24.05.2025, 08:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2025, 08:44 przez Keyleth Nico Yako.)
Cios sięgnął twarzy oprycha, ale nie wyłączył go w żadnej mierze z działań. Zdawał się ledwie zaczepką do dalszej bitki, bo paskud wykrzywił mordę w kierunku byłego aurora i mimo rozciętej wargi od razu z pięściami rzucił się na niego.
– Tarpaulin spierdalaj świętoszku! Nie widzisz że świat się kończy chuju! – wycharczał na niego, dając upust nagromadzonej adrenalinie, a Woody - pomimo swoich rozmiarów i utrwalonej w półświatku renomy - był najwidoczniej doskonałym celem.
Keyleth kwiknęła, bo nie dało się ukryć, że te ciosy są w pewien sposób również wymierzane w nią, czyli w futerkowy kołnierz mężczyzny. Początkowo łapała mocniej pazurkami za jego ubranie, nie chcąc spaść na chodnik, zdając sobie sprawę z tego, że bez trudu mogliby ją w ten sposób zadeptać. Magia po którą mogła sięgnąć z założenia raczej nie wyrządzała nikomu krzywdy, z resztą w tamtym momencie nie myślała nawet o tym, żeby czarować, zbyt rozkojarzona sytuacją. Trochę się nasłuchała na ludzi w czerni i mocno miała już zaklasyfikowanych ich jako wrogów. I tenże wróg właśnie zamierzał coś zrobić jej panu Woody'emu.
Niedoczekanie!
Postępowała raczej instynktownie, kiedy w pewnym momencie zaparła się mocniej w jego bark i skoczyła na przeciwnika. Nie była latającą wiewiórką, ale w zwarciu, było to jak przeskakiwanie po gałęzi niczym wiewiórka. Jaki miała oręż? Pazurki i szczurze zębuszki? Bynajmniej. O wiele łatwiej i szybciej było zaatakować zaskoczeniem.
Jej ciało rozrosło się gwałtownie. Kolorowy i niemożliwy do pomylenia plecak (szkoda tylko że rudowłosej absolwentki Hogwartu z Edynburga) w połączeniu z dziewczęcym ciałem - nie było tego za wiele, ale zdecydowanie więcej niż samo ciało fretki.
– Kwik, skłik, kiikaaa masz! A masz! Nie będziesz bił pana Woody'ego pierdolony bydlaku w czarnym! - piski przeszły w słowa, należące do czarnoskórej dwudziestolatki o bujnie kręconych czarnych włosach. Jej jasne seledynowe oczy ciskały gromy, a usta kopiowały zasłyszane chwilę temu wulgaryzmy.
Wszystko pięknie ładnie. W teorii. Chciała być bohaterką, a wyszło tak, że równowaga jednak sama się nie utrzymała, człowiek się gibnął i samemu na ziemię poleciał. Kilka rzeczy w plecaku niebezpiecznie zagrzechotało. Możliwe, że nie tylko witryna po tej nocy będzie potłuczona. Pocieszająca była tylko myśl, że ludzkie, większe ciało trudniej będzie podeptać niż fretkowe. Coś chciała powiedzieć, ale z gardła dobyło się tylko ciche stęknięcie obitej niezbyt mądrej pupy.
– Tarpaulin spierdalaj świętoszku! Nie widzisz że świat się kończy chuju! – wycharczał na niego, dając upust nagromadzonej adrenalinie, a Woody - pomimo swoich rozmiarów i utrwalonej w półświatku renomy - był najwidoczniej doskonałym celem.
Keyleth kwiknęła, bo nie dało się ukryć, że te ciosy są w pewien sposób również wymierzane w nią, czyli w futerkowy kołnierz mężczyzny. Początkowo łapała mocniej pazurkami za jego ubranie, nie chcąc spaść na chodnik, zdając sobie sprawę z tego, że bez trudu mogliby ją w ten sposób zadeptać. Magia po którą mogła sięgnąć z założenia raczej nie wyrządzała nikomu krzywdy, z resztą w tamtym momencie nie myślała nawet o tym, żeby czarować, zbyt rozkojarzona sytuacją. Trochę się nasłuchała na ludzi w czerni i mocno miała już zaklasyfikowanych ich jako wrogów. I tenże wróg właśnie zamierzał coś zrobić jej panu Woody'emu.
Niedoczekanie!
Postępowała raczej instynktownie, kiedy w pewnym momencie zaparła się mocniej w jego bark i skoczyła na przeciwnika. Nie była latającą wiewiórką, ale w zwarciu, było to jak przeskakiwanie po gałęzi niczym wiewiórka. Jaki miała oręż? Pazurki i szczurze zębuszki? Bynajmniej. O wiele łatwiej i szybciej było zaatakować zaskoczeniem.
Jej ciało rozrosło się gwałtownie. Kolorowy i niemożliwy do pomylenia plecak (szkoda tylko że rudowłosej absolwentki Hogwartu z Edynburga) w połączeniu z dziewczęcym ciałem - nie było tego za wiele, ale zdecydowanie więcej niż samo ciało fretki.
– Kwik, skłik, kiikaaa masz! A masz! Nie będziesz bił pana Woody'ego pierdolony bydlaku w czarnym! - piski przeszły w słowa, należące do czarnoskórej dwudziestolatki o bujnie kręconych czarnych włosach. Jej jasne seledynowe oczy ciskały gromy, a usta kopiowały zasłyszane chwilę temu wulgaryzmy.
Aktywność fizyczna ◉◉○○○ utrzymanie się na przeciwniku i próba przeważenia go tak, żeby poleciał na chodnik i sobie głupi ryj rozwalił
Rzut N 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Wszystko pięknie ładnie. W teorii. Chciała być bohaterką, a wyszło tak, że równowaga jednak sama się nie utrzymała, człowiek się gibnął i samemu na ziemię poleciał. Kilka rzeczy w plecaku niebezpiecznie zagrzechotało. Możliwe, że nie tylko witryna po tej nocy będzie potłuczona. Pocieszająca była tylko myśl, że ludzkie, większe ciało trudniej będzie podeptać niż fretkowe. Coś chciała powiedzieć, ale z gardła dobyło się tylko ciche stęknięcie obitej niezbyt mądrej pupy.