• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.09.1972] Firewatch

[08.09.1972] Firewatch
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#7
24.05.2025, 14:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2025, 14:25 przez Guinevere McGonagall.)  

Zamarła na moment, wpatrzona w Hannibala, gdy ten powiedział jej, że został zaatakowany. Nie wyglądała na zaskoczoną, bo też zaskoczona nie była, wpisywało się to w rozmyślania, które miała odnośnie rozległości i umiejscowienia oparzeń i ran Selwyna. Jednak myśleć o tym, a wyobrazić sobie scenę jego oczami, gdy miała już co do tego potwierdzenie, to było co innego, coś znacznie bardziej mrożącego krew w żyłach i powodującego mimowolne drgnięcie mięśni leciutko zaciskających się palców. Nie ze złości… chociaż może trochę. Bardziej z tego poczucia bezsilności, że te obrazy zapiszą się pod powiekami Hannibala i będą powracać w koszmarach. W takich chwilach żałowała, że nie poświęciła więcej sił na opanowanie magii zauroczeń. Wierzyła, że przydałaby się choć trochę, by uspokoić spanikowanych pacjentów, przynieść mentalną ulgę choć na jakiś czas… Wprawiała się jednak w czymś innym.

– Zobaczę jeszcze, czy nie masz innych ran, dobrze? – oparzenia były widoczne na pierwszy rzut oka i to nimi się zajęła, gdy Hannibal odzyskał świadomość, ale jakiś musiał być powód jej utraty. Mógł to być atak paniki, szok, ale równie dobrze jakaś magia, albo uderzenie w głowę, a jakim byłaby uzdrowicielem, gdyby przeoczyła taką oczywistą ranę? Kiepskim.

Sama wolała nie myśleć o tym, co by było gdyby – gdyby go nie znalazła. Wolała nie, bo to prowadziło do tych wszystkich niepotrzebnych rozmyślań ludziach o innych ludziach, którzy być może czekają na pomoc, otrzymają ją zbyt późno, albo do niej nie doczekają. Nie wierzyła, że była jedynym uzdrowicielem na londyńskich ulicach, zresztą był tu też gdzieś szpital św. Munga i wyobrażała sobie, że zacznie pękać w szwach.

– Na co dzień pracuję w terenie, tam trzeba uważać na ewentualne stare pułapki i paskudne klątwy – odparła z lekkim westchnieniem, czując nieprzyjemne łaskotanie w gardle od tego wszechobecnego dymu i pyłu, ostatecznie oceniając, że prócz tych poparzeń nic nie jest Selwynowi. Całe szczęście. Za jakiś czas powinien być w pełni zdrowia, o ile nie przydarzy mu się żaden nowy wypadek. – Nie jestem może jakimś świetnym pojedynkowiczem, ale całkowicie bezbronna też nie – tym niemniej… wcale nie była pewna, czy poradzi sobie ze wszystkim. Na wykopaliskach, gdy badali jakieś nowe obszary, zawsze była z kimś, przynajmniej z drugą osobą.

Spoglądała na próby Hannibala, jakie podejmował, by się podnieść, a sama w tym czasie zamknęła swoją skrzyneczkę, złapała znowu w dłoń różdżkę, jako że niebezpiecznie było się przemieszczać bez niej, i sama się podniosła w razie czego wyciągając do Selwyna rękę, by pomóc mu wstać, jeśli jednak tej pomocy potrzebował. W porównaniu do niego musiała się wydawać chuda jak gałązka, którą można jednym ruchem złamać w pół, bo w przeciwieństwie do niego wcale nie była umięśniona, ani wyćwiczona fizycznie… No i swoich wdzięków zdecydowanie nie prezentowała teraz całemu światu. Hannibal mógł jednak być spokojny, bo jego obecny ubiór, nieco „ulepszony” przez napastnika, raczej nie wyróżniał się z tłumu, mało tego – dym z pewnością nie polepszał widoczności i raczej nie każdy chodził sobie ulicami Londynu z kocimi oczami umożliwiającymi lepsze widzenie w ciemności.

– Plan… Mój plan jest taki, że idę dalej i pomagam kolejnej osobie, która tego potrzebuje – nawet uśmiechnęła się leciutko, spoglądając z troską w twarz Hannibala. Nawet jeśli trochę się bała, tak podskórnie… to jednak powołanie i to poczucie, że musi pomóc było głośniejsze. Nie umknęło jednak jej uwadze to „my”. – Chcesz iść ze mną? – to było… urocze. Słodkie. I chwytające za serce, gdy wlewała się w nie nadzieja, że ten świat wcale nie był skazany na porażkę, gdy byli jeszcze ludzie, którzy chcieli coś zmienić.


// Odgrywam zawadę: magiczny antytalent (zauroczenie) + te rzeczy, które już wypisałam wcześniej
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (2654), Hannibal Selwyn (2103)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] Firewatch - przez Guinevere McGonagall - 01.05.2025, 21:14
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Hannibal Selwyn - 01.05.2025, 23:38
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Guinevere McGonagall - 02.05.2025, 13:25
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Hannibal Selwyn - 02.05.2025, 15:44
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Guinevere McGonagall - 10.05.2025, 15:06
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Hannibal Selwyn - 11.05.2025, 11:55
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Guinevere McGonagall - 24.05.2025, 14:24
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Hannibal Selwyn - 24.05.2025, 19:28
RE: [08.09.1972] Firewatch - przez Guinevere McGonagall - 25.05.2025, 14:35

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa