• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by

[11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
23.05.2025, 19:00  ✶  

Spojrzenie Yaxley wbijało się we mnie jak lodowata stal, oceniająco, władczo, z tą całą jej rodową wyniosłością, której nawet nie próbowała już kryć. Nie musiała – w końcu świat jej wszystko wybaczał, prawda? Bo była bystra, konkretna, bo się nie rozklejała, bo... „Ktoś musi trzeźwo myśleć” - padło z ust Geraldine, i przez sekundę miałem ochotę się zaśmiać - oczywiście, że musiał, ale trzeźwość umysłu nie polegała na dehumanizacji ludzi wokół, a przecież właśnie przed chwilą zniknęły dwie dorosłe osoby spośród nas, nasi bliscy, znajomi, przyjaciele i nie tylko. Nikt z nas nie miał pojęcia, gdzie są, i czy nie było to tylko preludium do czegoś gorszego, więc właśnie w tej chwili - właśnie teraz, kiedy powinniśmy chociaż na moment być razem, bo ludzie powinni być dla siebie punktem oparcia - ona stawiała ściany i granice. Aż świerzbiło mnie w język, żeby jej odpowiedzieć, że nie chodziło o trzeźwość, tylko o elementarną ludzką przyzwoitość, ale ugryzłem się w język. Stała tam, jakby to ona miała ustalać porządek świata, mierząc mnie wzrokiem i w milczeniu dokonując obliczeń, których nie znałem, nie patrzyła na mnie - nie potrzebowała. Wystarczyło, że mówiła wystarczająco głośno, żeby trafić do właściwych uszu, i wystarczająco cicho, żeby nie dało się jej łatwo zarzucić braku taktu. Znów poczuła się w obowiązku poustawiać wszystkich do pionu, i z całą beznamiętną siłą swojego rodowego dziedzictwa wygłaszała prawdy, które równie dobrze mógłby głosić jej ojciec. Może nawet to robił - wygłaszał te same słowa, a ona nauczyła się ich na pamięć. Tak to było w takich rodach - jak na ironię - w moim własnym także, chociaż nie miałem związku z łowcami.
Zacisnąłem szczękę, stawiając kolejne kroki w  stronę werandy. Nie gnałem korytarzami - wcale nie dlatego, że nie chciałem tam dojść, bo chciałem, i to jak najszybciej, po prostu próbowałem stłumić odruch, by nie przewrócić oczami z taką siłą, że dostanę zawrotów głowy. Ona po prostu nie rozumiała - nie, to złe słowo - rozumiała, ale miała to gdzieś, miała inne priorytety, i zawsze wiedziała, jak wbić szpilę tak, żeby próbowała wyglądać na konstruktywną uwagę. No i proszę - cała Geraldine Yaxley w pigułce - żadnych niedopowiedzeń, zero sentymentów, wzrok wbity we mnie, jakby naprawdę czekała, aż się potknę, żeby wyrzucić mi moją niekompetencję. Merlin mi świadkiem, że próbowałem być wyrozumiały. Próbowałem zrozumieć Roise'a, który patrzył na nią jak na jakieś wcielenie boskiej opatrzności, ale za każdym razem, gdy otwierała usta, czułem, jak moje zęby mimowolnie się zaciskają. Całe szczęście, nie rozmawialiśmy, bo gdybyśmy zaczęli rozmawiać, to pewnie mógłbym jej uprzejmie zasugerować, żeby swoje „trzeźwe myślenie” wsadziła sobie tam, gdzie słońce nie dochodzi, a od tego byłaby prosta droga dalej...
Wyszliśmy na zewnątrz, a ja bez słowa oparłem się o ścianę, pozwalając, żeby moje ramiona skrzyżowały się na piersi. Odwróciłem wzrok, przez chwilę tylko słuchałem wiatru, który ślizgał się po polach - mgła była coraz gęstsza, a wieczór zbliżał się nieubłaganie. Stałem w cieniu framugi, ramieniem oparty o chłodne drewno, pozwalając sobie przez chwilę po prostu obserwować, jak ta ich komunikacja odbywa się bez słów. Była jakaś ironia w tym, że ja byłem tym, który poszedł „po wsparcie”, a to ona z miejsca zaczęła oceniać sytuację, zaraz mając wydawać polecenia i układać plan działania, i jasne - plan był potrzebny, ale nie mogłem się pozbyć wrażenia, że gdyby to ode mnie zależało, cała sytuacja wyglądałaby mniej… Chłodno. Mniej jak operacja wojskowa, a bardziej jak ludzka reakcja na coś, co miało prawo przerazić.
Roise, oczywiście, chłonął jej obecność jak powietrze - uśmiechał się tym swoim półuśmieszkiem, i gdyby nie to, że znałem go tak długo, może by mnie to wzruszyło. A tak… Miałem ochotę nim potrząsnąć. Zamiast tego z boku obserwowałem sytuację. Mały zniknął za drzwiami, ucieszony jakby właśnie dano mu nową książkę o smokach. Nie słyszałem, co Geraldine mu powiedziała - i w sumie dobrze. Miałem dziwne wrażenie, że lepiej dla mojego ciśnienia było trzymać się z daleka od tego, co Yaxley szepcze dzieciom do ucha. Ambroise nic nie mówił, siedział cicho, jakby nadal balansował na cienkiej granicy między rzeczywistością a tym, co jeszcze tliło się w jego głowie, i miał prawo milczeć - odszedł na chwilę, może nieoczekiwanie, ale to nie była jego wina, tak samo, jak wczoraj to nie była wina Prudence. Wizje nie były wyborem - nie były też pretekstem, żeby ich oceniać. Nawet ja to wiedziałem. Złośliwa część mnie chciała zapytać, czy nosiła ze sobą jakąś listę kontrolną - kogo trzeba ratować, co należy wypomnieć, przeanalizować, a jakie cudze decyzje uznać za niewłaściwe, ale milczałem.
Widziałem, jak przytuliła Roise'a - krótko - to bardziej przypominało mi wyuczony ruch techniczny, jakby przypominała sobie, że tak wypada. W moich oczach nie było w tym ciepła - to nie była powtórka z klatki schodowej. Może to powinno mnie wzruszyć - jednak miała serce wobec swojego chłopaka, ojej - powinienem jej w duchu podziękować za ten gest, ale zamiast tego krzywo się uśmiechnąłem. Przylgnęła do Ambroise’a, jakby nagle przypomniała sobie, że miała jeszcze coś takiego jak ręce i gesty czułości. Ładnie, Geraldine Yaxley, piękny teatrzyk uczuć i emocji. Może to był jej sposób na troskę - właśnie tak wyglądała jej wersja czułej uważności, była sztywna, wykalkulowana, tylko że drugi człowiek nie był tabelką w skoroszycie. Nie odrywałem wzroku od ich wymiany spojrzeń - niby cicha, neutralna, a jednak w niej było coś więcej - to co Roise akceptował, co być może go nawet koiło, a mnie - irytowało, bo wiedziałem, że prędzej umrę, niż pozwolę jej traktować mnie w ten sam sposób... Jakby to ona przejmowała dowodzenie nad sytuacją, bo przecież potrzebowaliśmy kogoś, kto potrafił trzeźwo myśleć - jasne, bo przecież wszyscy wokół byli bezradni, upośledzeni emocjonalnie i niezdolni do myślenia logicznego. Całe szczęście, że mieliśmy ją - zimną, nieprzeniknioną Geraldine Yaxley, która przyszła z listą priorytetów i od razu wiedziała, kto zawiódł i co trzeba poprawić, wspaniale, szkoda tylko, że jej pragmatyzm był tak cholernie protekcjonalny. Uniósłbym brew, ale uznałem, że nie warto dawać jej satysfakcji. Mimo wszystko, wiedziałem, że mieliśmy do załatwienia poważne sprawy.
Nie znałem jej tak naprawdę, ale wiedziałem jedno - nie da się tak po prostu odciąć od emocji, nawet jeśli próbujesz zbudować wokół nich mur z logiki i chłodu, bo ludzie nie działają tak mechanicznie. Nie byłem szczególnie zły w ocenie - poznałem ją na tyle, żeby wiedzieć, że nie przyszła tu, żeby nas wszystkich dobić, zainteresowała się sprawą, ale też nie miałem złudzeń, iż w tej chwili potrafiłaby objąć sytuację inaczej niż przez pryzmat tabelki z paroma okienkami do postawienia tam fajeczki. Czemu? Nie wiedziałem... Cała ta sytuacja była ciężka. Byliśmy w miejscu, gdzie nie można było pozwolić sobie na słabość, ale równocześnie każdy z nas wiedział, że pod tą powierzchownością kryje się coś więcej, co trudno nazwać, ale może decydować o tym, czy zaginionym uda się wyjść z tego cało, gdziekolwiek byli.
- Zwaszywszy na okoliszności. - Powiedziałem, zniżając głos, ale nie udając już obojętności. - Lepiej bęsie, jeszli pszelwiemy im jakąś dziwną schaskę, nisz mielibyśmy lysykowaś, sze naplawdę zaginęli i jusz nie wlósą. - Dodałem - nie czekałem na zgodę, nie brzmiałem surowo, bardziej jak ktoś, kto naprawdę wolałby nie musieć zajmować się cudzymi dramatami, ale też nie potrafiłby spokojnie przełknąć myśli, że coś mogło się stać. Oderwałem się od chłodnej ściany, o którą dotąd opierałem ramię, wyprostowałem się i ruszyłem w stronę schodów prowadzących z werandy do ogrodu.
- Zobaczmy, czy coś tu jescze wisi w powietszu... - Rzuciłem, już ciszej, bardziej do siebie niż do nich, i wyjąłem różdżkę z kieszeni płaszcza. Pozostali mogli dołączyć - ja nie czekałem już ani chwili. Schodząc po schodach, czułem jak chłód nocy lepi się do skóry, ale coś w tej prostocie działania - ślad, krok, impuls, odpowiedź - koiło. Tu przynajmniej było coś konkretnego do zrobienia.

Percepcja ◉◉◉○○ - poszukiwania
Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5245), Benjy Fenwick (6570), Geraldine Greengrass-Yaxley (4428), Pan Losu (29)




Wiadomości w tym wątku
[11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Benjy Fenwick - 19.05.2025, 16:25
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Pan Losu - 19.05.2025, 16:25
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.05.2025, 20:48
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Benjy Fenwick - 20.05.2025, 00:09
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.05.2025, 19:11
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.05.2025, 13:30
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Benjy Fenwick - 23.05.2025, 19:00
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.05.2025, 00:46
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.05.2025, 03:12
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Benjy Fenwick - 24.05.2025, 14:33
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.05.2025, 09:31
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.05.2025, 01:28
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Benjy Fenwick - 27.05.2025, 22:02
RE: [11/09/72] A disturbingly short time ago, in a land uncomfortably close by - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.05.2025, 22:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa