21.05.2025, 20:58 ✶
Gdyby wizje ratowały świat, nie musiałby nosić munduru aurora. Było na nie za późno. Londyn już płonął. Ciepło jego czoła uderzyło w jego jak skowyt w zaciśniętym gardle. Dłoń na karku paliła nie od farby, a od ciężaru złożonego ślubowania. Julian przyjął to wszystko, pozwolił na ten gest, nie reagując gniewem ani chłodem, mimo że miał ku temu setki powodów zapisanych w aktach, wspomnieniach i starych bliznach. W oczach Anthony’ego widział to samo, co nosił w sobie od tygodni — zwiastun końca.
— A kiedy popiół opadnie, nie przynoś mi niczego — odsunął się powoli, zostawiając na skórze młodszego mężczyzny ślad potu i pyłu. Potem obserwował, jak pobiegł ku ogniowi, Panu Czasu, przeznaczeniu, które wypluło ich obu na sam środek tej przeklętej wojny i chociaż własne serce aurora rwało się za własnymi dziećmi, żoną, nie mógł nie widzieć w Anthony’m czegoś więcej. Odartego z maski idealisty już dawno, zbyt ludzkiego aby grać rolę wyroczni. Zbyt poranionego, żeby nie kochać bez granic.
Bletchley otarł zmęczony kark, zostawiając smugę farby. Karminowa pieczęć naznaczyła ich obu w sposób nieodwracalny. Z kolei na słowa ,,znajdziesz ją, jak ja znalazłem jego’’ ulotnił się gniew na rzecz bliżej nieokreślonej wyrozumiałości i ulotnej czułości.
— Pieprzyć bogów. Niech to ja im sprzyjam — mruknął. Jeszcze przez moment spoglądał na Shafiqa. Miał w oczach resztki ognia, które żarzyły się za plecami Anthony’ego naznaczonego krwią, farba i przysięgą, której nigdy nie powinien składać. Nie jemu.
— A kiedy popiół opadnie, nie przynoś mi niczego — odsunął się powoli, zostawiając na skórze młodszego mężczyzny ślad potu i pyłu. Potem obserwował, jak pobiegł ku ogniowi, Panu Czasu, przeznaczeniu, które wypluło ich obu na sam środek tej przeklętej wojny i chociaż własne serce aurora rwało się za własnymi dziećmi, żoną, nie mógł nie widzieć w Anthony’m czegoś więcej. Odartego z maski idealisty już dawno, zbyt ludzkiego aby grać rolę wyroczni. Zbyt poranionego, żeby nie kochać bez granic.
Bletchley otarł zmęczony kark, zostawiając smugę farby. Karminowa pieczęć naznaczyła ich obu w sposób nieodwracalny. Z kolei na słowa ,,znajdziesz ją, jak ja znalazłem jego’’ ulotnił się gniew na rzecz bliżej nieokreślonej wyrozumiałości i ulotnej czułości.
— Pieprzyć bogów. Niech to ja im sprzyjam — mruknął. Jeszcze przez moment spoglądał na Shafiqa. Miał w oczach resztki ognia, które żarzyły się za plecami Anthony’ego naznaczonego krwią, farba i przysięgą, której nigdy nie powinien składać. Nie jemu.
Koniec sesji