19.05.2025, 08:50 ✶
— Szybkie zwiewanie to podstawowa kompetencja fotografa, więc jak tylko widziałem jakieś dymy, to po prostu cyk, zdjęcie i biorę nogi za pas — wzruszył ramionami. — Przy rekrutacji powinni nam robić testy sprawnościowe i wybierać najszybszego z kandydatów.
Żarty były dla niego bardzo często odpowiedzią na stres. Wiedział, że ten zwyczaj mógł kiedyś być dla niego zgubny, bo ludzie zwykle nie przyjmowali żartów w złych sytuacjach tak dobrze jak Hannibal. Jednocześnie Henry wiedział od dziadków, że jego ojciec miał podobny problem: był koronerem i jego poczucie humoru bywało czarne jak dym obecnie zasnuwający niebo Londynu. Chłopak nie chciał zwalczać w sobie tego, co zbliżało go jakoś do taty, co pozwalało mu poczuć namiastkę tego, jak to było być naprawdę jego synem.
— Z drugiej strony takie zdjęcia potrafią mieć znaczenie historyczne. Mogłoby dementować jakieś durne teorie, które zapewne ją powstają — odsunął się o kilka kronów, uniósł aparat i spojrzał przez obiektyw na Hannibala. — Paradoksalnie płomienie zapewniają całkiem niezłe światło, wiesz? Możesz po prostu spojrzeć na te rozbite szyby. Na szczęście kamera zawsze cię kochała, więc nawet nie musisz pozować.
Henry cyknął szybkie zdjęcie i spojrzał w ekranik na swoje dzieło. Może proporcje nie były idealne, ale światło padło na Hannibala w nadzwyczaj sprzyjający sposób. Rozdarta koszula jeszcze bardziej przekonywała o tym, że ta noc była w każdym sensie destrukcyjna. Było w tym zdjęciu coś... prawdziwego. Nieczęsto Henry był tak zadowolony z fotografii. Jedynym elementem, który odrobinę przeszkadzał, były sylwetki majaczące na drugim planie. Lockhart przyjrzał się im bliżej.
— Han, mamy problem! — powiedział już bez żartów. Podszedł z powrotem do kolegi i pokazał mu palcem drugi plan zdjęcia. Widać było scenę dość jednoznaczną. Jakiś facet, ciągnął za ubrania spanikowaną kobietę. Nikt za nimi nie szedł, nikt im nie pomagał. — Musimy coś zrobić. Nie możemy jej z nim tam zostawić!
Żarty były dla niego bardzo często odpowiedzią na stres. Wiedział, że ten zwyczaj mógł kiedyś być dla niego zgubny, bo ludzie zwykle nie przyjmowali żartów w złych sytuacjach tak dobrze jak Hannibal. Jednocześnie Henry wiedział od dziadków, że jego ojciec miał podobny problem: był koronerem i jego poczucie humoru bywało czarne jak dym obecnie zasnuwający niebo Londynu. Chłopak nie chciał zwalczać w sobie tego, co zbliżało go jakoś do taty, co pozwalało mu poczuć namiastkę tego, jak to było być naprawdę jego synem.
— Z drugiej strony takie zdjęcia potrafią mieć znaczenie historyczne. Mogłoby dementować jakieś durne teorie, które zapewne ją powstają — odsunął się o kilka kronów, uniósł aparat i spojrzał przez obiektyw na Hannibala. — Paradoksalnie płomienie zapewniają całkiem niezłe światło, wiesz? Możesz po prostu spojrzeć na te rozbite szyby. Na szczęście kamera zawsze cię kochała, więc nawet nie musisz pozować.
Henry cyknął szybkie zdjęcie i spojrzał w ekranik na swoje dzieło. Może proporcje nie były idealne, ale światło padło na Hannibala w nadzwyczaj sprzyjający sposób. Rozdarta koszula jeszcze bardziej przekonywała o tym, że ta noc była w każdym sensie destrukcyjna. Było w tym zdjęciu coś... prawdziwego. Nieczęsto Henry był tak zadowolony z fotografii. Jedynym elementem, który odrobinę przeszkadzał, były sylwetki majaczące na drugim planie. Lockhart przyjrzał się im bliżej.
— Han, mamy problem! — powiedział już bez żartów. Podszedł z powrotem do kolegi i pokazał mu palcem drugi plan zdjęcia. Widać było scenę dość jednoznaczną. Jakiś facet, ciągnął za ubrania spanikowaną kobietę. Nikt za nimi nie szedł, nikt im nie pomagał. — Musimy coś zrobić. Nie możemy jej z nim tam zostawić!
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.