23.05.2025, 16:02 ✶
Miałem nową teorię na temat jej nieobecności w drużynie Quidditcha – wyrzucili ją za brak poczucia humoru. Istna, chodząca kaplica. Powaga? O rany, zabrakło mi skali. Nie sądziłem, że ktoś tak młody może mieć kij w tyłku, ale witajcie w latach siedemdziesiątych! Z każdym rokiem wszystko, co dobre, zdawało się powoli wymierać.
I cyk! — pomysł na nową książkę: Dlaczego młodzi czarodzieje chodzą nieszczęśliwi? Dogłębna analiza umysłów dzieci, nastolatków oraz młodych dorosłych. Albo może poradnik...? Zrobić z tego coś dla rodziców? Ciekawe, co by się lepiej sprzedało? Raczej poradnik. Może Eliasz kupiłby egzemplarz, żeby jakoś ogarnąć Prudence...? Choć raczej było już za późno, ale kto wie? Dziewczyna miała nieprzeciętny umysł. Może dałoby się jeszcze coś w niej obudzić.
Czy to może mój kryzys wieku średniego? Starzałem się? Cóż, nieistotne, bo Heather... Nawet nie buc. Zołza! Istna zołza!
– Masz urojenia, moja droga – skomentowałem jej kąśliwość z tonem doświadczonego specjalisty. Mogłem pociągnąć dyskusję, wejść w ten jej chłodny teatr, ale coś mnie tknęło. Może zamiast marnować czas, powinienem zainteresować się moją niedoszłą randką? Nie, nie Heather Wood, tylko Cassandrą Cavendish.
– Pan Puszek połknąłby cię w całości, ale nam się spieszy i on to rozumie – rzuciłem jeszcze, pozwalając sobie na ostatni sarkazm w stronę funkcjonariuszki. Zajmowała mi czas, a ja najprawdopodobniej miałem komuś ratować świat. Byłoby uroczo, gdybym jednak został bohaterem. Nie prosiłem się o to, ale zdecydowanie bardziej wolałem happy endy niż koszmary na żywo.
Dlatego podziękowałem, przyjąłem Pana Puszka i ruszyłem w kompletnie innym kierunku, niż wskazywała mi Heather.
– Tobie również życzę powodzenia – rzuciłem na odchodne.
Zamierzałem przebić się przez pół Londynu. Na własnych nogach, bo teleportacja mogła w tej chwili skończyć się rozszczepieniem, a tego by nawet eliksir z diamentowego pałacu nie poskładał...
I cyk! — pomysł na nową książkę: Dlaczego młodzi czarodzieje chodzą nieszczęśliwi? Dogłębna analiza umysłów dzieci, nastolatków oraz młodych dorosłych. Albo może poradnik...? Zrobić z tego coś dla rodziców? Ciekawe, co by się lepiej sprzedało? Raczej poradnik. Może Eliasz kupiłby egzemplarz, żeby jakoś ogarnąć Prudence...? Choć raczej było już za późno, ale kto wie? Dziewczyna miała nieprzeciętny umysł. Może dałoby się jeszcze coś w niej obudzić.
Czy to może mój kryzys wieku średniego? Starzałem się? Cóż, nieistotne, bo Heather... Nawet nie buc. Zołza! Istna zołza!
– Masz urojenia, moja droga – skomentowałem jej kąśliwość z tonem doświadczonego specjalisty. Mogłem pociągnąć dyskusję, wejść w ten jej chłodny teatr, ale coś mnie tknęło. Może zamiast marnować czas, powinienem zainteresować się moją niedoszłą randką? Nie, nie Heather Wood, tylko Cassandrą Cavendish.
– Pan Puszek połknąłby cię w całości, ale nam się spieszy i on to rozumie – rzuciłem jeszcze, pozwalając sobie na ostatni sarkazm w stronę funkcjonariuszki. Zajmowała mi czas, a ja najprawdopodobniej miałem komuś ratować świat. Byłoby uroczo, gdybym jednak został bohaterem. Nie prosiłem się o to, ale zdecydowanie bardziej wolałem happy endy niż koszmary na żywo.
Dlatego podziękowałem, przyjąłem Pana Puszka i ruszyłem w kompletnie innym kierunku, niż wskazywała mi Heather.
– Tobie również życzę powodzenia – rzuciłem na odchodne.
Zamierzałem przebić się przez pół Londynu. Na własnych nogach, bo teleportacja mogła w tej chwili skończyć się rozszczepieniem, a tego by nawet eliksir z diamentowego pałacu nie poskładał...
Koniec sesji