19.05.2025, 18:08 ✶
Atakujący był zapewne gościem, który nadmiernie podniecił się wszechobecną przemocą i postanowił pokazać, jakim jest mężczyzną alfa. Piwny brzuch, spocone czoło i rozbiegane spojrzenie świadczyły o tym, że ostatnie kilka lat musiał przesiedzieć w jakiejś zatęchłej piwnicy, a jedyną kobietą, z którą kiedykolwiek rozmawiał, była jego matka. Wykrzykiwał do dziewczyny frazesy z porozwieszanych gdzieniegdzie plakatów. Dostaniesz za swoje, szlamo. Wasze rządy się właśnie kończą. Tak, jakby osoby bez czystego statusu krwi były jakkolwiek uprzywilejowane. Henry wielokrotnie słyszał docinki na swój własny temat, niektórzy czystokrwiści nazywali go brudnokrwistym bękartem (widocznie nie uznawali ważności ślubów między czarodziejami i mugolami).
Rzadko używał sztuk walki poza kontekstem czysto sportowym. W świecie czarodziejów zdawały się one poniekąd niedoceniane. Wszystko chciano załatwić magią, a czasem porządny cios potrafił równie dobrze załatwić takiego typa. Szczególnie, gdy był niespodziewany.
Gdy Hannibal podszedł do nieznajomego, Henry wiedział, co robić. Czuł własne bijące w piersi serce i wściekłość związaną z tym, że gnidy takiego pokroju po prostu sobie bezkarnie chodziły po Pokątnej. Ludzie mieli dostatecznie przejebane, a osoby z mugolskich rodzin chyba najbardziej. Ten facet natomiast wykorzystywał tę sytuację, by się dowartościować, pokazać, że trzeba się z nim liczyć. Oczywiście chodziło o wyżycie swoich nędznych frustracji, może kompleksów. Dziewczyna trzymała się kurczowo latarni, walczyła jak mogła, ale była raczej drobna.
— Co do...? — atakujący skupił spojrzenie na Hannibalu. Henry podszedł bliżej. Wyprostował i ścisnął dłoń, przygotowując się do tego, co zaraz miało się stać. — Spierdalaj, ty pe... — nie skończył, bo Lockhart złapał go za kołnierz i odrzucił od dziewczyny.
Mężczyzna upadł na ziemię i spojrzał na Henry'ego z nienawiścią. Chłopak mógł przysiąc, że skądś tego typa kojarzył. Czyżby jakieś stanowisko w Ministerstwie? A może w którejś z gazet? Nie było czasu, by o tym myśleć. Facet podniósł się na łokciach, zaczął grzebać w kieszeni i zaraz wyjął z kieszeni różdżkę. Henry był na to gotowy. Niby nie można było kopać leżącego, ale jak ten wyciągał broń... Dlatego chłopak zamachnął się nogą i wykopnął różdżkę z dłoni faceta. Dopadł po nią zanim gość zdążył się po nią doczołgać i rzucił ją Hannibalowi.
Spojrzał na typa z góry i powalił go znowu do pozycji leżącej, tym razem kopnięciem w brzuch. Potem przydeptał mu rękę, by ten nie wstawał.
— Zaraz, czekaj. Ty jesteś z redakcji Złotego Znicza, nie? — nareszcie rozpoznał typa, choć za cholerę nie mógł przypomnieć sobie nazwiska. — Ciekawe, czy wiedzą tam, że ich koleżka z roboty jest w sekrecie jebanym zwyrolem? Han, myślę, że naszym obywatelskim obowiązkiem jest uświadomić ich o tym fakcie, nie sądzisz? Przytrzymasz go dla mnie?
Uniósł aparat fotograficzny, a gość chyba dopiero poważnie się przestraszył.
— Nie, błagam... Dogadajmy się... — zaczął jęczeć, a Henry skrzywił się z niesmakiem. Przycisnął but mocniej do ręki agresora. Normalnie być może poczułby lekkie wyrzuty sumienia za to ciche chrupnięcie kości, ale to nie był taki moment. Był wściekły, chciał, by gość został porządnie ukarany i zapamiętał sobie, by trzymać łapy z dala od tamtej dziewczyny i każdej innej kobiety.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzadko używał sztuk walki poza kontekstem czysto sportowym. W świecie czarodziejów zdawały się one poniekąd niedoceniane. Wszystko chciano załatwić magią, a czasem porządny cios potrafił równie dobrze załatwić takiego typa. Szczególnie, gdy był niespodziewany.
Gdy Hannibal podszedł do nieznajomego, Henry wiedział, co robić. Czuł własne bijące w piersi serce i wściekłość związaną z tym, że gnidy takiego pokroju po prostu sobie bezkarnie chodziły po Pokątnej. Ludzie mieli dostatecznie przejebane, a osoby z mugolskich rodzin chyba najbardziej. Ten facet natomiast wykorzystywał tę sytuację, by się dowartościować, pokazać, że trzeba się z nim liczyć. Oczywiście chodziło o wyżycie swoich nędznych frustracji, może kompleksów. Dziewczyna trzymała się kurczowo latarni, walczyła jak mogła, ale była raczej drobna.
— Co do...? — atakujący skupił spojrzenie na Hannibalu. Henry podszedł bliżej. Wyprostował i ścisnął dłoń, przygotowując się do tego, co zaraz miało się stać. — Spierdalaj, ty pe... — nie skończył, bo Lockhart złapał go za kołnierz i odrzucił od dziewczyny.
Mężczyzna upadł na ziemię i spojrzał na Henry'ego z nienawiścią. Chłopak mógł przysiąc, że skądś tego typa kojarzył. Czyżby jakieś stanowisko w Ministerstwie? A może w którejś z gazet? Nie było czasu, by o tym myśleć. Facet podniósł się na łokciach, zaczął grzebać w kieszeni i zaraz wyjął z kieszeni różdżkę. Henry był na to gotowy. Niby nie można było kopać leżącego, ale jak ten wyciągał broń... Dlatego chłopak zamachnął się nogą i wykopnął różdżkę z dłoni faceta. Dopadł po nią zanim gość zdążył się po nią doczołgać i rzucił ją Hannibalowi.
Spojrzał na typa z góry i powalił go znowu do pozycji leżącej, tym razem kopnięciem w brzuch. Potem przydeptał mu rękę, by ten nie wstawał.
— Zaraz, czekaj. Ty jesteś z redakcji Złotego Znicza, nie? — nareszcie rozpoznał typa, choć za cholerę nie mógł przypomnieć sobie nazwiska. — Ciekawe, czy wiedzą tam, że ich koleżka z roboty jest w sekrecie jebanym zwyrolem? Han, myślę, że naszym obywatelskim obowiązkiem jest uświadomić ich o tym fakcie, nie sądzisz? Przytrzymasz go dla mnie?
Uniósł aparat fotograficzny, a gość chyba dopiero poważnie się przestraszył.
— Nie, błagam... Dogadajmy się... — zaczął jęczeć, a Henry skrzywił się z niesmakiem. Przycisnął but mocniej do ręki agresora. Normalnie być może poczułby lekkie wyrzuty sumienia za to ciche chrupnięcie kości, ale to nie był taki moment. Był wściekły, chciał, by gość został porządnie ukarany i zapamiętał sobie, by trzymać łapy z dala od tamtej dziewczyny i każdej innej kobiety.
Używam przewagi: Walka wręcz.