24.05.2025, 17:27 ✶
– Basilius – odpowiedział, gdy Thomas spytał się o Bazyliszka. Najwyraźniej Prewett czasami zapominał, że głupie ksywki Millie, które mu wymyślała nie były koniecznie logiczne dla każdego do odgadnięcie. Zapominał też czasem ostentacyjnie krzywić się gdy je słyszał i wyrażać odpowiednią wobec nich pogardę. Zapominał też czasem, że wcale ich nie lubił.
– Millie, nie wiem co ci zrobił poker, ale przestań mieć o nim dziwne fantazje.
On miałby grać w rozbieranego pokera, lub kazać komuś zastawiać swoje ubrania? Akurat. Aż tak źle z nim nie bylo. W ogóle nie było z nim źle przecież.
Potem natomiast zrobiło się nieco dziwnie, bo Millie nie dość, że pocałowała w jakąś nietkniętą część twarzy Thomasa, to powtórzyła ten gest również na nim samym, a dodatkowo jeszcze przedstawiła ich jakby widział Figga pierwszy raz na oczy.
– Millie, ale my się znamy – wymamrotał nieco zdezorientowany tym wszystkim, a gdy czarownica wyszła z pomieszczenia zerknął na Thomasa w nadziei, że ten odwzajemni jego skonfundowane spojrzenie. Thomas z oczywistych sposobów tego nie zrobił.
– Dzięki – mruknął na komplement odnośnie tego, że wyglądał na kogoś przyzwoitego, chociaż nie był pewny, czy takie stwierdzenie od osoby, która obecnie go nie widziała, jakoś bardzo go uspokajało. Prawdę mówiąc, trochę się martwił, gdy tutaj wchodził, czy ktoś znowu nie uzna go za cel ataku, albo gorzej, za zakrwawionego szaleńca, który twierdzi, że jest uzdrowicielem. Hm... Może jednak niewidzący pacjenci byli jakimś pozytywem. Nie że sama sytuacja pozytywem była.
– Powinno byc dobrze. Pierwszym kluczem do sukcesu jest to, że dalej masz oczy – powiedział, gdy już oczyścił krew z twarzy Thomasa, tak aby mieć lepszy podgląd na jego rany. – Ale muszę im się lepiej przyjrzeć, by ocenić co robić, więc daj mi chwilę. Jeśli nie będę sie odzywać, to nie dlatego, że jest tragicznie. Po prostu potrzebuję czasu na spokojną ocenę. Mogę natomiast już powiedzieć, że ogólne obrażenia twarzy powinny się łatwo i szybko zagoić. Jesteś na coś uczulony? Miałeś wcześniej z nimi jakieś problemy? Są jakieś choroby, o których powinienem wiedzieć?
I z tymi słowami ponownie powrócił do oględzin, ponownie informując Thomasa o wszystkim co robił, tak aby ten nie zdziwił się nagle, gdy Prewett zaczął świecić mu w oczy różdżką sprawdzając ich reakcje.
– Wszystko będzie w porządku – powiedział w końcu i odsunął się na chwilę od Thomasa, aby sięgnąć po kolejne eliksiry, jednocześnie tłumacząc medycznymi nazwami co dokładnie stało mu się w oczy, czemu nie widział i jak to naprawią. Ponownie się do niego przysiadł. – Najpierw opatrzę ci twarz, tak aby wyjąć całe szkło. Potem zacznę zakrapiać odpowiednie eliksiry do oczu. Możesz poczuć dyskomfort, ale raczej nie powinieneś czuć bólu.
Kiedy przystąpił do pracy, zamilkł na chwilę, nie do końca pewny, czy powinien powiedzieć to co chciał właśnie powiedzieć.
– Wiesz – zaczął w końcu, gdy twarz Thomasa wreszcie przestała przypominać jeża, a on przeszedł do pracy nad przywróceniem Figgowi wzroku. – Słyszałem, jak sobie to zrobiłeś i... – Zerknął na drzwi, aby upewnić się, że Millie jeszcze tu nie było i absolutnie tego nie usłyszy. – I nie wiem, czy trochę cię za to podziwiać, czy jednak wytknąć, że istnieją całkiem fajne i przydatne zaklęcia, które też mogą kogoś ochronić, a które są znacznie mniej krwawe.
– Millie, nie wiem co ci zrobił poker, ale przestań mieć o nim dziwne fantazje.
On miałby grać w rozbieranego pokera, lub kazać komuś zastawiać swoje ubrania? Akurat. Aż tak źle z nim nie bylo. W ogóle nie było z nim źle przecież.
Potem natomiast zrobiło się nieco dziwnie, bo Millie nie dość, że pocałowała w jakąś nietkniętą część twarzy Thomasa, to powtórzyła ten gest również na nim samym, a dodatkowo jeszcze przedstawiła ich jakby widział Figga pierwszy raz na oczy.
– Millie, ale my się znamy – wymamrotał nieco zdezorientowany tym wszystkim, a gdy czarownica wyszła z pomieszczenia zerknął na Thomasa w nadziei, że ten odwzajemni jego skonfundowane spojrzenie. Thomas z oczywistych sposobów tego nie zrobił.
– Dzięki – mruknął na komplement odnośnie tego, że wyglądał na kogoś przyzwoitego, chociaż nie był pewny, czy takie stwierdzenie od osoby, która obecnie go nie widziała, jakoś bardzo go uspokajało. Prawdę mówiąc, trochę się martwił, gdy tutaj wchodził, czy ktoś znowu nie uzna go za cel ataku, albo gorzej, za zakrwawionego szaleńca, który twierdzi, że jest uzdrowicielem. Hm... Może jednak niewidzący pacjenci byli jakimś pozytywem. Nie że sama sytuacja pozytywem była.
– Powinno byc dobrze. Pierwszym kluczem do sukcesu jest to, że dalej masz oczy – powiedział, gdy już oczyścił krew z twarzy Thomasa, tak aby mieć lepszy podgląd na jego rany. – Ale muszę im się lepiej przyjrzeć, by ocenić co robić, więc daj mi chwilę. Jeśli nie będę sie odzywać, to nie dlatego, że jest tragicznie. Po prostu potrzebuję czasu na spokojną ocenę. Mogę natomiast już powiedzieć, że ogólne obrażenia twarzy powinny się łatwo i szybko zagoić. Jesteś na coś uczulony? Miałeś wcześniej z nimi jakieś problemy? Są jakieś choroby, o których powinienem wiedzieć?
I z tymi słowami ponownie powrócił do oględzin, ponownie informując Thomasa o wszystkim co robił, tak aby ten nie zdziwił się nagle, gdy Prewett zaczął świecić mu w oczy różdżką sprawdzając ich reakcje.
– Wszystko będzie w porządku – powiedział w końcu i odsunął się na chwilę od Thomasa, aby sięgnąć po kolejne eliksiry, jednocześnie tłumacząc medycznymi nazwami co dokładnie stało mu się w oczy, czemu nie widział i jak to naprawią. Ponownie się do niego przysiadł. – Najpierw opatrzę ci twarz, tak aby wyjąć całe szkło. Potem zacznę zakrapiać odpowiednie eliksiry do oczu. Możesz poczuć dyskomfort, ale raczej nie powinieneś czuć bólu.
Kiedy przystąpił do pracy, zamilkł na chwilę, nie do końca pewny, czy powinien powiedzieć to co chciał właśnie powiedzieć.
– Wiesz – zaczął w końcu, gdy twarz Thomasa wreszcie przestała przypominać jeża, a on przeszedł do pracy nad przywróceniem Figgowi wzroku. – Słyszałem, jak sobie to zrobiłeś i... – Zerknął na drzwi, aby upewnić się, że Millie jeszcze tu nie było i absolutnie tego nie usłyszy. – I nie wiem, czy trochę cię za to podziwiać, czy jednak wytknąć, że istnieją całkiem fajne i przydatne zaklęcia, które też mogą kogoś ochronić, a które są znacznie mniej krwawe.