19.05.2025, 14:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2025, 21:52 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal, zawsze gotów na paparazzich, pozwolił się sfotografować, słuchając słowotoku fotografa i dopiero, gdy zdjęcie zostało zrobione, spojrzał prosto w obiektyw, jakby zaskoczony. Powstrzymał rozbawienie, póki Henry nie opuścił aparatu i dopiero wtedy pozwolił sobie na uśmiech.
- Myślisz, że do twarzy mi w czerwonym? - rzucił kokieteryjnie, zanim zdążył się powstrzymać. Jego humor szybko uleciał na widok zaalarmowanej miny Lockharta.
Spojrzał przez ramię w poszukiwaniu sceny rozgrywającej się za jego plecami, ale szamocząca się para była już kilka metrów dalej, kobieta wczepiła się w latarnię a napastnik usiłował oderwać ją siłą.
- O kurwa…- wymamrotał, czując rodzący się w nim gniew.
Nigdy nie uważał się za bohatera, ale… lata temu, w Hogwarcie, był świadkiem tego, jak kilku starszych uczniów gnębiło okularnika z pierwszego roku. Wszyscy obecni odwracali wzrok nie chcąc stać się następnymi ofiarami. Hannibal był wówczas częścią tego obojętnego tłumu, bał się wyłamać, bał się zrobić to, co należało, pozostał bezpieczny… ale niesmak do samego siebie i poczucie wstydu towarzyszyły mu potem przez długie tygodnie.
Teraz w ułamku sekundy stanęła mu w pamięci ta scena i przez chwilę znowu był tamtym dzieciakiem, zadowolonym, że to nie on znalazł się na celowniku okolicznych zbirów… tylko, że nie. Był dorosły i - przynajmniej chwilowo - nie sam. Wdech, wydech. Decyzja przyszła momentalnie. W tej historii nie bedzie statystą.
Na sekundę wbił wzrok w twarz Henry'ego i ledwo dostrzegalnie kiwnął głową.
- Idziemy - mruknął do kolegi i ruszył przodem. Po drodze upewnił się, że różdżka jest łatwo dostępna w kieszeni i ocenił swoje szanse. Mężczyzna nie był wyższy od niego, może masywniejszy, ale jakieś dwadzieścia lat starszy i z pewnością mniej sprawny, zwykły “porządny obywatel”, który prawdopodobnie zwietrzył okazję do spełnienia swoich skrytych fantazji. Żałosny.
Teraz, kiedy podszedł bliżej, Hannibal usłyszał wyzwiska i groźby, jakie miotał pod adresem swojej ofiary. Obrzydliwe. Okrążył szarpiącą się parę tak, żeby znaleźli się między nim a Henrym.
Proszę, ty gnoju, tylko nie bądź agresywny…
Oparł się jedną ręką nonszalancko o latarnię, tuż obok kobiety, której twarz stała się maska przerażenia. Drugą dłoń położył na różdżce.
- Co, przystojniaku, koleżanka nie zainteresowana? Może gdyby twojego ptaszka było widać spod daszka, to byś miał większe szanse… - ostentacyjnie zmierzył wzrokiem zaokrąglony brzuch faceta i uniósł brwi w swoim najbardziej wkurzającym wyrazie drwiny. Napotkał pełen niedowierzania wzrok dwóch par oczu. Napastnik i ofiara zamarli na sekundę, prawdopodobnie próbując przetrawić to, co właśnie usłyszeli.
Serio, Selwyn? To jest twój tekst na podryw? - w duchu przewrócił oczami, pozornie nie wychodząc z roli, ale żegnając się pomału z nadzieją uniknięcia walki.
Odgrywam: Kokieteria, Poziom spaczenia I (ratujemy ofiarę przemocy), yy, Występy?...
- Myślisz, że do twarzy mi w czerwonym? - rzucił kokieteryjnie, zanim zdążył się powstrzymać. Jego humor szybko uleciał na widok zaalarmowanej miny Lockharta.
Spojrzał przez ramię w poszukiwaniu sceny rozgrywającej się za jego plecami, ale szamocząca się para była już kilka metrów dalej, kobieta wczepiła się w latarnię a napastnik usiłował oderwać ją siłą.
- O kurwa…- wymamrotał, czując rodzący się w nim gniew.
Nigdy nie uważał się za bohatera, ale… lata temu, w Hogwarcie, był świadkiem tego, jak kilku starszych uczniów gnębiło okularnika z pierwszego roku. Wszyscy obecni odwracali wzrok nie chcąc stać się następnymi ofiarami. Hannibal był wówczas częścią tego obojętnego tłumu, bał się wyłamać, bał się zrobić to, co należało, pozostał bezpieczny… ale niesmak do samego siebie i poczucie wstydu towarzyszyły mu potem przez długie tygodnie.
Teraz w ułamku sekundy stanęła mu w pamięci ta scena i przez chwilę znowu był tamtym dzieciakiem, zadowolonym, że to nie on znalazł się na celowniku okolicznych zbirów… tylko, że nie. Był dorosły i - przynajmniej chwilowo - nie sam. Wdech, wydech. Decyzja przyszła momentalnie. W tej historii nie bedzie statystą.
Na sekundę wbił wzrok w twarz Henry'ego i ledwo dostrzegalnie kiwnął głową.
- Idziemy - mruknął do kolegi i ruszył przodem. Po drodze upewnił się, że różdżka jest łatwo dostępna w kieszeni i ocenił swoje szanse. Mężczyzna nie był wyższy od niego, może masywniejszy, ale jakieś dwadzieścia lat starszy i z pewnością mniej sprawny, zwykły “porządny obywatel”, który prawdopodobnie zwietrzył okazję do spełnienia swoich skrytych fantazji. Żałosny.
Teraz, kiedy podszedł bliżej, Hannibal usłyszał wyzwiska i groźby, jakie miotał pod adresem swojej ofiary. Obrzydliwe. Okrążył szarpiącą się parę tak, żeby znaleźli się między nim a Henrym.
Proszę, ty gnoju, tylko nie bądź agresywny…
Oparł się jedną ręką nonszalancko o latarnię, tuż obok kobiety, której twarz stała się maska przerażenia. Drugą dłoń położył na różdżce.
- Co, przystojniaku, koleżanka nie zainteresowana? Może gdyby twojego ptaszka było widać spod daszka, to byś miał większe szanse… - ostentacyjnie zmierzył wzrokiem zaokrąglony brzuch faceta i uniósł brwi w swoim najbardziej wkurzającym wyrazie drwiny. Napotkał pełen niedowierzania wzrok dwóch par oczu. Napastnik i ofiara zamarli na sekundę, prawdopodobnie próbując przetrawić to, co właśnie usłyszeli.
Serio, Selwyn? To jest twój tekst na podryw? - w duchu przewrócił oczami, pozornie nie wychodząc z roli, ale żegnając się pomału z nadzieją uniknięcia walki.
Odgrywam: Kokieteria, Poziom spaczenia I (ratujemy ofiarę przemocy), yy, Występy?...