22.05.2025, 23:00 ✶
Gdy przedzierała się przez tłum, który wychynął z alejki, została pchnięta na ścianę. Tak mocno, że aż sapnęła. Ktoś kopnął ją w kostkę, inna osoba odciągnęła agresora, wskazując na twarz i kurtkę kobiety - wyglądała, jakby była cała we krwi. Ale nie była: to była farba, jednak skąd mogli o tym wiedzieć? Nie mogli, więc po pierwszym zamieszaniu po prostu zeszli jej z drogi. Bez szeptów, bez pogróżek - chcieli się po prostu stąd wydostać. Pożar już dawno się skończył, ale musiało gnać ich coś innego. Co? Nie chciała wiedzieć.
A ona parła pod prąd, jak zawsze, by znaleźć tego, za którego oddałaby życie.
Nie mogła jednak tak po prostu zacząć pytać ludzi o Ścieżki czy też Sforę. Ale Woody... On wiedział. Faye nie kłopotała się, by pukać: po prostu otworzyła drzwi Rejwachu z kopa, nie przejmując się tym że to przecież własność tego miłego wujaszka, który jej pomógł.
- Panie Woody! - wcześniej go poinformowała listownie, że tu będzie, ale czy sowa w ogóle dotarła? Cholera wie. Sięgnęła odruchowo do kieszeni i zamarła. W jej kieszeni nie było kastetu, który podarował jej Maddox.
A ona parła pod prąd, jak zawsze, by znaleźć tego, za którego oddałaby życie.
My sinful confession
You're my obsession
If God is a woman
Then God is a weapon
You're my obsession
If God is a woman
Then God is a weapon
Nie mogła jednak tak po prostu zacząć pytać ludzi o Ścieżki czy też Sforę. Ale Woody... On wiedział. Faye nie kłopotała się, by pukać: po prostu otworzyła drzwi Rejwachu z kopa, nie przejmując się tym że to przecież własność tego miłego wujaszka, który jej pomógł.
- Panie Woody! - wcześniej go poinformowała listownie, że tu będzie, ale czy sowa w ogóle dotarła? Cholera wie. Sięgnęła odruchowo do kieszeni i zamarła. W jej kieszeni nie było kastetu, który podarował jej Maddox.