21.05.2025, 20:17 ✶
Julek za dużo się śmierci naoglądał, a jak już się człowiek naoglądał wszystkiego co złe, to potem tym bardziej doceniało się powrót wieczorem do ludzi, którzy nie pytali o akta sprawy. Tylko o to, czy kupiłeś mleko.
— Ejże, oficjalnie to jestem na służbie — odpowiedział. — Także to nie alkohol, a zabezpieczony dowód w sprawie o przemyt z Walii. Niezbędne czynności dochodzeniowe, Lockhart. Procedury — uniósł kufel i powąchał zawartość. — Podejrzanie pachnie jęczmieniem, ale nie takie rzeczy się już w tej robocie widywało.
Zaczęło się od tego, że pewnego dnia zjawił się u niego świeżak, pachnący teorią i podejrzanie wygładzony jak na kogoś, kto miał obcować ze śmiercią. Śmierć szybko mu się jednak odwdzięczyła — rutynowo i codziennie.
W pracy, oczywiście.
Potem przyszło życie. Paul zakochał się, ożenił, został ojcem. Auror, który wtedy słyszał słowa tata na nowo, obserwował go ukradkiem. Wysłuchiwał opowieści o tym, jak Henry zbił słoik na ogórki, jak Christie mówiła o tym, że nie wolno czytać synowi Lovecrafta i nagle wszystko jakoś zaczęło się sklejać. Lockhart początkowo był dla niego tylko śmieszkiem ze szkoły, następnie śmieszkiem z kostnicy, potem partnerem w sprawach, których nie chciał raczej pamiętać, a obecnie był człowiekiem, przy którym jego własne ojcostwo miało sens.
Ale ten czas leci, pomyślał, bo jednego dnia bywa się samotnym gówniarzem z różdżką, a drugiego ma się dzieci i trzy różne typy bałaganu w domu. Alice była w takim wieku, w którym dziecięca pewność mieszała się z pierwszymi błyskami niezależności. Najmłodsza… Cóż, nowy, mały model Bletchley miał już trzy lata. Poza tym nie wiedział, czy był dobrym ojcem. Nie był pewny, czy ktokolwiek kiedykolwiek naprawdę wiedział. Czasem żartował, że trochę mu się tych dzieci nazbierało, ale Julian Papito najwyraźniej kolekcjonował powody, żeby się nie poddawać.
— Za to, że jeszcze się trzymamy i że żadnemu z nas nie przyszło do głowy czytać dzieciom Lovecrafta. Znaczy… Oprócz ciebie. Tyś zawsze był trochę dziwny z tym swoim poczuciem humoru — na twarz mężczyzny wpłynął równie szczery uśmiech. — Spakowani?
— Ejże, oficjalnie to jestem na służbie — odpowiedział. — Także to nie alkohol, a zabezpieczony dowód w sprawie o przemyt z Walii. Niezbędne czynności dochodzeniowe, Lockhart. Procedury — uniósł kufel i powąchał zawartość. — Podejrzanie pachnie jęczmieniem, ale nie takie rzeczy się już w tej robocie widywało.
Zaczęło się od tego, że pewnego dnia zjawił się u niego świeżak, pachnący teorią i podejrzanie wygładzony jak na kogoś, kto miał obcować ze śmiercią. Śmierć szybko mu się jednak odwdzięczyła — rutynowo i codziennie.
W pracy, oczywiście.
Potem przyszło życie. Paul zakochał się, ożenił, został ojcem. Auror, który wtedy słyszał słowa tata na nowo, obserwował go ukradkiem. Wysłuchiwał opowieści o tym, jak Henry zbił słoik na ogórki, jak Christie mówiła o tym, że nie wolno czytać synowi Lovecrafta i nagle wszystko jakoś zaczęło się sklejać. Lockhart początkowo był dla niego tylko śmieszkiem ze szkoły, następnie śmieszkiem z kostnicy, potem partnerem w sprawach, których nie chciał raczej pamiętać, a obecnie był człowiekiem, przy którym jego własne ojcostwo miało sens.
Ale ten czas leci, pomyślał, bo jednego dnia bywa się samotnym gówniarzem z różdżką, a drugiego ma się dzieci i trzy różne typy bałaganu w domu. Alice była w takim wieku, w którym dziecięca pewność mieszała się z pierwszymi błyskami niezależności. Najmłodsza… Cóż, nowy, mały model Bletchley miał już trzy lata. Poza tym nie wiedział, czy był dobrym ojcem. Nie był pewny, czy ktokolwiek kiedykolwiek naprawdę wiedział. Czasem żartował, że trochę mu się tych dzieci nazbierało, ale Julian Papito najwyraźniej kolekcjonował powody, żeby się nie poddawać.
— Za to, że jeszcze się trzymamy i że żadnemu z nas nie przyszło do głowy czytać dzieciom Lovecrafta. Znaczy… Oprócz ciebie. Tyś zawsze był trochę dziwny z tym swoim poczuciem humoru — na twarz mężczyzny wpłynął równie szczery uśmiech. — Spakowani?