19.05.2025, 00:35 ✶
Już od samego ranka Tessa czuła, że coś wisi w powietrzu. Nie chodziło o żadne strzelanie w kościach, dzięki któremu mogła przewidzieć, że dzisiaj będzie padać — choć dzisiaj zdecydowanie nie zapowiadało się na deszcz — a o coś bardziej podskórnego. Coś, co wykształca się po latach życia w ciągłym stanie czujności.
Nie zmieniało to jednak faktu, że musiała kontynuować swój dzień zgodnie z odgórnie ustanowioną przez siebie samą rutyną. Zjadła śniadanie, czytając przy okazji poranną gazetę wyrzuconą na jej ganek; wypiła herbatę i dopilnowała, aby Piernik umościł się bezpiecznie w swoim transporterze.
Musiała zabrać go dzisiaj ze sobą do antykwariatu, żeby po zamknięciu sklepu zaciągnąć go do weterynarza. Kocur miał już swoje lata i Tessa ostatnio zaczynała martwić się jego zdrowiem. Przezorny zawsze ubezpieczony, powtarzała sobie, poprawiając koc, na którym leżał Piernik.
Spojrzała po raz ostatni na siebie w lustrze zawieszonym w holu — poprawiła fryzurę i materiał śliwkowego żakietu. Uznała, że dzisiaj się przejdzie. Trzeba było jednak chociaż trochę rozruszać stare kości, a nawet pomimo okropnej pogody, która na powrót przejmowała całe Wyspy, zdecydowała cieszyć się nadchodzącym dniem.
— Millie! — krzyknęła, wyłaniając się nagle z zaplecza, gdzie pakowała do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Podeszła do niej szybkim krokiem i zaraz chwyciła ją za policzek, oglądając z każdej strony, a potem ułożyła dłonie na jej ramionach. — Wszystko w porządku? Właśnie miałam wychodzić.
Piernik zamiauczał głośno i żałośnie, ocierając się prędko o nogi Millie, a potem czmychnął z powrotem za ladę i prosto w stronę zaplecza.
Nie zmieniało to jednak faktu, że musiała kontynuować swój dzień zgodnie z odgórnie ustanowioną przez siebie samą rutyną. Zjadła śniadanie, czytając przy okazji poranną gazetę wyrzuconą na jej ganek; wypiła herbatę i dopilnowała, aby Piernik umościł się bezpiecznie w swoim transporterze.
Musiała zabrać go dzisiaj ze sobą do antykwariatu, żeby po zamknięciu sklepu zaciągnąć go do weterynarza. Kocur miał już swoje lata i Tessa ostatnio zaczynała martwić się jego zdrowiem. Przezorny zawsze ubezpieczony, powtarzała sobie, poprawiając koc, na którym leżał Piernik.
Spojrzała po raz ostatni na siebie w lustrze zawieszonym w holu — poprawiła fryzurę i materiał śliwkowego żakietu. Uznała, że dzisiaj się przejdzie. Trzeba było jednak chociaż trochę rozruszać stare kości, a nawet pomimo okropnej pogody, która na powrót przejmowała całe Wyspy, zdecydowała cieszyć się nadchodzącym dniem.
— Millie! — krzyknęła, wyłaniając się nagle z zaplecza, gdzie pakowała do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Podeszła do niej szybkim krokiem i zaraz chwyciła ją za policzek, oglądając z każdej strony, a potem ułożyła dłonie na jej ramionach. — Wszystko w porządku? Właśnie miałam wychodzić.
Piernik zamiauczał głośno i żałośnie, ocierając się prędko o nogi Millie, a potem czmychnął z powrotem za ladę i prosto w stronę zaplecza.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you