20.05.2025, 20:15 ✶
Wywrócił oczami.
– Tylko tych, którzy jakkolwiek podążają za nim – powiedział, jakoś wciąż nie mogąc wypowiedzieć na głos imienia tego który siał ten cały zamęt. Skrzywił się. – No i kilku innych, którzy mnie osobiście zirytowali. I hipokrytów. I tych którzy oszukują w pokera. – Bo w pokera oszukiwać mógł tylko on i czasem jego bliscy.
Zamilkł i przyjrzał jej się na chwilę z uwagą. Zastanawiał się, czy to przypadkiem ta ona, z którą spotykał się jej brat nie była cały czas tym tajemniczym współlokatorem, o którym kiedyś mu wspominała, ale przecież obiecał jej kiedyś, że nie będzie więcej o niego pytać.
– Żadne z tych życzeń nie jest samolubne – stwierdził po chwili namysłu. – Też bym chciał, aby moje rodzeństwo było szczęśliwe. Myślę… Może czasem rzeczywiście jest lepiej poprosić o coś mniejszego, co naprawdę wpłynie na twoje życie, niż nastawiać się na wielkie, idealistyczne życzenia, które pewnie ujawniłyby jedynie kolejne problemy. – A może jednak nie wiedział, czego sam by sobie życzył i tak tylko gadał?
Na jej pytanie prychnął jedynie, zerkając na staw, po czym bardzo szybko powrócił spojrzeniem do przyjaciółki, gdy zorientował się, że przygląda mu się uważnie i chyba oczekiwała poważnej odpowiedzi.
– Tak, dobrze zakładasz. – Czy nie powinien się obrazić, że w ogóle go o to pytała? Wziął głęboki wdech. Może gdyby nie wyraz twarzy przyjaciółki powiedziałby coś w stylu Millie kurwa serio?, ale... Ale postawił jednak na poważniejszą odpowiedź – Miles ja… Nie zostałem uzdrowicielem, aby pomagać tylko niektórym, a innych skazywać na śmierć. Wolałbym też nie leczyć klątw nałożonych na niewinnych ludzi, jedynie przez ich pochodzenie. Poza tym… – Zawahał się. Nie mógł jej powiedzieć o prawdziwym statusie krwi brata. Nie dlatego, że jej nie ufał, ale dlatego, że to nie był jego sekret do wyjawiania. To w ogóle nie byl sekret do wyjawiania. – Moja siostra pracuje u mugoli i jest według niektórych zdecydowanie za bardzo otwarta na ich świat. Czasem mam też wrażenie, że mój brat natomiast najchętniej biegałby po Pokątnej z równościowymi hasłami tuż przed nosem takich Mulciberów. Hm… Albo oboje najchętniej by latali. – Pokręcił nieco głową na myśl o tych wszystkich cegłach, które mogłyby ich trafić. – Wiem, że… Moja rodzina ma hm… Pewną reputację, ale chodzi mi o to, że w życiu nie miałbym powodów, aby podpisać się pod chociaż jednym pomysłem Śmierciożerców.
– Tylko tych, którzy jakkolwiek podążają za nim – powiedział, jakoś wciąż nie mogąc wypowiedzieć na głos imienia tego który siał ten cały zamęt. Skrzywił się. – No i kilku innych, którzy mnie osobiście zirytowali. I hipokrytów. I tych którzy oszukują w pokera. – Bo w pokera oszukiwać mógł tylko on i czasem jego bliscy.
Zamilkł i przyjrzał jej się na chwilę z uwagą. Zastanawiał się, czy to przypadkiem ta ona, z którą spotykał się jej brat nie była cały czas tym tajemniczym współlokatorem, o którym kiedyś mu wspominała, ale przecież obiecał jej kiedyś, że nie będzie więcej o niego pytać.
– Żadne z tych życzeń nie jest samolubne – stwierdził po chwili namysłu. – Też bym chciał, aby moje rodzeństwo było szczęśliwe. Myślę… Może czasem rzeczywiście jest lepiej poprosić o coś mniejszego, co naprawdę wpłynie na twoje życie, niż nastawiać się na wielkie, idealistyczne życzenia, które pewnie ujawniłyby jedynie kolejne problemy. – A może jednak nie wiedział, czego sam by sobie życzył i tak tylko gadał?
Na jej pytanie prychnął jedynie, zerkając na staw, po czym bardzo szybko powrócił spojrzeniem do przyjaciółki, gdy zorientował się, że przygląda mu się uważnie i chyba oczekiwała poważnej odpowiedzi.
– Tak, dobrze zakładasz. – Czy nie powinien się obrazić, że w ogóle go o to pytała? Wziął głęboki wdech. Może gdyby nie wyraz twarzy przyjaciółki powiedziałby coś w stylu Millie kurwa serio?, ale... Ale postawił jednak na poważniejszą odpowiedź – Miles ja… Nie zostałem uzdrowicielem, aby pomagać tylko niektórym, a innych skazywać na śmierć. Wolałbym też nie leczyć klątw nałożonych na niewinnych ludzi, jedynie przez ich pochodzenie. Poza tym… – Zawahał się. Nie mógł jej powiedzieć o prawdziwym statusie krwi brata. Nie dlatego, że jej nie ufał, ale dlatego, że to nie był jego sekret do wyjawiania. To w ogóle nie byl sekret do wyjawiania. – Moja siostra pracuje u mugoli i jest według niektórych zdecydowanie za bardzo otwarta na ich świat. Czasem mam też wrażenie, że mój brat natomiast najchętniej biegałby po Pokątnej z równościowymi hasłami tuż przed nosem takich Mulciberów. Hm… Albo oboje najchętniej by latali. – Pokręcił nieco głową na myśl o tych wszystkich cegłach, które mogłyby ich trafić. – Wiem, że… Moja rodzina ma hm… Pewną reputację, ale chodzi mi o to, że w życiu nie miałbym powodów, aby podpisać się pod chociaż jednym pomysłem Śmierciożerców.