18.05.2025, 22:23 ✶
Eden nie wiedziała, jak powinna się z tym wszystkim czuć. Wieczór w The Loft był… dziwnie przyjemny. Przepełniony śmiechem, muzyką, ciepłem obecności ludzi, których powinna unikać. Albo raczej - ludzi, od których miała trzymać się na dystans dla własnego dobra. Z każdą kolejną nutą jazzu i stuknięciem szkła, z każdym kolejnym obrotem na parkiecie, Eden coraz bardziej zapominała, jak bardzo powinna być ostrożna.
Zgubiła rachubę czasu. Alkohol rozluźnił mięśnie, muzyka zagłuszyła myśli. I kiedy wir tańca prawie przekonał ją, że wszystko może być prostsze, że może po prostu być tu i teraz - usłyszała krzyk.
Jej ciało zareagowało szybciej niż umysł. Najpierw spięcie karku, potem przyspieszony oddech. Jeszcze nie strach – to nie był ten rodzaj sytuacji. To było... zakłócenie rytmu. Jakby coś niewidzialnego drgnęło w przestrzeni. Spojrzała na Alastora. Znała go już na tyle, by rozpoznać tę zmianę: z tańczącego partnera w człowieka, który właśnie nasłuchuje. Wyczuwa. Przewiduje.
I wtedy poczuła to samo: niepokój.
Światło w barze nie zmieniło barwy, muzyka nadal grała, ludzie nadal się śmiali - a jednak coś się przesunęło. Jakby chłód z zewnątrz wślizgnął się przez szpary w drzwiach, jakby powietrze zgęstniało, dźwięki straciły ostrość. Chciała wierzyć, że śnieg we wrześniu to jedynie pijackie halucynacje, a może ktoś kołdrę w kamienicy obok w oknie wytrzepywał i z nieba pierz się sypał. Nie chciała w to wierzyć, bo po pierwsze do bezpodstawnej wiary zawsze było jej daleko, a po drugie nawet jeśli słyszała o nieoczekiwanych opadach śniegu jako zwiastunach końca świata, miało się to według tych szalonych przepowiedni wydarzyć w sierpniu.
Mieli wrzesień. Eden miała też przy okazji dość wrażeń.
Odwróciła się razem z Moodym w kierunku okien, głównie licząc, że nie dojrzy nic szczególnego i w zwyczajowym dla siebie znużeniu wyjaśni zebranym, że wszyscy są tu kolektywnie narąbani. Zmrużyła oczy, przyglądając się opadającym płatkom... no właśnie, czego? Czy to na pewno był śnieg?
Eden zacisnęła palce na dłoni Alastora, czując jak rzeczywistość przesuwa się o pół kroku. I choć mogłaby wmówić sobie, że to tylko pijacka halucynacja kogoś, kto wypił o dwa kufle za dużo… nie była już tą dziewczyną, która ignoruje przeczucia. Pociągnęła go za sobą, bliżej okien, nie mogąc oderwać wzroku od niecodziennych opadów atmosferycznych.
- Alek... - mruknęła, wyraźnie pogrążona jednocześnie w osłupieniu, jak i własnych myślach. - Czy to nie jest popiół? -
Zgubiła rachubę czasu. Alkohol rozluźnił mięśnie, muzyka zagłuszyła myśli. I kiedy wir tańca prawie przekonał ją, że wszystko może być prostsze, że może po prostu być tu i teraz - usłyszała krzyk.
Jej ciało zareagowało szybciej niż umysł. Najpierw spięcie karku, potem przyspieszony oddech. Jeszcze nie strach – to nie był ten rodzaj sytuacji. To było... zakłócenie rytmu. Jakby coś niewidzialnego drgnęło w przestrzeni. Spojrzała na Alastora. Znała go już na tyle, by rozpoznać tę zmianę: z tańczącego partnera w człowieka, który właśnie nasłuchuje. Wyczuwa. Przewiduje.
I wtedy poczuła to samo: niepokój.
Światło w barze nie zmieniło barwy, muzyka nadal grała, ludzie nadal się śmiali - a jednak coś się przesunęło. Jakby chłód z zewnątrz wślizgnął się przez szpary w drzwiach, jakby powietrze zgęstniało, dźwięki straciły ostrość. Chciała wierzyć, że śnieg we wrześniu to jedynie pijackie halucynacje, a może ktoś kołdrę w kamienicy obok w oknie wytrzepywał i z nieba pierz się sypał. Nie chciała w to wierzyć, bo po pierwsze do bezpodstawnej wiary zawsze było jej daleko, a po drugie nawet jeśli słyszała o nieoczekiwanych opadach śniegu jako zwiastunach końca świata, miało się to według tych szalonych przepowiedni wydarzyć w sierpniu.
Mieli wrzesień. Eden miała też przy okazji dość wrażeń.
Odwróciła się razem z Moodym w kierunku okien, głównie licząc, że nie dojrzy nic szczególnego i w zwyczajowym dla siebie znużeniu wyjaśni zebranym, że wszyscy są tu kolektywnie narąbani. Zmrużyła oczy, przyglądając się opadającym płatkom... no właśnie, czego? Czy to na pewno był śnieg?
Eden zacisnęła palce na dłoni Alastora, czując jak rzeczywistość przesuwa się o pół kroku. I choć mogłaby wmówić sobie, że to tylko pijacka halucynacja kogoś, kto wypił o dwa kufle za dużo… nie była już tą dziewczyną, która ignoruje przeczucia. Pociągnęła go za sobą, bliżej okien, nie mogąc oderwać wzroku od niecodziennych opadów atmosferycznych.
- Alek... - mruknęła, wyraźnie pogrążona jednocześnie w osłupieniu, jak i własnych myślach. - Czy to nie jest popiół? -
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~