłą. Hmm.. Thomas wydaje mi się, że znamy się z Hogwartu, przynajmniej z widzenia, ale też z wykopalisk..? Nie brałeś udziału w projekcie Cathala? - przyglądała mu się uważnie, ale szczypanie w płucach i wszystkie te dźwięki dookoła sprawiały, że trudno było zebrać myśli.
Z ulgą przyjęła wiadomość, że z Brenną było dobrze jakiś czas temu, ale pozostawał Laurent i Hjalmar, z którymi nie miała jak się skontaktować i tylko potrzeba pomocy innym sprawiała, że nie ogarniała jej panika. Musiała skupić się na tym, co było teraz, sięgnęła więc do torby.
- Nigdy nie byłam mistrzynią praktycznej magii, zwłaszcza tej bojowej, ale umiem zrobić to i owo, więc dużo dla mnie znaczy, gdy tak mówisz i gdy może się to przydać, chociaż okoliczności są smutne. - wyjaśniła krótko, podążając spojrzeniem za świetlikiem. Otwierała usta, żeby kontynuować, ale jego później sprawiło, że jedynie przytaknęła, zaciskając w palcach koliberka. Z uwolnieniem ptaszka czekała, aż nadejdzie odpowiedni moment. Nie szli długo w milczeniu, znajome skrzyżowanie wyłoniło się z mroku przecinanego ostrym odcieniem pomarańczowego i szarością. Gęstą i duszącą.
- Nie wiem, czy będą dobrze działać w tej ilości dymu i jak zareagują na wysokie temperatury, ale spróbujmy. Potem będę wiedziała, co poprawić. - starała sie znaleźć coś pozytywnego w ewentualnej porażce, bo miała wrażenie, że tej nocy każdy tego potrzebował. Znów zapiekło ją w płucach przy głębszym oddechu, ale zignorowała to, skręcając w prawą stronę. Kilka metrów dalej zatrzymała się i kucnęła na chwilę, sięgając po różdżkę i chcąc uruchomić mechanizm, poprawiła małe skrzydełka. Jeśli by się udało, zwierzątko ruszyłoby we wskazane przez nich miejsce, szukając oznak ludzi, którzy mogliby potrzebować ich pomocy. - Przed nami dym jest mocniejszy. Może powinniśmy pomyśleć o zakryciu ust?
rzut na koliberka z WOS + + przewaga tworzenie mechanizmów
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Na szczęście mechanizm nie zawiódł, pomimo trudnych warunków. W spojrzeniu Pandory zatańczyły iskierki dumy, bo ważne dla niej jest, aby na wynalazkach można było polega, gdy były najbardziej potrzebne, a magia mogła płatać figle. O to ostatnie wcale nie było trudno w tym pełnym chaosu i płomieni kotle. Zaklęcia wszelkiej maści - dobre i złe, uzdrawiające, zwykłe, transmutacyjne, pobiły chyba jakiś rekord rzucania w ostatnich kilku dekadach. Często ich błysk przecinał mrok, ale ginął w pomarańczowej łunie płomieni. Przesunęła wierzchem dłoni po czole, pozbywając się z niego kilku kropel potu, rozmazując sadzę, ale i przy okazji odklejając kosmyki włosów, które uciekły nieco z upięcia i się przykleiły.