22.05.2025, 15:13 ✶
Nie odpowiedział od razu, próbując zrozumieć co miała na myśli.
– Nie latałbym po ulicach, bo pewnego dnia obudziłbym się z myślą, że pora na trochę miłości dla Londynu I najlepiej będzie obrzucić Pokątnej laurkami z napisem Kochajmy się wszyscy – odezwał się po chwili, rozważając to co chciał powiedzieć dalej. – Ale podpisać się pod czymś? Pomóc w jakiś logiczny sposób? Wskaż mi kto jest problemem, a zadbam o to, aby opuścił kasyno bez żadnego majątku – Niby tego ostatniego zdania nie powiedział do końca poważnie, a jednak...
Jednak byłby w stanie to zrobić. Ktoś taki jak Śmierciożerca na pewno dałby się oszukać w grze w pokera, skoro oszukiwał się, że to co robi ma sens.
Myślał, że na tym skończą tę dyskusję, albo Millie po prostu pociągnie ten temat dalej w jakiś bardzo teoretyczny sposób, ale... Ale nie. To się absolutnie nie stało. Zamiast tego... Zamiast tego czoło Prewetta stawało się coraz to bardziej zmarszczone, gdy coraz bardziej docierało do niego to co Millie właśnie mu proponowała.
Klub przyjaciół...
Po godzinach...
Czasem poskładać bez zbędnych pytań, bo niektórzy zaczynali się bać przychodzenia do szpitala, bo był stres kto jest po drugiej stronie.
Klub przyjaciół.
Po godzinach.
To było ich miejsce.
Tajny klub przyjaciół po godzinach. Do walki z nimi.
Nawet Brennie...
Dlatego, że Brenna też tam była, czy że sama o niczym nie wiedziała? Kto co wiedział? Od jak dawna? Jak bardzo niebezpiecznie...
– Millie kurwa mać – powiedział, przejeżdżając sobie dłonią po twarzy. Nie na jej propozycję. Przecież oczywiście, że się na nią zamierzał zgodzić, ale do jasnej cholery. Ilu jego bliskich mogło w tym siedzieć? Jego przyjaciół? Jak duże ryzyko mogli ponosić? – W co ty się wpakowałaś?
Wycelował w nią spojrzenie, ale nie było w nim grama oskarżeń, a zamiast tego... Zmartwienie.
– Nie latałbym po ulicach, bo pewnego dnia obudziłbym się z myślą, że pora na trochę miłości dla Londynu I najlepiej będzie obrzucić Pokątnej laurkami z napisem Kochajmy się wszyscy – odezwał się po chwili, rozważając to co chciał powiedzieć dalej. – Ale podpisać się pod czymś? Pomóc w jakiś logiczny sposób? Wskaż mi kto jest problemem, a zadbam o to, aby opuścił kasyno bez żadnego majątku – Niby tego ostatniego zdania nie powiedział do końca poważnie, a jednak...
Jednak byłby w stanie to zrobić. Ktoś taki jak Śmierciożerca na pewno dałby się oszukać w grze w pokera, skoro oszukiwał się, że to co robi ma sens.
Myślał, że na tym skończą tę dyskusję, albo Millie po prostu pociągnie ten temat dalej w jakiś bardzo teoretyczny sposób, ale... Ale nie. To się absolutnie nie stało. Zamiast tego... Zamiast tego czoło Prewetta stawało się coraz to bardziej zmarszczone, gdy coraz bardziej docierało do niego to co Millie właśnie mu proponowała.
Klub przyjaciół...
Po godzinach...
Czasem poskładać bez zbędnych pytań, bo niektórzy zaczynali się bać przychodzenia do szpitala, bo był stres kto jest po drugiej stronie.
Klub przyjaciół.
Po godzinach.
To było ich miejsce.
Tajny klub przyjaciół po godzinach. Do walki z nimi.
Nawet Brennie...
Dlatego, że Brenna też tam była, czy że sama o niczym nie wiedziała? Kto co wiedział? Od jak dawna? Jak bardzo niebezpiecznie...
– Millie kurwa mać – powiedział, przejeżdżając sobie dłonią po twarzy. Nie na jej propozycję. Przecież oczywiście, że się na nią zamierzał zgodzić, ale do jasnej cholery. Ilu jego bliskich mogło w tym siedzieć? Jego przyjaciół? Jak duże ryzyko mogli ponosić? – W co ty się wpakowałaś?
Wycelował w nią spojrzenie, ale nie było w nim grama oskarżeń, a zamiast tego... Zmartwienie.